B. prezes stadniny w Janowie Podlaskim o tegorocznej aukcji: To już nie porażka, a wielki skandal

Marek Trela, były prezes stadniny w Janowie Podlaskim, ostro skrytykował tegoroczną aukcję Pride of Poland. - Nie można lekceważyć imprezy sztandarowej dla całej polskiej hodowli i kompromitować dokonań pokoleń hodowców - ocenia.

- Arogancja, buta widoczne na konferencjach prasowych, do tego rażąca ignorancja w ocenie rynku, brak profesjonalizmu w ocenie wartości koni, a co najgorsze lekceważenie klientów - tak były prezes stadniny w Janowie Podlaskim podsumował w "Dzienniku Wschodnim" tegoroczną aukcję Pride of Poland.

Zdaniem Marka Treli i specjalistów ds. promocji, z którymi rozmawiał, aukcja w Janowie nie była odpowiednio reklamowana - nie było informacji o imprezie ani kontaktu z organizatorami. W dodatku słabej jakości zdjęcia koni w katalogu aukcyjnym "umieszczone wewnątrz pisma pełnego najwyższej jakości zdjęć reklamowych wykonanych przez najlepszych profesjonalistów i jeszcze dodatkowo odpowiednio obrobionych stawiało nasze konie w bardzo niekorzystnym świetle" - ocenia b. prezes..

"Ostatecznie, ogólny wynik był bardzo słaby, a osiągnięcia Stadniny w Michałowie - dwa konie sprzedane za sumę 83 000 euro to już nie porażka, nie pogrom a wielki skandal!!! Nie można sobie lekceważyć imprezy sztandarowej dla całej polskiej hodowli i tym samym kompromitować dokonań pokoleń hodowców" - dodaje Trela.

Cały komentarz Marka Treli można przeczytać tutaj >>>

Pride of Poland 2017

Przypomnijmy: w tym roku jedynie sześć koni czystej krwi arabskiej z krajowej hodowli znalazło nowych właścicieli na prestiżowej aukcji Pride of Poland. Reszta z 25 zwierząt wystawionych w Janowie Podlaskim wróciła do stajni nie osiągając ceny minimalnej.

Najdroższym koniem aukcji okazała się Prunella z Janowa Podlaskiego - klacz poszła za 150 tys. euro, a sześć koni sprzedano w sumie za 410 tys. euro. W komentarzach po aukcji dominowała opinia, że to katastrofa - przed "dobrą zmianą" w 2015 roku aukcja Pride of Poland zakończyła się wynikiem blisko 4 mln euro, a w 2014 roku wylicytowano konie za 2,1 mln euro.     

W zeszłym roku z wystawionych 31 koni sprzedano 16 za łączna kwotę 1 mln 271 tys. euro.

"Dobra zmiana" w Janowie Podlaski

Po przejęciu władzy przez PiS nowe kierownictwo Agencji Nieruchomości Rolnych w lutym zeszłego roku odwołało szefów stadnin koni w Janowie Podlaskim i Michałowie. Ze stanowiskami pożegnali się Marek Trela i Jerzy Białobok. Również sędzia międzynarodowy Anna Stojanowska przestała być inspektorem w ANR.

Po tych decyzjach szef ANR złożył w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w janowskiej stadninie, które miało polegać na niegospodarności. Teraz, po ponad roku śledztwa, wiadomo, że nieprawidłowości nie było, a sprawa - jak mówi rzecznik Prokuratury Regionalnej w Lublinie - może zostać umorzona.

Z kolei w listopadzie zeszłego roku umorzono inny wątek śledztwa, sprawę dwóch klaczy - Prerii i Amry, które padły w marcu i kwietniu 2016 roku. Obie klacze były dzierżawione od Shirley Watts, żony perkusisty zespołu Rolling Stones. Po ich śmierci Watts zabrała inne swoje konie z Janowa, nie przyjechała też na tegoroczną aukcję.

Skandal na aukcji Pride of Poland

W 2016 roku aukcja Pride of Poland odbyła się po raz 47. W czasie aukcji wylicytowano 16 koni za 1 mln 270 tys. euro. To trzykrotnie mniej niż w 2015 roku, kiedy padł rekord - klacz Pepita została wówczas sprzedana za 1,4 mln euro.

Najwięcej kontrowersji w ubiegłym roku wzbudziła pierwsza licytacja 16-letniej siwej klaczy Emira. Wylicytowano ją za 550 tys. euro, ale - jak się później okazało - nie zgłosił się rzekomy kupiec. Klacz stanęła jeszcze raz do licytacji i została sprzedana za 225 tys. euro.

Sprawą ubiegłorocznej aukcji Pride of Poland zajęła się prokuratura. Śledztwo ma m.in. dać odpowiedź, czy doszło do nieprawidłowości w licytowaniu klaczy Emira.

Shirley Watts zabrała konie ze stadniny w Janowie. "Trudno jej się dziwić"

Więcej o: