Z konta bydgoskiego zakonu zniknęło ponad 11 mln zł. Audyt ujawnił rozrzutne życie b. prowincjała

"Gazeta Krakowska" dotarła do raportu z audytu bydgoskiego Zgromadzenia Ducha Świętego. Analiza finansów zakonu wykazała, że w ciągu 9 lat z konta zniknęło ponad 11 mln zł. Okazało się, że były prowincjał miał drogie hobby i lubił egzotyczne podróże

W ciągu 9 lat z kasy bydgoskiego Zgromadzenia Ducha Świętego zniknęło ponad 10 mln zł - informuje "Gazeta Krakowska" . Gazeta dotarła do dwóch raportów na temat polityki finansowej byłego prowincjała. Afera wybuchła w 2014 r., kiedy wybrano nowego przełożonego, o. Dariusza Andrzejewskiego, ale do mediów dotarła dopiero teraz. 

Gdzie jest 11 mln?

Kiedy ujawniono nieprawidłowości, nowy prowincjał zlecił wykonanie audytu dotychczasowych wydatków bydgoskiego zakonu. Jeden z raportów przygotowała spółka Libella, a drugi komisja, w której składzie był m.in adwokat Bartosz Kownacki, teraz wiceminister obrony narodowej. Oba raporty są zgodne - zarówno były prowincjał o. Andrzej Wichrowski, jak i ekonom prowincjalny o. Franciszek Oracz, którzy zarządzali zgromadzeniem przez 9 lat, prowadzili dość swobodną politykę finansową. Gdy Wichrowski został w 2005 r. prowincjałem, na koncie "duchaczy" (bo tak popularnie nazywają się zakonnicy) było 11,3 mln złotych, które pochodziły ze sprzedaży gruntów. Po 9 latach pozostało jedynie 895 tys. zł. Co się stało z tak wielkimi sumami?

 

Nurkowanie i zagraniczne wojaże

Okazało się, że zarówno prowincjał, jak i ekonom, żyli na dość wysokiej stopie, a ich wydatki "przekraczały granice rozsądku", były "rozrzutne i nieumiarkowane" - jak wynika z raportu. Prowincjał zakupił drogi sprzęt do nurkowania, za pieniądze zakonu wyjeżdżał ze znajomymi na egzotyczne wyprawy nurkowe (i nie tylko) za granicę. Zakonną kartą płacił w restauracjach i hotelach na Mazurach, w Chorwacji, Austrii. Już po zakończeniu swojej kadencji zdążył przelać zaliczkę w wysokości 3,4 tys. zł na wyjazd do Egiptu. Przelewy dokonywane były również na prywatne konto prowincjała. Znaczne kwoty w gotówce wypłacał też ekonom. Tylko w 2015 r. pobrał 500 tys. zł. 

Ryzykowne inwestycje

Zakonnicy inwestowali też w ryzykowne fundusze, co przyniosło stratę 3,3 mln zł. W marcu 2015 r. anonimowa osoba zgłosiła sprawę do prokuratury, ale jesienią 2015 r. umorzono postępowanie, bo zgromadzenie zakonne stwierdziło, że samo zbada sprawę. W kwietniu tego roku do bydgoskiej policji wpłynęło kolejne zawiadomienie o przestępstwie. Sprawę prowadzi w tej chwili prokuratura w Słupsku.

 

Więcej o: