"Sieci" na tropie trotylu dotarły aż do Włoch. Dziennikarze opisali nawet swoją wizytę w kantynie

Byliśmy we włoskim laboratorium, w którym badają próbki z Tupolewa - chwali się na swojej okładce tygodnik "Sieci". Przeszło 10-stronicowy reportaż nie przynosi jednak żadnych nowych informacji w sprawie śledztwa smoleńskiego.

Ośrodek, który odwiedzili dziennikarze tygodnika braci Karnowskich, to rzymskie Laboratorium Kryminalistyczne Korpusu Karabinierów (RaCIS). To właśnie tam trafiło ponad 200 próbek dotyczących katastrofy smoleńskiej. Chodzi o materiał pobrany po ekshumacjach, które polska prokuratura przeprowadziła w zeszłym roku.

Swoją wycieczkę po włoskim laboratorium Marcin Wikło i Marek Pyza zrelacjonowali na łamach "Sieci" bardzo drobiazgowo. Opisali czytelnikom nawet to, co w zasadzie robili w czasie wolnym.

"Idziemy do kantyny, bo nie można rozpocząć wspólnego dnia inaczej niż od aromatycznego espresso. Przed restauracją, na krześle, wygrzewa się pręgowany kot. Znają go tu wszyscy, ktoś przechodzi i głaszcze futrzaka. Ten ledwo podnosi głowę i śpi dalej"

- piszą dziennikarze "Sieci". Sporą część tekstu poświęcili też temu, by udowodnić renomę rzymskiego ośrodka. Jak piszą, laboratorium ma bogate doświadczenie m.in. w badaniu zamachów bombowych - głównie za sprawą włoskiej mafii, która jeszcze niedawno bardzo często załatwiała swoje porachunki właśnie za pomocą materiałów wybuchowych.

- Możemy bardzo głęboko sięgnąć w materiał dowodowy i odkryć ślady środków wybuchowych po bardzo długim czasie, nawet stu latach - mówi tygodnikowi sierżant Francesco Fanigliulo. Specjaliści z RaCIS dają sobie pół roku na przebadanie próbek z Polski pod kątem obecności materiałów wybuchowych, np. trotylu lub nitrogliceryny. W razie konieczności, prace mogą zostać przedłużone o kolejne sześć miesięcy.

Paradoksalna "pochwała" Rosjan

W swoim reportażu Wikło i Pyza opisują też różne pomieszczenia rzymskiego ośrodka, co stanowi dla nich pretekst wyłącznie do tego, by jedynie przypomnieć czytelnikom swoje stare teksty poświęcone katastrofie smoleńskiej. Zdobyli się jednak przy tym na kilka zaskakujących spostrzeżeń. "Należy podkreślić, że konieczność zalutowania trumien w Moskwie w kwietniu 2010 r. może - paradoksalnie - okazać się dla obecnych badań zbawienna" - piszą dziennikarze "Sieci".

RaCIS jest jednym z czterech zagranicznych ośrodków, do których polscy śledczy zwrócili się z prośbą o pomoc przy badaniu katastrofy smoleńskiej. Pozostałe trzy znajdują się w Wielkiej Brytanii oraz w Hiszpanii.

Tak chorego pytania w TVP jeszcze nie było. "To była moja ostatnia wizyta"