"Dzieci boją się, płaczą, nie mają siły". Dom dziecka w Gdańsku pod lupą urzędników

Surowe kary, stresująca atmosfera i niechęć do wychowanków - tak zdaniem młodzieży wygląda codzienność w jednym z Domów Integracyjno-Rodzinnych w Gdańsku. W placówce trwa kontrola, dyrekcja odmawia komentarza.

Przełom lutego i marca. Do urzędników Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie trafia niepokojący list wychowanków jednego z Domów Integracyjno-Rodzinnych (w Gdańsku jest ich pięć). W tym konkretnym mieszka osiem osób. Pod listem podpisują się cztery z nich. Młodzież pochodzi z trudnych rodzin, część wychowanków zmaga się z depresją, niektórzy są upośledzeni umysłowo.

"Chcemy napisać że dzieje się w tym domu źle i że prosimy o pomoc bo łamią nasze prawa dziecka i jesteśmy ofiarami przemocy psychicznej [pisownia oryginalna - red.]" - twierdzą w liście wychowankowie.

Ich zdaniem problemy zaczęły się na początku roku, gdy wieloletnia koordynatorka Domu Maria Burczyk została zastąpiona przez Joannę Nowak*. Pani Maria określana jest przez nich w liście jako "wspaniała" i "sprawiedliwa" osoba, nazywają ją "złotą kobietą". Joanna Nowak i dyrektorka placówki Magdalena G. (od 2015 r. nadzorująca placówki) mają według wychowanków źle traktować zarówno mieszkańców, jak i personel.

"Pani Joanna dawała mi wiecznie kary i nie mogłam wychodzić z domu, kary te były bezpodstawne, wiecznie się wydziera na mnie i innych domowników" - skarży się jedna z mieszkanek. Inny mieszkaniec, 19-letni chłopak, pisze, że dyrektorka Magdalena G. każe mu się wyprowadzić, bo jest dorosły, chociaż "leczy się na depresję" i "nie ma dokąd pójść". Mieszkańcy twierdzą, że zabierane są im telefony, a niektóre dzieci są lepiej traktowane od innych. 

Do redakcji Gazeta.pl pisze też była mieszkanka ośrodka, pani Magdalena. "Dyrektorka nie umie pracować z dziećmi. Nie wie, co to empatia dla takich dzieci, jak my. Zwolniła najlepszych wychowawców" - zaznacza. 

"Dzieci teraz się boją, płaczą, nie mają już siły psychicznie. Za najmniejsze przewinienie są karane najgorszymi karami. 13-letnie dziecko spóźni się do domu 2 minuty i od razu kara na telewizję. Wychowawcy w ubiegłym roku nie raz zgłaszali mobbing stosowany przez panią dyrektor. I nikt nic z tym nie zrobił" - dodaje pani Magdalena.

O koordynatorce: Surowe kary i zakazy

Kontaktujemy się z byłymi pracownikami placówki. Na rozmowę zgadzają się Olga Pajewska, która pracowała tam jako wychowawca od września do marca i Sabina Skaza, która zatrudniona była przez rok - do lutego. Jak twierdzą, powołana w styczniu koordynatorka Joanna Nowak miała stosować wobec młodzieży surowe kary.

- Kiedy jedna z podopiecznych nie zasłoniła rolet w swoim pokoju na noc, nie mogła za karę wyjść z domu. Za spóźnienie musiała szorować kafelki w łazience - twierdzi Olga Pajewska. Potwierdza to Sabina Skaza.

- Kary dotyczyły też upośledzonych dzieci, które przecież nie popełniały błędów złośliwie i specjalnie. Zabroniła jednemu chłopcu grania w piłkę, chociaż to dla niego całe życie. 11-latkowi kazała posprzątać za karę wszystkie pomieszczenia - dodaje Skaza. 

Koordynatorka miała też grozić młodzieży, że z powodu ich listu placówka zostanie zamknięta. Z powodu stresu jedna z mieszkanek zdaniem Pajewskiej miała mieć problemy ze snem, kołatanie serca i trudności z oddychaniem.

- Niektóre dzieci faworyzowała, a inne darzyła niechęcią. Nie traktowała ich źle, ale unikała ich towarzystwa. Nie zabierała na spacery, do kina, tak jak inni członkowie kadry - relacjonuje Skaza.

Olga Pajewska twierdzi, że Joanna Nowak krzyczała na młodzież. Sabina Skaza nie jest co do tego pewna. - Trudno powiedzieć, czy był to krzyk. Mój głos też jest mocny, zdecydowany, potrafię powiedzieć coś głośno, żeby dzieci mnie usłyszały, ale przecież nie krzyczę - mówi.

"Przemoc w białych rękawiczkach"

- Z pozoru miła, sprawia dobre wrażenie. Tak naprawdę jest apodyktyczna, nie znosi sprzeciwu - tak Sabina Skaza mówi o dyrektorce Magdalenie G.

Zdaniem Olgi Pajewskiej, dyrektorka placówki po tym, jak list młodzieży trafił do urzędników, pojawiała się w ośrodku codziennie i usiłowała dowiedzieć się, kto był autorem pisma. - Dyrektorka nie krzyczy, jest cichą osobą. W moim odczuciu stosuje za to przemoc psychiczną, emocjonalną, trudną do udowodnienia - mówi Pajewska.

Sabina Skaza przytacza sytuację, w której 19-letni mieszkaniec zapytał prowokacyjnie jedną z pracowniczek, co by zrobiła, gdyby popełnił samobójstwo. - Rzeczywiście, to nie było potrzebne pytanie, ale chłopak nic by sobie nie zrobił - twierdzi.

Tymczasem, jak relacjonuje kobieta, 19-latek będący na lekach antydepresyjnych został obudzony w nocy przez dyrektorkę. Ta miała kazać mu jechać karetką do szpitala psychiatrycznego. Chłopak nie został przyjęty, lekarz uznał, że nie ma ku temu powodów. 19-latek miał według Skazy wrócić do ośrodka pozostawiony bez opieki wychowawcy.

- Zdaniem dyrekcji był przecież potencjalnym samobójcą, a jednak został puszczony sam. Cała sytuacja była dla niego karą i miała pokazać, kto ma władzę - dodała Skaza. Była wychowawczyni przytacza też historię innych mieszkańców.

- Dyrektorka tak "uatrakcyjniła" życie dziewczynie w ciąży, że ta musiała się wyprowadzić, aby nie poronić. Magdalena G. stosowała przemoc w białych rękawiczkach. Wychowanka nie wytrzymała tego psychicznie - twierdzi Skaza.

- Dyrektorka dąży do wyprowadzki dwójki dorosłych ludzi, którzy nie ukończyli jeszcze szkoły i nie są gotowi do samodzielnego życia. Jedna z osób mówiła, że nie chce się wyprowadzać. Pani dyrektor na to: "czy masz już odpowiednio dużą torbę, żeby się spakować?". Nie podejmowała dialogu - relacjonuje Sabina Skaza.

Kobieta twierdzi, że niechęć Magdaleny G. do personelu i byłej koordynatorki Marii Burczyk wzięła się z "zazdrości o kompetencje". Maria Burczyk wcześniej pełniła obowiązki dyrektora. - Była ikoną DIR-u, wzorem wszystkich wychowawców - twierdzi Skaza.

Jak dodaje, Magdalena G. nie dotrzymywała słowa danego pracownikom w zakresie umów o pracę, zwalniała bez ostrzeżenia i wcześniejszej rozmowy. Miała zarzucać personelowi, że rozpieszcza dzieci, a także mocno ograniczać przyznawanie nagród pracownikom.

Pajewska także ma złe wspomnienia. - Pierwsze dni próbne przepracowałam za darmo - zaznacza.

"Doświadczyłeś przemocy?" - "Tak".

Jedna z osób wcześniej związanych z DIR udostępnia nam nagranie ze spotkania, do którego doszło między dyrektor Magdaleną G. a mieszkańcami Domu. Na nagraniu słychać, jak jeden z nastolatków przyznaje, że doświadczył przemocy.

"Kto dokonuje przemocy na twojej osobie?" - słychać kobiecy głos. Jak wynika z nagrania, to głos Magdaleny G. "Nie będę zgłaszał przemocy osobie, która także ją stosuje wobec innych osób" - odpowiada chłopak. Później dodaje, że był ofiarą przemocy psychicznej. "Pani to robi, to pani dobrze powinna wiedzieć" - mówi.

Dotarłem do protokołu ze spotkania. Z dokumentu wynika, że chłopak wcale nie mówił o przemocy, a miał jedynie powiedzieć: "nie będę z Panią rozmawiał" i "to Pani nie dotyczy". Pod protokołem podpisana jest m.in. dyrektor Magdalena G. i Joanna Nowak.

Na nagraniu słychać też, jak jeden z mieszkańców zapewnia, że nie był ofiarą przemocy. - No i bardzo dobrze. I wiemy, że jak ktoś podnosi głos lub czegoś oczekuje, to nie jest przemoc, tylko polecenie wychowawcy - słychać kobiecy głos.

Reaguje najstarszy chłopak. - Chyba nie rozumiecie sami, o co mi i innym osobom, które pisały pisma, do końca chodzi - stwierdza. Dodaje, że ma powody, by nie ufać mieszkańcowi, który przed chwilą zapewniał, że do przemocy nie dochodzi.

Urzędnicy z kontrolą, młodzież u psychologa

List od młodzieży z DIR-u spotkał się z reakcją urzędników. - Od 6 marca do końca miesiąca jest przeprowadzana kontrola, mająca na celu zbadanie relacji między wychowankami, panią dyrektor a pracownikami - mówi Olimpia Schneider z Urzędu Miasta w Gdańsku.

Wychowankowie są objęci wsparciem psychologów z zewnątrz, podobnie jak personel. - Ma to wyciszyć emocje, pomóc w rozwiązywaniu konfliktów - twierdzi Schneider. Urzędnicy nie wykluczają, że wychowankowie napisali list pod wpływem czyjejś manipulacji.

- Wcześniejsze kontrole w Domu kończyły się skutkiem pozytywnym, nie potwierdziły się wówczas stawiane zarzuty, m.in. związane z mobbingiem - zaznacza pracowniczka Urzędu Miejskiego.

Mimo to obecna dyrektorka 14 marca otrzymała od urzędników naganę. Nie była ona jednak związana bezpośrednio z treścią listu. - Była to nagana za nieprzestrzeganie ustalonej organizacji i porządku w procesie pracy - mówi Olimpia Schneider. Urząd nie ujawnia jednak, co to dokładnie oznacza.

Kontrolę w DIR przeprowadzą także służby Wojewody Pomorskiego. - Rozpocznie się ona w  nieodległym czasie. Wydział Polityki Społecznej Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku jest w trakcie przygotowań do przeprowadzenia tejże kontroli i na bieżąco monitoruje sytuację - deklaruje Anna Drozdowska z biura prasowego wojewody.

"Dziękuję bardzo, do widzenia"

Gorzkich słów wobec Magdaleny G. i Joanny Nowak padło sporo, chcę poznać ich wersję relacji z młodzieżą. Dzwonię więc do dyrekcji DIR, mówię, że chcę rozmawiać z Magdaleną G. - W jakiej sprawie? - dopytuje pracowniczka. - W sprawie kontroli z urzędu miasta - wyjaśniam. Zostaję odesłany do rzecznika prasowego ratusza. Od pracowniczki słyszę zapewnienie, że odmowa kontaktów z mediami to świadoma decyzja pani dyrektor. Magdalena G. odpisuje na mojego e-maila z prośbą o komentarz - w nim jednak także kieruje mnie do biura prasowego.

Próbuję skontaktować się też z koordynatorką Domu Joanną Nowak. Dzwonię pod podany na stronie internetowej numer, po drugiej stronie kobiecy głos. Przedstawiam się z imienia i nazwiska, informuję, w której redakcji pracuję, ale nie mam szansy na zadanie pytania. - Dziękuję bardzo, do widzenia - mówi rozmówczyni i odkłada słuchawkę.

* Imię i nazwisko koordynatorki zostało zmienione.

Zobacz także: Wystarczy kilka minut, żeby uratować komuś życie. Nie musisz nawet wychodzić z domu. Wystarczy, że...

Wystarczy kilka minut, żeby uratować komuś życie. Nie musisz nawet wychodzić z domu. Wystarczy, że...