Też kupiłeś kalendarz od kominiarzy? Dałeś pieniądze oszustom

- Dzwonek do drzwi. Otwieram i widzę mężczyznę, podającego się za kominiarza. Próbuje wcisnąć mi kalendarz - mówi czytelnik Gazeta.pl. To najpewniej oszust. Prawdziwi kominiarze przekonują, że kalendarzy nigdy nie sprzedawali, a zajmują się tym "przebierańcy".

 - Osoby podające się za kominiarzy przychodzą do mnie co roku. Jakiś czas temu pojawił się pan ubrany "po cywilnemu", oferując wątpliwej jakości kalendarz. Odruchowo wyciągnąłem po niego rękę, ale zrezygnowałem i podziękowałem - opowiada pan Jacek z Warszawy.

- To była już druga wizyta w tym roku. W lutym był u mnie inny, ale on przynajmniej bardziej się postarał - miał na sobie charakterystyczną kominiarską bluzę. Powiedziałem mu, że nie mam drobnych. Zaoferował, że mi wyda - mówi czytelnik Gazeta.pl. - Kiedyś "kominiarz" po prostu nie dał mi kalendarza, kiedy powiedziałem wprost, że nie zapłacę - dodaje .

Podobna sytuacja spotkała pana Marcina. - Słyszę dzwonek do drzwi. Otwieram i widzę mężczyznę ubranego jak kurier, z identyfikatorem, podającego się za kominiarza. Próbuje wcisnąć mi kalendarz, życząc przy okazji dużo zdrowia. Odmawiam, mówiąc, że nie zbieram takich rzeczy. Pan był miły, podziękował i poszedł - opowiada.

Wszystko wskazuje na to, że czytelników wcale nie odwiedzili kominiarze, a ludzie zajmujący się zwyczajną sprzedażą obnośną.

"Chodzenie z kalendarzami byłoby dla nas uwłaczające"

Firmy kominiarskie zapewniają, że nie zajmują się chodzeniem po domach i mieszkaniach, składaniem życzeń i rozdawaniem kalendarzy za "co łaska". Takich ludzi nazywają wprost "przebierańcami". 

- Przy okazji nowego roku dajemy w prezencie firmowe kalendarze tylko i wyłącznie naszym klientom. Odbywa się to zawsze przy okazji przeglądu kominiarskiego. Za kalendarze nie bierzemy pieniędzy, traktujemy je jako reklamę naszej działalności. Chodzenie od drzwi do drzwi i wyłudzanie pieniędzy za kalendarz byłoby dla nas czymś uwłaczającym - mówi Wojciech Dąbrowski ze Spółdzielni Pracy Usług Kominiarskich w Warszawie.

Podobne praktyki stosują inne firmy. - Kominiarze często dają kalendarze swoim klientom za darmo, żeby podtrzymać dobre stosunki. "Przebierańcy" są ubrani podobnie do kominiarzy, często mają pozwolenie na handel obnośny, więc zazwyczaj nie można im nic zrobić -  mówi Stanisław Frydel z Korporacji Kominiarzy Polskich, stowarzyszenia zawodowe zrzeszającego mistrzów kominiarskich z Polski.

"Kominiarze" z... firmy usługowo-handlowej 

Choć prawdziwi kominiarze zapewniają, że nigdy nie zajmowali się  sprzedawaniem kalendarzy, to proceder trwa od lat. I od lat prawdziwi fachowcy starają się z nim walczyć, a sprawy opisują lokalne media. 

- Ten dziwny zwyczaj naciągania na kalendarze rozpoczął się ok. 10 - 12 lat temu - mówił przed rokiem kominiarz z Gorzowa Wielkopolskiego. Z kolei już 6 lat temu ten problem opisywał "Dziennik Zachodni", podając za przykład historię pani Józefy. Gdy 80-latka z Częstochowy szukała drobnych na kalendarz od "kominiarza", ten wszedł do jej mieszkania i zaczął się rozglądać. Dopiero syn kobiety wyprosił go z mieszkania.

Z kolei we wrześniu fałszywi kominiarze w Czechowic-Dziedzic mieli pecha odwiedzić... prawdziwego fachowca.  - Zdenerwowałem się i ryknąłem na nich. Mundur kominiarski ma zastrzeżony wzór. A przede mną stanęły osoby wyglądające jak szmaciarze, a nie kominiarze - mówił portalowi beskidzka24.pl. pan Bolesław. I wezwał policję.

A funkcjonariusze ustalili, że sprzedawcy kalendarzy nie pracują jako kominiarze, ale dla... firmy usługowo-handlowej z Włocławka.

Prawdziwy kominiarz zawsze z legitymacją 

O ile samo kupno kalendarza nie naraża nas na wielką stratę, o tyle wpuszczanie fałszywych kominiarz do domu może mieć poważniejsze konsekwencje. Zdarza się, że okazują się oni złodziejami, wykorzystującymi okazję do kradzieży lub sprawdzenia mieszkania.

Kominiarz ma przy sobie ważną legitymację, którą powinien pokazać na naszą prośbę - przypomina Korporacja Kominiarzy. W razie wątpliwości można zadzwonić do Korporacji i poprosić o weryfikację osoby. 

- Jeśli nie mamy pewności, kto stoi po drugiej stronie drzwi, najlepiej po prostu nie otwierać i nie wdawać się w rozmowę - radzi z kolei Edyta Adamus z Komendy Stołecznej Policji. 

Zobacz także: Szef mafii 5 lat ukrywał się w szafie. Zobacz film z aresztowania

 

Więcej o: