"Biała Polska tylko zimą". Przeszli przez Warszawę przeciwko nacjonalizmowi [ZDJĘCIA]

Pod hasłem "Za wolność naszą i waszą - sprzeciw się nacjonalizmowi" ulicami Warszawy przeszedł marsz środowisk antyfaszystowskich, lewicowych i równościowych. Ochraniała ich policja. Było spokojnie.

Według ministra Mariusza Błaszczaka, w marszu wzięło udział 900 osób, organizatorzy przekonują, że było ich nawet pięć razy więcej.

Marsz relacjonowaliśmy na żywo >>>

Manifestacja wyruszyła po 15.00 z placu Zamkowego. Obok flag polskich i unijnych, uczestnicy nieśli znaki grup anarchistycznych i antyfaszystowskich, związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza, ruchu Pracownicza Demokracja, organizacji Miłość nie wyklucza czy partii politycznych: Razem i Zielonych. 

Pod Pałacem Prezydenckim, działaczki ruchu feministycznego przemawiały przeciwko próbom zaostrzenia prawa antyaborcyjnego. Skandowano hasło "wolność, równość, aborcja na żądanie". 

Pojawiły się transparenty "Biała Polska tylko zimą". Uczestnicy marszu krzyczeli też to hasło.

Następnie manifestacja przeszła pod Zachętę, gdzie przypomniano o zabójstwie prezydenta Narutowicza, upomniano się o pamięć o lewicowej historii, w tym walczących w hiszpańskiej wojnie domowej Dąbrowszczakach. Pieśni lewicowe zaintonował Warszawski Chór Rewolucyjny "Warszawianka".

Przy bramie Uniwersytetu Warszawskiego przemawiający przypomnieli o ciemnej karcie w historii uczelni: getcie ławkowym, którym od 1937 objęci byli studenci żydowskiego pochodzenia. Protestowali przeciwko niedawnej agitacji środowisk narodowych pod bramą UW, homofobicznej konferencji Ordo Iuris oraz zatrzymaniu pochodzącego z Iraku doktoranta Uniwersytetu Jagiellońskiego, Ameera Alkhawlany'ego.

"Bądźcie z siebie dumni!"

Na Krakowskim Przedmieściu manifestacji przyglądały się grupki narodowców, nie doszło jednak do incydentów. Jak relacjonowała nasza reporterka: - Do uczestników marszu antyfaszystowskiego podszedł mężczyzna i zaczął wykrzykiwać "jesteście inni!". Natychmiast został odgrodzony przez policję, rozłożył ręce i poszedł.

Marsz zatrzymał się jeszcze pod Ministerstwem Finansów, gdzie przedstawiciele związków zawodowych wskazywali, że za nasilenie nastrojów nacjonalistycznych i rasistowskich odpowiadają także nierówności ekonomiczne, a następnie dotarł na plac Powstańców Warszawy, gdzie przy okrzykach "solidarność naszą bronią" przedstawiciele kolektywu Syrena oraz organizacji Miłość Nie Wyklucza zwracali uwagę na problemy lokatorów reprywatyzowanych budynków oraz młodzieży LGBT, która spotyka się z dyskryminacją także ze strony nauczycieli, w podręcznikach i materiałach dydaktycznych.

Według organizatorów, marsz był największym tego typu wydarzeniem od kilku lat. - Bądźcie z siebie dumni! Pokazujemy, że Polska nie jest ich Polską, mamy prawo tu żyć - usłyszeli na koniec od organizatorów uczestnicy wydarzenia.