Oszałamiająca pensja Misiewicza w nowej pracy. PGZ zaprzecza, ale konkretów nie podaje

50 tys. złotych pensji, służbowy samochód, a może nawet premia w wysokości rocznego wygrodzenia. To warunki, na jakich Bartłomiej Misiewicz miał zacząć pracę w Polskiej Grupie Zbrojeniowej - ustaliła "Rzeczpospolita". PGZ zaprzecza tym informacjom.

Bartłomiej Misiewicz objął w poniedziałek stanowisko pełnomocnika zarządu ds. komunikacji w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Jak nieoficjalnie ustaliła "Rzeczpospolita", 26-latek w nowej pracy może liczyć na wynagrodzenie sięgające 50 tys. złotych - to o 15 tys. więcej niż dyrektorzy zarządzający. Na wysokość jego pensji nie wpłynie ustawa o zasadach kształtowania wynagrodzeń osób kierujących z 2016 roku, która miała obniżyć zarobki w państwowych spółkach. A to dlatego, że jest pełnomocnikiem zarządu.

"Rzeczpospolita" poinformowała również, że były rzecznik MON otrzyma w PGZ służbowy samochód oraz - jak miała powiedzieć dziennikowi osoba zaznajomiona z warunkami w spółkach zbrojeniowych - premię w wysokości rocznego wynagrodzenia.

Misiewicz i PGZ zaprzeczają

Bartłomiej Misiewicz odniósł się do tych doniesień na Twitterze. "Pisanie głupot i kłamstw powinno być z automatu karane. Dyskusja z brukowcami, które podają nieprawdę jest bez sensu" - napisał.

Informację zdementowała również sama Polska Grupa Zbrojeniowa. W oświadczeniu rozesłanym do mediów napisała, że "wynagrodzenie żadnego z pełnomocników zarządu PGZ S.A. nie sięga tej kwoty". Nie sprecyzowała jednak jakiej wysokości pensję otrzymuje Misiewicz.

Powrót do Polskiej Grupy Zbrojeniowej

To nie pierwszy kontakt Misiewicza z PGZ. We wrześniu ubiegłego roku były rzecznik MON zasiadał przez chwilę w radzie nadzorczej spółki. O sprawie było głośno, ponieważ nie miał wykształcenia wyższego, bez którego, zgodnie ze statutem Grupy, nie miał prawa zostać członkiem tego gremium. Choć PGZ zdecydowała się zmienić dla niego statut, nazwisko Misiewicza szybko zniknęło ze spisu członków zarządu.

A TERAZ ZOBACZ: 'Coraz bliżej prawdy'. Od 6 lat Jarosław Kaczyński powtarza to samo