20-letni sprawca gwałtu z Rimini "nie okazał skruchy". "Haniebny i brutalny akt przemocy"

Wszyscy czterej sprawcy gwałtów z Rimini są już w aresztach. Jak mówią w rozmowach w włoskimi mediami przedstawiciele organów ścigania, ostatni z zatrzymanych nie okazał skruchy.

Dwaj nieletni sprawcy zgłosili się na policję nakłonieni przez ich ojca, imigranta z Maroka, który od lat mieszka we Włoszech. Później aresztowano trzeciego sprawcę - też nastolatka - a w końcu udało się zatrzymać ostatniego. Przywódca grupy, 20-letni Kongijczyk, został ujęty rano na stacji kolejowej. Miał próbować uciec do Francji.

Przed dwoma laty Kongijczyk przybył na wyspę Lampedusa. Nie przyznano mu azylu, ale ze względów humanitarnych otrzymał prawo pobytu ważne do 2018 roku.

Mężczyzna trafił do aresztu. - Nie okazał skruchy - stwierdził w odpowiedzi na pytanie dziennikarki RAI Marco Filoni, dowódca karabinierów.

Z kolei nieletni sprawcy mieli odcinać się od odpowiedzialności i zapewniać, że to 20-latek wydawał im polecenia, a także że sami nie dopuścili się gwałtu, a tylko pomagali starszemu mężczyźnie. Co innego wynika jednak z relacji zgwałconej Polki i Peruwianki. 

Przedstawiciele organów ścigania nazywają ich działanie "haniebnym, brutalnym i wielokrotnym aktem przemocy".

Gwałt w Rimini

Do tragedii doszło w piątek późnym wieczorem, gdy polskie małżeństwo wybrało się na spacer na plażę w Rimini, popularnym kurorcie w regionie Emilia-Romania nad Adriatykiem. Około godziny 4 nad ranem para została brutalnie zaatakowana.

Czterej napastnicy dotkliwie pobili mężczyznę, a potem na jego oczach dokonali wielokrotnego, zbiorowego gwałtu na kobiecie. Później ci sami sprawcy zgwałcili kobietę pochodzącą z Peru. W śledztwie uczestniczą także polscy prokuratorzy.

Gwałt w Rimini: Włoska policja ujawnia nagranie z monitoringu

Więcej o: