Rosjanie "gratulowali sobie po zwycięstwie Trumpa" - ustalił wywiad USA. Ale prezydent-elekt woli wersję Rosji

- Rosjanie byli bardzo zadowoleni z tego, co stało się 8 października - twierdzą przedstawiciele amerykańskiej administracji. Wywiad przechwycił wiadomości, pokazujące radość po zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach.

E-maile były motywem przewodnim haseł kampanii wyborczej w USA i jak mało co, zaszkodziły Hillary Clinton. Pierwsza głośna afera dotyczyła korzystania przez nią z prywatnej skrzynki mailowej, gdy była sekretarzem stanu. Druga - wycieku maili z kierownictwa Partii Demokratycznej (DNC), ujawnionym przez demaskatorski serwis Wikileaks. 

Ani jedna, ani druga afera nie ujawniła łamania prawa przez Clinton. Ale maile DNC pokazały "brudne" kulisy kampanii, w tym preferowanie Clinton nad jej konkurentem Berniem Sandersem przez kierownictwo partii oraz sposoby skłaniania darczyńców do wspierania kandydatki.

Już krótko po wycieku maili w USA mówiło się, że nieprzypadkowo zbiegło się to z ostatnimi miesiącami kampanii. Serwis Wikileaks atakował Cliton, nie ujawniał jednak kompromitujących materiałów na temat Trumpa. Szybko pojawiły się też - wtedy jeszcze spekulacje - że za zhakowaniem serwerów DNC stoi Rosja.

Służby: "Rosjanie zadowoleni z wyniku wyborów"

Tuż przed wyborami władze USA, na podstawie informacji wywiadu, oskarżyły Rosję o atak hakerski na Partię Demokratyczną. Na początku jako cel przedstawiano podważenie wiarygodności amerykańskie systemu władzy i sianie niepewności. 

Donald Trump wygrał wybory, a służby nadal badały sprawę maili. W grudniu, miesiąc po wyborach, wysnuły kolejne wnioski. CIA znalazło dowody, że rosyjskie służby specjalne prowadziły w USA działania, mające na celu zapewnienie Donaldowi Trumpowi zwycięstwa. W odpowiedzi na dowody o rosyjskiej ingerencji w wybory, Barack Obama zdecydował się o wydaleniu z kraju 35 rosyjskich dyplomatów, mających w rzeczywistości być agentami służb specjalnych.  

Teraz pojawiły się nowe poszlaki, wskazujące na udział Rosjan. Jak opisuje "Washington Post", amerykańskie służby przechwyciły (w ramach rutynowej procedury) komunikację między rosyjskimi urzędnikami w dniu wyborów i tuż po nich. Wynika z niej, że "Rosjanie czuli się zadowoleni z wyniku wyborów oraz z tego, jak na niego wpłynęli".

Amerykański dziennik podkreśla, że w wiadomościach nie znaleziono jednoznacznych dowodów na to, że Rosjanie chcieli wspierać Trumpa. Widać po nich jednak, że przynajmniej na nie liczyli. Tego typu informacje należy jednak traktować z dystansem, gdyż przechwycone wiadomości mogą być kłamstwem lub dezinformacją. 

Trump o własnym wywiadzie pisze w cudzysłowie

Raport agencji wywiadowczych został już pokazany prezydentowi Obamie. Jeszcze dziś szefowie CIA i Wywiadu Narodowego mają przedstawić dokument Donaldowi Trumpowi. 

Część republikanów w parlamencie potępiła atak hakerski Rosji i zapowiedziała wsparcie dla pełnego śledztwa oraz stosownych reakcji. Nie wiadomo jednak, czy tak samo uważa Trump, który za dwa tygodnie zostanie zaprzysiężony na prezydenta. 

Prezydent-elekt zdążył już skrytykować służby za to, że spotkanie ustalono na piątek i nazwał je "bardzo dziwnym". Zaś słowa "wywiad" oraz "rosyjski atak hakerski" umieścił w cudzysłowie, zdając się bardziej ufać w wersję Władimira Putina, niż własnych służb specjalnych.

Lekceważenie amerykańskiego wywiadu oraz zbytnią ufność wobec Rosji wytknęły mu media i komentatorzy. Po tym Trumpa napisał na Twitterze, że to "kłamliwe media" sugerują, że "jest przeciwko wywiadowi", podczas gdy w rzeczywistości "jest jego dużym fanem". 

Więcej o: