Cztery hektary lasu pod ochroną wycięte w Łebie. "W dwa dni wyrżnęli wszystko w pień"

- Położono pokotem kilkaset drzew i to na działce, która ma być terenem zalesionym - mówi burmistrz Łeby Andrzej Strzechmiński, który zawiadomił służby, kiedy tylko zobaczył, co się święci. Wycinki jednak nie dało się już zatrzymać.

W ciągu ostatniego weekendu w Łebie wycięto cztery hektary drzew  - poinformowała trójmiejska "Gazeta Wyborcza". Do masowej wycinki doszło na terenie prywatnej działki położonej między plażą Bałtyku a jeziorem Sarbsko. To tam Tadeusz Gołębiewski rozważał postawienie swojego największego hotelu w Polsce, z czego ostatecznie zrezygnował. Powodem miały być m.in. ograniczenia wynikające z konieczności ochrony drzew. Właśnie tych, które zniknęły.

Kiedy tylko burmistrz Łeby Andrzej Strzechmiński dowiedział się o rozpoczęciu wycinki, zawiadomił o niej policję, nadleśnictwo oraz Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska. Służby nie zdołały jej jednak powstrzymać. - Położono pokotem kilkaset drzew i to na działce, która zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego ma być terenem zalesionym - powiedział "Gazecie Wyborczej" Strzechmiński.

Ta wycinka jest dla nas jak najazd Hunów, którzy przyjechali i w dwa dni wyrżnęli wszystko w pień, gwałcąc przy tym zapisy miejscowego prawa - skarży się burmistrz Łeby.

Więcej czytaj na  trojmiasto.wyborcza.pl.

A TERAZ ZOBACZ: Jeśli troszczysz się o zwierzęta, nie wyrzucaj śmieci do lasu

Jeśli troszczysz się o zwierzęta, nie wyrzucaj śmieci do lasu