Zapytaliśmy arcybiskupa, czy kazał "spi****lać" fotografowi. Odpowiedź? Krótka. Potem rzucił słuchawką

"Spi****laj!" - w tych krótkich, żołnierskich słowach abp Sławoj Leszek Głódź miał odmówić fotografowi zapozowania do zdjęcia. Gdy zadzwoniliśmy do duchownego z prośbą o komentarz, kazał nam "nie zawracać głowy".

Do incydentu miało dojść w sobotę po ingresie arcybiskupa Marka Jędraszewskiego. Po uroczystościach, które odbyły się na Wawelu, zaproszeni goście - m.in. para prezydencka, premier i hierarchowie - udali się na oficjalny obiad do krakowskiej kurii. To właśnie tam czekali na nich dziennikarze.

Jednym z nich był fotoreporter Tytus Kondracki - fotograf miał akredytację na dokumentowanie uroczystości, był także zaproszony na obiad do kurii. Według jego relacji arcybiskup miał odmówić w wulgarny sposób zapozowania do fotografii.

- Czekając na zakończenie obiadu i oficjalnych uroczystości, stałem przed budynkiem i robiłem zdjęcia osobom wchodzącym i wychodzącym z kurii. W pewnym momencie podszedł do mnie widoczny na zdjęciu mężczyzna z odznaczeniami; nie wiem, kim był, ale poprosił mnie o zrobienie zdjęcia jemu i arcybiskupowi. Zaproponowałem, żeby zapozowali do fotografii na tle kurii, ale wtedy usłyszałem „spierd***j" od Głódzia, który w tym czasie wypakowywał prezenty dla nowego arcybiskupa - relacjonuje w rozmowie z portalem Gazeta.pl Kondracki.

Jak dodaje, chwilę później kierowca arcybiskupa kazał mu "spadać", a duchowny dodał jeszcze "spieprzaj pan". - Niech pan wybaczy arcybiskupowi! Trzeba być miłosiernym! Pewnie jest zmęczony - usłyszał Kondracki od kobiety, która była świadkiem zajścia. Tę wypowiedź fotograf nagrał - po tym, co usłyszał od Głódzia, włączył kamerę.

 

Zadzwoniliśmy do arcybiskupa, by poprosić go o komentarz do opisanej sytuacji. Chcieliśmy też wiedzieć, czy rozważa podanie fotografa do sądu (gdyby duchowny zaprzeczył, że taki incydent miał miejsce). Abp Głódź odebrał telefon zaznaczając, że jest w drodze i nie bardzo może rozmawiać. Gdy usłyszał pytanie, rzucił krótko: - Niech mi pan nie zawraca głowy. Żadnych wulgarnych słów nie używam. Potem natychmiast się rozłączył.

Co o zachowaniu Głódzia pod kurią sądzi sam fotoreporter?

- Przyznam, że zszokowało mnie to. Przez 10 lat pracy nie spotkałem się z tak chamskim zachowaniem. Byłem w różnych sytuacjach, często bardzo trudnych, ale nigdy nie zostałem znieważony w tak bezpośredni sposób - mówi w rozmowie z Gazeta.pl.

A TERAZ ZOBACZ: Macierewicz tłumaczy, dlaczego protest w Sejmie zakończono dzięki Matce Boskiej Częstochowskiej

 

Więcej o: