Szyszko: W Brukseli nie potrafią odróżnić kornika od żaby. Przed kluczowym pytaniem - ucieka

Przedstawiciele UE powinni być odpowiednikami moich specjalistów, a nie socjologami czy poetami - mówi w wywiadzie dla "Rz" Jan Szyszko. Jednocześnie nie chce przyznać, na czym polegają "działania ochronne" prowadzone w Puszczy Białowieskiej.

Kilka dni temu Trybunał Sprawiedliwości UE wezwał Polskę do wstrzymania wycinki w Puszczy Białowieskiej. Od tamtej pory Szyszko powtarza, że prace nazywane przez niego "działaniami ochronnymi" będą trwać. W rozmowie z "Rzeczpospolitą" nie obawia się, że spotka nas za to kara ze strony Brukseli. - A dlaczego by nie zapytać o to, czy Polska będzie za pół roku wzorem dla całego świata? - zastanawia się minister środowiska.

"Niech przyjadą do puszczy specjaliści"

Jednocześnie kwestionuje on kwalifikacje unijnych ekspertów. - Nie potrafią odróżnić kornika od żaby - stwierdza. Trwająca wycinka w puszczy jest prowadzona właśnie pod pretekstem walki z tzw. kornikiem drukarzem.

Niech przyjadą do puszczy unijni przedstawiciele, którzy będą pełnoprawnymi odpowiednikami moich specjalistów pracujących na terenie puszczy, a nie trzech ekspertów, z których jeden jest socjologiem, drugi poetą, a trzeci ledwie otarł się o przyrodę

- apeluje Szyszko, dla którego najbardziej kłopotliwe okazało się jedno pytanie: na czym polegają prowadzone przez niego "działania ochronne"? W rozmowie z "Rz" padło aż sześć razy. I za każdym razem odpowiedź była wymijająca. - To wszystkie działania ochronne, które są przewidziane zgodnie z planem zadań ochronnych - kluczy Szyszko. Innym razem mówi, że to "różne działania".

- Znam się na tym, co robię. Obronimy się przed sądem prawem i danymi - stwierdza na koniec rozmowy.

Chcesz poznać historię Puszczy Białowieskiej? Sprawdź książkę Simony Kossak >>

Więcej o: