Mieszkańcy wściekli. Drapieżne ptaki na stalowych linach w parku w Radomsku. Dlaczego? Wyjaśniamy

Mieszkańcy Radomska od lat skarżyli się na gawrony zanieczyszczające Park Świętojański. Kiedy tradycyjne metody odstraszania ptaków zawiodły, miasto zwróciło się o pomoc do sokolnika.

Dwanaście drapieżnych ptaków straszyło dzisiaj w Parku Świętojańskim w Radomsku. Choć wywoływały niepokój u ludzi, ich prawdziwym zadaniem jest siać grozę u gawronów - prawdziwej zmory parku. Drapieżniki pojawiły się wraz z zakończeniem jego rewaloryzacji. - Chcemy, aby park dobrze się prezentował. Dlatego zaangażowaliśmy sokolnika, który ma przepędzić ptaki [gawrony - przyp. red.] z tego terenu. W ten sposób wyeliminujemy problem zanieczyszczania chociażby ławek czy alejek - wyjaśnił prezydent miasta Jarosław Ferenc na stronie UM.

Ptaki uwiązane na stalowych linkach

Spytaliśmy się pracownicy Urzędu Miasta w Radomsku, dlaczego miasto zdecydowało się na taką formę odstraszania szkodników, a nie na przykład na odstraszacze dźwiękowe, które imitują odgłosy wydawane przez drapieżne ptaki. Szczególnie, że, jak zauważył m.in. pewien mieszkaniec tego miasta, ptaki w Parku Świętojańskim są uwiązane na krótkich, stalowych linach.

Takie traktowanie zwierząt wywołało ostry sprzeciw wielu osób. Pod powyższym zdjęciem pojawiło się mnóstwo komentarzy wyrażających niedowierzanie albo złość.

Skoro psy nie powinny być na łańcuchu, a zwierzęta w cyrku, to tym bardziej nie rozumie usprawiedliwia dla ptaków na linkach - zauważył Wiesław J.
Trzeba interweniować!!! To skandal! - uznała Anna H.
Piękne ptaki. Tylko one są stworzone do szybowania w przestworzach - skomentował Rafał S.

Tradycyjne metody zawiodły

Urzędniczka wyjaśniła, że jest to rozwiązanie doraźne, wywołane licznymi skargami radomszczan zirytowanych uciążliwą obecnością gawronów. - Standardowe odstraszacze dźwiękowe nie spełniały swojego zadania. Zleciliśmy więc licencjonowanemu sokolnikowi, panu Krzysztofowi z Bełchatowa, żeby do końca roku przegonił szkodniki z Parku Świętojańskiego - wyjaśniła w rozmowie z Gazetą.pl. - Jest to powszechnie stosowana praktyka w krajach europejskich.

Kobieta podkreśliła, że sokolnik i jego ptaki spędzą w parku tylko kilka godzin. - W tej chwili zleciliśmy mu cztery sesje, między 27.12 a 30.12. Podczas sesji ptaki nie są cały czas uwiązane. Co jakiś czas spuszcza się je, żeby wykonały lot nad parkiem. Zostały jednak doskonale przeszkolone i nie stanowią zagrożenia dla ludzi ani innych zwierząt - zapewniła i dodała, że ptaki spędziły w hodowli całe życie i nie poradziłyby sobie na wolności.

Znikną tylko na chwilę

Płoszenie ptaków tzw. metodą sokolniczą jest skuteczne tylko przy zachowaniu pewnej regularności. Jeżeli drapieżne ptaki zbyt długo nie pojawią się na terenie, z którego wystraszyły gawrony czy gołębie, to szkodniki szybko powrócą. Dlatego, jeśli sokolnik w Radomsku się sprawdzi, miasto prawdopodobnie przedłuży współpracę z nim.

Więcej o: