Matka spała w aucie, bo wyproszono ją ze szpitala w Lublinie. W środku leży jej umierający syn

We wtorek do szpitala w Lublinie trafił chorujący na raka Mateusz. Jego stan jest poważny. Wieczorem personel poprosił matkę dziecka o opuszczenie Oddziału Intensywnej Terapii. - A jak nie będzie do kogo wracać? - pyta pani Paulina, która nagłośniła sprawę.

Ośmioletni Mateusz został przetransportowany do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Stan dziecka jest ciężki - jego mózg obumarł. O wyproszeniu pani Ani, mamy chłopca, z Oddziału Intensywnej Terapii poinformowała Paulina Szubińska-Gryz z Grupy Neuroblastoma Polska.

- Jestem działaczem na rzecz dzieci z chorobami nowotworowymi. Pomagam małym pacjentom, którzy wymagają leczenia za granicą - mówi w rozmowie z Gazeta.pl

I dodaje: - Mama Mateusza leczyła się w Centrum Zdrowia Dziecka, on takiej konsultacji potrzebował. (...) Pani Ania zapytała mnie, co może zrobić. Opisałam więc całą sytuację na Facebooku.

Mama Mateusza mieszka w Puławach. Aby być "blisko" syna, musi nocować w aucie. Całą sytuację opisuje w rozmowie z serwisem lublin112.pl tak:

Pani doktor wyjaśniła mi, że tutaj jest ileś tam dzieci. Ja mówię: no dobrze są dzieci, ale może mojemu dziecku zostało parę godzin życia. "Nie może tak pani do tego podchodzić" - odparła do mnie pani doktor i dodała, że mają swój regulamin

Lubelscy dziennikarze, którzy zajęli się sprawą, też zostali wyproszeni ze szpitala. Interweniować próbowała również przedstawicielka Fundacji Równi Wśród Równych. Udało jej się porozmawiać przez telefon z jednym z lekarzy dyżurujących. Ten miał ją odesłać do rzecznika szpitala.

Pismo w sprawie matki wyproszonej ze szpitala wystosował także Rzecznik Praw Pacjenta:

Osoba wykonująca zawód medyczny udzielająca świadczeń zdrowotnych pacjentowi może odmówić obecności osoby bliskiej przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych, w przypadku istnienia prawdopodobieństwa wystąpienia zagrożenia epidemicznego lub ze względu na bezpieczeństwo zdrowotne pacjenta. Odmowę odnotowuje się w dokumentacji medycznej. Rodzice pozbawieni możliwości obecności przy dziecku mogą domagać się wyjaśnień od personelu medycznego jak i od dyrekcji szpitala. Personel nie może ograniczać tych praw dla własnej wygody, czy według własnego uznania, tym samym nadużywając np. kryterium bezpieczeństwa zdrowotnego pacjentów. Co ważne ograniczanie praw pacjenta nie ma charakteru dowolnego.

Szpital nie ma sobie nic do zarzucenia

Dziś głos zabrał wreszcie sam  Szpital Dziecięcy w Lublinie. "Zgodnie z regulaminem, który podpisują rodzice dzieci hospitalizowanych w OIT, rodzice mogą przebywać w sali chorych w godz. 12-18, o ile przy innych pacjentach nie są wykonywane nieprzewidziane procedury medyczne ratujące życie" - czytamy w oświadczeniu na stronie lublin112.pl.

W dalszej części komunikatu rzeczniczka szpitala Agnieszka Osińska wyjaśnia, że w razie pogorszenia stanu zdrowia personel ma obowiązek powiadomić o tym rodzica dziecka. 

W tym przypadku mama została poinformowana przez personel medyczny o stanie zdrowia syna, i jako że stan dziecka był poważny, ale stabilny, rodzice zostali poproszeni o opuszczenie sali po godzinach opisanych w regulaminie. W tym przypadku pozwolono rodzicom zostać dłużej o 2 godziny na ich prośbę. Prosimy rodziców o zrozumienie, ale i przestrzeganie zasad obowiązujących w Oddziale. W sali chorych przebywają inni pacjenci (od 6 do 8 dzieci) i wykonywane są przy nich procedury medyczne, a Szpital ma obowiązek zachowania tajemnicy lekarskiej oraz poszanowanie godności i intymności pozostałych pacjentów.

Po tym, jak sprawa trafiła do mediów, szpital poszedł matce Mateusza na ustępstwo. Może przebywać przez cały czas na terenie placówki. Do dyspozycji ma sofy, fotele. - Pamiętajmy że to jest jedna mama w Lublinie, a takich dramatów w tym kraju przeżywa wielu rodziców - dodaje na koniec inicjatorka pomocy, pani Paulina. Stan Mateuszka wciąż pozostaje ciężki.

A TERAZ ZOBACZ: Wiozła uczniów do szkoły, gdy autobus zaczął płonąć. Uratowała 20 dzieci