Myśliwy zastrzelił konia wartego 170 tys. złotych. Tłumaczenie? "Myślałem, że to dzik"

Myśliwy w okolicach Grodna w woj. wielkopolskim zastrzeli konia. Na przesłuchaniu tłumaczył, że pomylił go z dzikiem. Zwierzę było warte 170 tys. złotych.

30 listopada myśliwy poszedł na na polowanie. Na polanie, na obrzeżach wsi Grodno, 61-letni członek Polskiego Związku namierzył swój cel i strzelił. Zwierze, które zabił, pochodziło z pobliskiego gospodarstwa. Właścicielka konia mieszka w Finlandii, ale przekazała go pod opiekę miejscowej rodzinie. Jak twierdzi, był on warty 170 tys. złotych. Myśliwy uciekł.

Opiekunowie konia natychmiast zgłosili sprawę Policji w Złotowie. Funkcjonariusze dwa dni szukali mężczyzny zanim dotarli do jego domu. - Dlatego też policjanci nie mogli stwierdzić, w jakim stanie był mężczyzna, kiedy strzelał do konia - powiedział Maciej Forecki, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej w Złotowie, w rozmowie z Gazeta.pl. Być może myśliwy był pijany. Tego jednak policjanci nie mogli stwierdzić.

"Pomyliłem konia z dzikiem"

Na przesłuchaniu mężczyzna przyznał się do winy, choć twierdził, że zwierzę zastrzelił przez przypadek. - Nie zaprzeczył, że strzelił. Tłumaczył, że myślał, że strzela do dzika - powiedział Prokurator Rejonowy w Złotowie Sebastian Drewicz w rozmowie z portalem Gazeta.pl. 

Sprawę, na swoim Facebooku, opisało Stowarzyszenie Ludzie Przeciw Myśliwym. "Na pytania śledczych, dlaczego w takim razie nie szukał zabitego dzika, a gdy stwierdził że zabił konia, dlaczego nie powiadomił właścicieli - myśliwy nie potrafił odpowiedzieć" - napisali zbulwersowani sprawą członkowie stowarzyszenia.

Prokuratura zabezpieczyła ciało martwego zwierzęcia, kulę oraz broń 61-latka. Śledczy czekają na wyniki analizy balistycznej. Finka, właścicielka konia, wyznaczyła już swoich pełnomocników w Polsce. Mężczyzna może stracić licencję łowiecką, a nawet pójść do więzienia. - Jeżeli wina mężczyzny zostanie wykazana, grozi mu nawet pozbawienie wolności. Jeżeli nie potrafi zidentyfikować celu, nie powinien być myśliwym - dodał prokurator Drewicz.

 

 

Więcej o: