"Mama piła, ale nie uderzyła mnie. A obcy ludzie mnie biją". Dzieci opowiadają o koszmarze w domu dziecka

Paralizator, duszenie, bicie - o takich "metodach wychowawczych" mówią dzieci z placówki opiekuńczo-wychowawczej w Sucuminie. Pojechała do nich reporterka "Uwagi".

- W domu mama mnie nie uderzyła. Miałam źle, że piła, ale nie uderzyła mnie w życiu. A obcy ludzie mnie biją. Byłam duszona i w ogóle - skarży się dziewczyna mieszkająca w placówce opiekuńczo-wychowawczej w Sucuminie, która rozmawiała z reporterką "Uwagi" TVN.

Państwo Ż. dostali pod swoją opiekę 20 dzieci po przejściach. Wychowankowie skarżą się nie tylko na bicie, lecz także zastraszanie, źle karmione oraz że państwo Ż. oszczędzają na ich potrzebach, a sami kupili samochód i dom.

- Kupują nam pasztet na dwa tygodnie i mówią, że dopóki tego nie zjemy, nie dostaniemy nic innego. Mówią, że kiełbasa jest droga - opisuje dziewczyna.

- Znęcają się nad nami psychicznie i fizycznie. Baliśmy się o tym powiedzieć. Mówili, że mają bardzo wielkie znajomości, nawet w sądzie, i że nie mamy z nimi szans - usłyszała też reporterka.

"Dzieci opowiadają różne rzeczy"

Sprawą zainteresowali się inni ludzie. Jak mówią, opiekunów dla dzieci "nie było". - Nawet było im na rękę, że zabieramy dzieci, bo mieli je z głowy - podkreśla mężczyzna.

A co na to wszystko Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Starogardzie Gdańskim?

- Dzieci opowiadają różne rzeczy - stwierdziła pracownica. I dodaje, że zarzuty "będą sprawdzać". Przyznaje, że z panią Ż. zna się "od urodzenia" i "nie wyrzeknie się tej znajomości".

Dyrektor placówki, w odpowiedzi dla "Uwagi" napisał z kolei, że zarzuty uważa za nieprawdziwe. Jak podaje TVN24, sprawą zajęła się prokuratura i Rzecznik Praw Dziecka.

Więcej o: