Ciało Kai rozkładało się przez 10 dni w wersalce. Policja: "To koty tak śmierdzą"

- Jak tylko się wchodziło na czwarte piętro, to ten odór uderzał - rodzeństwo Kai Wiśniewskiej opowiedziało o tym, jak szukało siostry na własną rękę. - Na pomoc nie mogliśmy liczyć - przyznają.

O swojej bezsilności i kontrowersyjnych kulisach poszukiwań Kai Wiśniewskiej opowiedziało w materiale "UWAGI!" TVN rodzeństwo zamordowanej dziewczyny. Przypomnijmy: poszukiwania 20-latki ze Zduńskiej Woli trwały 10 dni.

"To koty tak śmierdzą"

W tym czasie policja popełniła szereg błędów, członkowie rodziny zaczęli szukać dziewczyny na własną rękę - zdobyli adres, gdzie jej chłopak wynajmował mieszkanie. Zaniepokoił ich wydobywający się ze środka fetor.

Zadzwoniliśmy na policję, powiedzieliśmy o sytuacji, że śmierdzi, jesteśmy zaniepokojeni i chcemy, żeby oni sprawdzili, co jest w tym mieszkaniu

- mówi brat dziewczyny. W zamian usłyszał, że "nie są z żadnego W-11, oni nie wywalą drzwi. Jedyne, co mogą, to wezwać straż". I rzeczywiście straż przyjechała na miejsce. Policja również. Na pytanie o źródło brzydkiego zapachu mieli odpowiedzieć, że "to koty tak śmierdzą". 

Jak tylko się wchodziło na to czwarte piętro, to ten odór uderzał

- mówi z kolei zrozpaczona siostra Kai. 

Cały materiał można obejrzeć na stronie TVN 24 >>>

Jak zaginęła Kaja?

20-letnią Kaję ostatni raz widziano 15 sierpnia. Wieczorem wraz z 2-letnim synem kobieta pojechała do Łodzi do swojego 29-letniego partnera, którego poznała kilka tygodni wcześniej.

Następnego dnia mężczyzna odwiózł syna 20-latki do Zduńskiej Woli - rodzinie kobiety powiedział, że źle się ona poczuła. Kiedy krewni dzwonili do 20-latki, odebrał mężczyzna, twierdząc, że dziewczyna wzięła tabletki i nie może rozmawiać. Potem telefon przestał być aktywny, a po mężczyźnie ślad zaginął - mówi Joanna Kącka z łódzkiej policji.

Wówczas rodzina zgłosiła zaginięcie Kai. Jak podaje Polsat News, kilka godzin po zgłoszeniu mieli dowiedzieć się, że policja przeszukała mieszkanie 29-latka, ale nie było w nim 20-latki.

Więcej o: