Zamieszki w Ełku po zabójstwie 21-latka. "Myślący trzeźwo nie będzie rzucać kamieniami w witrynę"

- Jeśli ktoś ma trzeźwy ogląd sytuacji, to nie pójdzie z kamieniem i nie rzuci w witrynę sklepową. Te osoby, które posługują się płytkimi opiniami, łatwiej ulegają emocjom i dają się wciągnąć w eskalację konfliktu - komentuje wydarzenia w Ełku socjolog dr Tomasz Marcysiak.

W noc sylwestrową w Ełku po awanturze przed barem Kebab Prince zginął 21-letni Daniel. Zarzut jego zabójstwa postawiono Tunezyjczykowi i Algierczykowi. Do tragedii miało dojść, kiedy 21-latek wyszedł z butelkami napoju, za które nie zapłacił. Właściciel lokalu z kucharzem pobiegli za nim, wtedy doszło do szamotaniny.

W niedzielę przed lokalem zaczął się zbierać tłum. Ludzie wznosili nienawistne okrzyki wobec cudzoziemców (m.in. "j***ć ciapatych!"), rzucali kamieniami i petardami. W lokalu wybito szybę. Niektóre osoby miały rzucać w stronę policji petardami, kamieniami i butelkami. Doszło też do próby podpalenia mieszkania Algierczyka.

Wydarzenia w Ełku były też szeroko komentowane w mediach i internecie. Dla jednej ze stron jest to argument za tym, że osoby innych kultur są niebezpieczne. Dla drugiej - tragedia, która nie powinna mieć miejsca, a jej sprawca powinien zostać sprawiedliwie osądzony i ponieść karę. 

W ostatnich dniach zdemolowany został także lokal sprzedający kebab w Lubinie (woj. dolnośląskie). Organizacje zajmujące się przemocą mówią o samosądach lub nawet próbach linczu.

Z socjologiem dr. Tomaszem Marcysiakiem rozmawiał Marcin Kozłowski

Marcin Kozłowski: Dlaczego zdarzenie w Ełku wywołało demonstracje w mieście i niemal ogólnonarodową dyskusję? Inne zabójstwa, do których dochodzi na polskich ulicach, nie generują aż takich emocji.

Dr Tomasz Marcysiak: Napięcia dotyczące innych kultur są w niektórych głęboko zakorzenione i utrwalane przez działania i wypowiedzi ksenofobiczne. Spójrzmy chociażby na drugą stronę oceanu - tam od dawna nie ma segregacji rasowej, co nie oznacza, że nie ma właśnie tych napięć. Wystarczy, że biały policjant zastrzeli czarnoskórego chłopaka i natychmiast ludzie wychodzą na ulice.

Gdzie jest źródło tych napięć w Polsce?

Od zawsze jesteśmy podzielonym społeczeństwem i zawsze wskazywaliśmy sobie przyczynę jakichś niepowodzeń. Przykładowo, w okresie międzywojennym za niepowodzenia ekonomiczne byli wskazywani Żydzi.

Jeśli ktoś ma trzeźwy ogląd sytuacji, to nie pójdzie z kamieniem i nie rzuci w witrynę sklepową. Te osoby, które posługują się płytkimi opiniami i tkwi w nich potrzeba obarczenia kogoś nawet za własne niepowodzenia, łatwiej ulegają emocjom i dają się wciągnąć w eskalację konfliktu. Jest bardzo krótka droga między agresją słowną, a fizyczną.

Przy okazji "dostaje się" funkcjonariuszom policji.

Policja zawsze dostaje rykoszetem. Rolą policji jest wygaszanie sytuacji, panowanie nad manifestacją, by nie doszło do kolejnych nieszczęść. Im jest więcej funkcjonariuszy, tym bardziej ta agresja jest podkręcona, bo próbują ją powstrzymywać.

Co musiałoby się stać, by tego typu tragedie nie były rozpatrywane przez niektórych tylko przez pryzmat narodowości?

Jedną z metod są wzajemne, częste kontakty. Pracowałem jakiś czas temu za granicą razem z ludźmi z wielu krajów i kultur, co zupełnie zmieniło moje postrzeganie osób innej narodowości. Kiedyś były prowadzone badania na temat uprzedzeń rasowych. Wynikało z nich rzeczywiście m.in., że dystans wobec obywateli innych państw zmniejszał się wraz z lepszym poznawaniem danej osoby.

Mój kolega mieszka w niemieckim mieście, w którym doszło do zasztyletowania Polki przez Syryjczyka. W złapaniu mężczyzny pomogli inni Syryjczycy. Tragedia nie miała podłoża narodowościowego lub religijnego. Mimo to pierwsza informacja, która poszła świat, była jednoznaczna. Łatwo przychodzi nam wrzucanie wszystkich do jednego worka, ulegamy stereotypom. 

Nie bez znaczenia musi być też to, co mówią w mediach lub internecie dziennikarze i politycy.

Ostatnio brałem udział w programie w TVP. Naprzeciwko mnie siedział radny PiS z Torunia. Rozmawialiśmy na temat eskalacji konfliktów międzykulturowych. Jeden z gości zapytał radnego, czemu mają służyć hasła takie jak "Polska dla Polaków". A radny na to: "Przepraszam, a dla kogo ma być?". Zatkało mnie.

Środowiska narodowe promują tego typu postawy, a potem mamy się dziwić, że pod ich wpływem grupa osób atakuje budkę z kebabami w Ełku? To proch rozsypany po całej Polsce, który się tli. 

Proch wybuchnie? A może raczej zgaśnie z biegiem czasu?

Napięcia nie osłabną. Za mało jest krytyki wobec rasistowskich zachowań. Marsze milczenia nie wystarczą. Musi być stanowcza reakcja ze strony władz, mówiąca o tym, że nie ma miejsca na ksenofobiczne zdarzenia. Takie zachowania muszą być piętnowane przez wszystkich. Inaczej nic się nie zmieni.