Dyrektor się nie bawił: Zastrajkujecie, to przecież nie dostaniecie podwyżek [STRAJK NAUCZYCIELI]

Dyrektor wychodzi do nauczycieli i mówi: Zastrajkujecie, to rząd nie da podwyżek. No więc nie strajkują. A podwyżki mają być po 40 złotych.

Wtorek, trzy dni przed zapowiadanym strajkiem nauczycieli wiceprzewodnicząca opozycyjnej Nowoczesnej Joanna Schimdt plącze się w RMF FM: - Te podwyżki to tylko pretekst, aby był protest. Bo nauczyciele nie mogą tak po prostu zastrajkować przeciw rządowi.

Internauci drwią, że Schimdt zdradziła wreszcie prawdziwy powód strajku, organizowanego przez Związek Nauczycielstwa Polskiego.

W zamkniętych facebookowych grupach nauczyciele komentują w podobny sposób - nie chcą się podpisywać pod postulatami o podwyżki. Dobrze wiedzą, że za chwilę reszta Polaków będzie im wypominała wakacje, wolne w czasie świąt i krótki dzień pracy. Tak było zawsze przy okazji nauczycielskich protestów.

Czy to dlatego nie wyszli jeszcze na ulice nauczyciele likwidowanych gimnazjów, chociaż ZNP szacuje, że pracę straci ok. 30 tys. osób? Wstydzą się upominać o prawo do pracy, jak dawniej stoczniowcy i górnicy?

Jacek, nauczyciel informatyki z 20-letnim stażem: - Mam wykształcenie, coś sobie znajdę.

Już nic więcej nie osiągnę

Ewa z Gdyni uczy angielskiego od 16 lat. Energiczna, nowoczesna, uczniów trzyma krótko, choć bez dystansu. Bardzo lubiana. Dwa lata temu osiągnęła najwyższy stopień awansu zawodowego -  jest nauczycielką dyplomowaną. I to ją... złości.

- Nic już więcej w tym zawodzie nie osiągnę. Niezależnie od wzrostu moich kompetencji, więcej już nigdy w szkole nie zarobię - żali się.

Ma 38 lat.  Na pełnym etacie i z wychowawstwem w liceum zarabia 2800 zł miesięcznie na rękę. Żyje sama, spłaca kredyt mieszkaniowy  - 1 tys. zł co miesiąc, do tego rachunki, słowem - musi dorabiać. Oczywiście nie spędza w szkole 40 godz. tygodniowo, jak wynika z kodeksu pracy. Bo nauczyciele mają inny kodeks - Kartę nauczyciela. A w niej przywilej podziału zajęć zawodowych na te z uczniami (tzw. pensum) oraz takie, które mogą przeznaczyć na przygotowanie do lekcji, czy rozwój zawodowy.  Pensum dla większości wyznacza 18 lekcji do przeprowadzenia w tygodniu, plus ewentualnie 2 dodatkowe zajęcia np. wyrównawcze.

Ewa ma więc czas, żeby dorabiać. No to po południu prosto ze szkoły leci do: szkoły językowej, na prywatne kursy językowe, udziela też korepetycji. To jej daje dodatkowych 10 godz. pracy w tygodniu, czyli 1800 zł w portfelu na plus.

Wolałaby nie biegać z jednej pracy do drugiej, ale pracować w jednym miejscu. Tylko nie za takie pieniądze, jakie jej państwo oferuje. Narzeka:

- Jestem aktywna, dyrektor powierza mi wiele dodatkowych zadań, np. szkolenia dla kolegów, a zarabiam tyle samo, ile ci, którzy się nie wychylają - mówi.

Rok temu dostała propozycję pracy w dziale HR dużej korporacji. - Przestraszyłam się, że w razie czego łatwo się mnie pozbędą. A w szkole jestem bezpieczna - mówi. Została, ale teraz żałuje.

- Jeden z punktów reformy szkoły według PiS pozwala dyrektorom zabronić nauczycielowi podejmowania innej pracy. Jeśli mój dyrektor z tego skorzysta, nie będzie mnie stać na luksus pracy w szkole.

Strajku jednak w jej szkole nie będzie. Nauczyciele podpisywali się pod postulatami Związku Nauczycielstwa Polskiego, ale dyrektor im uświadomił, że rząd obiecał podwyżki. - Zastrajkujecie, to przecież nie dostaniecie podwyżek - powiedział. No więc nie zastrajkują. A podwyżki mają być po 40 zł.

Ewa: - Trudno mówić o czymś takim “podwyżka”, ale społeczeństwo zarejestruje i tak, że nauczycielom podnieśli pensje.

Opowiada z oburzeniem, że kiedyś uczniowie jako najtrudniejsze zawody wymienili dwa: śmieciarz i nauczyciel.  - Dlatego, że oba nie cieszą się społecznym szacunkiem.

Dobrze wykształcona kobieta w średnim wieku

Przeciętny polski nauczyciel ma 42 lata i jest kobietą (75 proc.). Najmłodsi pracują w gimnazjach, najstarsi uczą maluchy w pierwszych klasach podstawówek. (Instytut Badań Edukacyjnych, Raport o stanie edukacji 2013 “Liczą się nauczyciele”). Niemal wszyscy mają wyższe wykształcenie, zaledwie 4 proc. to licencjaci albo inżynierowie (nauczyciele zawodu). Połowa nauczycieli w Polsce osiągnęła najwyższy stopień awansu zawodowego, więcej niż jedna czwarta stopień niższy - nauczyciela mianowanego. Fakt ten skutecznie chroni obie te grupy (prawie 80 proc. zatrudnionych) przed zwolnieniami innymi, niż dyscyplinarne. To wynegocjowały związki zawodowe ponad dwadzieścia lat temu.

Ale stopień awansu zawodowego decyduje w głównej mierze o wysokości zarobków nauczycieli.  Są cztery stopnie awansu zawodowego, do najwyższego (20 proc. dodatku do pensji zasadniczej) można dojść po ok. 10 latach. Do tego dolicza się jeszcze kilka innych dodatków, m.in. motywacyjny  i za wychowawstwo (jego wysokość ustalają samorządy) oraz za pracę na wsi.

Średnia pensja nauczycieli wynosi od 2,7 tys. zł (nauczyciel stażysta) do 5 tys. (dyplomowany) brutto. Dużo? Tylko że to nie jest pensja za “goły” nauczycielski etat. To średnia wyliczona w skali całego roku i według zarobków wszystkich na konkretnym stopniu awansu. Cała tajemnica tkwi w tym, ile naprawdę pracują nauczyciele.

Doskonałym tego przykładem jest Maciej z Warszawy, nauczyciel historii od 10 lat. Uczy w dwóch szkołach, wykłada na uczelni. W sumie zarabia 5 tys. zł na rękę. Dokładnie trzy razy mniej od żony, która robi karierę w korporacji.

- Staram się myśleć pozytywnie, pracuję z misją i zapałem. Ale nie wyobrażam sobie, żeby mi ktoś zakazał dorabiać w drugiej szkole - mówi. Przyznaje jednak, że czuje mniejszy związek ze szkołą i uczniami, w tym w sprawach wychowawczych przez to właśnie, że zaraz po lekcjach biegnie do drugiej i trzeciej pracy.

Tu nie ma przyszłości

Julia z Krakowa pracuje w szkole drugi rok. - Zawsze lubiłam dzieci. Poszłam najpierw na pedagogikę, potem na doradztwo zawodowe. Miało wejść do szkół obowiązkowo, liczyłam, że pracy będzie w bród. Przeliczyłam się. Bo doradztwo, owszem, jest obowiązkowe, ale zatrudnianie doradców - już nie. Te obowiązki pełnią w szkołach nauczyciele różnych specjalności.

Julia miała szczęście, bo wyciągnęła do niej rękę poznana na jakimś kursie dyrektorka połączonych podstawówki i gimnazjum. Wysupłała dla niej dwie godziny doradztwa i świetlicę - w sumie pół etatu.

- W świetlicy straszny hałas, ale praca z dziećmi jest super. Wystarczą mi takie małe zwycięstwa, jak to: miesiącami uczyłam, żeby nie biegli korytarzem ze świetlicy na lekcje. Musiałam z nimi chodzić za rękę, pilnować, marudzić. A wczoraj puściłam ich swobodnie, dla sprawdzenia. Patrzę - idą spokojnie. Nie mogłam się ich nachwalić, aż zapytali: To co, będzie nas pani tak codziennie chwalić?

Za te małe zwycięstwa Julia wyciąga w szkole ok. tysiąca złotych. Jak wiadomo, z tego się w Krakowie nie utrzyma. Dorabia “w projektach” - na doradztwie zawodowym.

 - W szkole zatrzymuje mnie poczucie stabilizacji. W innych zawodach ludzie latami walczą o umowę o pracę, a tu jednak nie tak łatwo człowieka wyrzucić. No i małe, bo małe, ale jednak pieniądze przychodzą zawsze i na czas - mówi.

- Lubię szkołę. Gdybym nie lubiła, żadna pensja i tak by mnie tam nie zatrzymała. Ale widzę, że tu nie ma większych perspektyw.

Strajkować nie będzie, podobnie jak żaden nauczyciel z jej szkoły.

- Nie widzimy sensu. Wszystko już postanowione, ten rząd niczego przecież nie zmieni.

Czesi mają gorzej

60 proc. - tylu polskich nauczycieli pracuje w szkole na więcej, niż jednym etacie. Ściślej - tylu wyrabia więcej, niż ustawowe pensum, bo aż do 27 godz. tygodniowo “przy tablicy”, zamiast ustawowe 18 godz. Tak wynika z przeprowadzonego przez Instytut Badań Edukacyjnych w 2013 r. “Badania czasu pracy nauczycieli”. To w uproszczeniu wyjaśnia wysoką średnią pensję nauczycieli dyplomowanych. Krótko mówiąc - nauczyciele mogą zarobić tyle, o ile dostaną godziny nadliczbowe.

- Nie dziwi mnie, że nauczyciele dorabiają. Zwłaszcza, że ich pensum jest jednym z najniższych w całym OECD - mówi Maciej Jakubowski, wiceminister edukacji w rządzie PO-PSL, ekonomista, ekspert edukacyjny OECD. To jego zdaniem tłumaczy również, niskie miejsce polskich nauczycieli w rankingach na podstawie zarobków.

Pensje polskich nauczycieli sięgają 81 proc. zarobków innych osób z wyższym wykształceniem, Polska wypada poniżej średniej UE, gdzie ta relacja sięga 92 proc. (Education at the glance 2016 r.).

Dla porównania - w Finlandii nauczyciele z podstawówek - 89 proc., ale już ci, którzy pracują w liceach zarabiają 110 proc. pensji innych pracowników z wyższym wykształceniem. W Danii - podobnie.

Gorzej od nas mają jednak nauczyciele z Czech - 56 proc. średniego wynagrodzenia osób z wyższym wykształceniem i na Słowacji - 61 proc.

- Powinniśmy sobie na serio zadać pytanie, czy to słuszne, że nauczyciele zarabiają te 20 proc. mniej niż inni podobnie wykształceni obywatele tego samego kraju? W końcu  to zawód szczególnej odpowiedzialność i wagi - mówi Jakubowski.

Podwyżki? Jakie podwyżki!

Wobec trwających od miesięcy przygotowań do strajku ministra edukacji Anna Zalewska zapowiedziała podwyżki dla nauczycieli. 28. marca podpisała stosowne rozporządzenie - pieniądze mają zostać wypłacone z wyrównaniem od stycznia. Kłopot w tym, że podwyżki są iluzoryczne - w efekcie nauczyciele dostaną od ok. 30 do 60 zł do miesięcznej pensji.

- Poszedł komunikat o podwyżkach i ludzie w to uwierzą. Nauczyciele wyjdą na ulice i znowu usłyszą, że są darmozjadami  i strajkują bez powodu - komentuje Sławomir Broniarz, szef ZNP.

Strajkować będzie m.in. polonistka Joanna ze Śląska (15 lat stażu). Pracuje w prywatnej szkole, za 27 lekcji w tygodniu dostaje 3500 tys zł na rękę, dorabia jeszcze prowadząc kursy i dając korepetycje. Żywiołowa, goni za nowinkami, uwielbiana przez uczniów za doskonałe przygotowania do matury. Strajkuje dla podwyżek?

- Nie, ja przeciw reformie. Bo to prowizorka, wprowadzanie zmian naprędce i po zmanipulowanych konsultacjach. Chciałabym, żeby ten strajk obudził społeczeństwo, bo te reforma zniszczy szkołę.

Aleksandra Pezda, dziennikarka, publicystka, specjalizuje się w problematyce współczesnej edukacji. Sprawdzała i opisywała, jak działa szkoła w krajach europejskich i w Azji, badała wpływ cyfryzacji na dzisiejsze szkolnictwo. Współautorka i prowadząca wielu konferencji i debat, dotyczących współczesnej edukacji i spraw społecznych. Autorka książki “Koniec epoki kredy”. e-mail: aleksandra.pezda@gazeta.pl

Zobacz też książkę: "Godzina wychowawcza. Rozmowy o polskiej szkole" >>

Zobacz także: Minister Zalewska wychwala nową podstawę programową dla polskich szkół. Eksperci krytykują

Minister Zalewska wychwala nową podstawę programową dla polskich szkół. Eksperci krytykują