Namawiała licealistów, żeby zdjęli w Sejmie przypinki. Teraz "pani z IPN-u" zabiera głos

Kilkanaście dni temu grupa uczniów nie została wpuszczona do Sejmu. Powód? Przypinki manifestujące ich poglądy. Teraz głos w sprawie zabiera pracownica IPN, która namawiała licealistów do zdjęcia symboli.

Chodzi o drużynę uczniów z warszawskiego I Społecznego Liceum Ogólnokształcącego, którzy mieli wziąć udział na terenie Sejmu w II Ogólnopolskim Turnieju Debat Historycznych IPN. Straż marszałkowska nie chciała ich wpuścić, ponieważ mieli na sobie przypinki m.in. Parady Równości czy Partii Razem.

Prawie dwa tygodnie po tych wydarzeniach Magdalena Czoch z Instytutu Pamięci Narodowej swoje refleksje na ten temat opisała w tekście opublikowanym na stronach czasopisma "Więź".

Jak tłumaczy, przed wejściem do parlamentu starała się przekonać licealistów, że brak przypinek jest wymogiem gospodarza konkursu, czyli Sejmu. "Gdy przychodzimy do określonego miejsca, to powinniśmy stosować się do jego reguł" - pisze Czoch. Jej zdaniem uczniowie mogli przecież zamanifestować swoje poglądy w inny sposób - np. w trakcie debaty i konkursu, na który przyszli.

Tylko że ja stanęłam przed nimi, przedstawiłam się i w tym momencie wyrósł między nami mur. Oni byli uczniami z wiadomej Bednarskiej, ja panią z wiadomego IPN

- stwierdza ze smutkiem. Jednocześnie przekonuje, że o sprawie mówiono by zupełnie inaczej, gdyby inna grupa uczniów miała na sobie np. prawicowe przypinki.

Nie wiem, czy oni chcieliby debatować z drużyną obwieszoną przypinkami ONR – który jest w Polsce, niestety, legalną organizacją

- zastanawia się autorka tekstu. Jej zdaniem nazywanie tego, co zrobili uczniowie przejawem "odwagi cywilnej" jest nieporozumieniem, a " hasła i symbole, które – jeśli nie zostaną wypełnione treścią naszych codziennych działań i czynów – są puste".

To była również porażka opiekuna uczniów, który przyglądał się całej naszej dyskusji z lekkim uśmiechem. Nie wiem, do czego się Pan uśmiechał. Naprawdę nie wiem

- pisze pracownica IPN.

Więcej o: