Gorzów: zasłabła kobieta po operacji serca, a karetka nie mogła dojechać. Szef pogotowia stracił cierpliwość

Karetka nie mogła dojechać do chorej, bo przy bloku jest szlaban
Kobietę udało się uratować, ale to kolejny podobny przypadek
Szef pogotowia w Gorzowie zgłosił więc sprawę do prokuratury

Dramatyczną interwencję pogotowia ratunkowego w Gorzowie opisała lokalna "Gazeta Wyborcza". Syn wezwał je do kobiety, która straciła przytomność. Była po operacji serca. Ratownicy pędzili na pomoc, bo zagrożone było życie pacjentki. Utknęli przed blokiem. Dojazdu do adresu Sosnkowskiego 48 bronił szlaban. Nie dało się go awaryjnie otworzyć. Inaczej nie dało się podjechać. Mijały cenne minuty. W końcu pogotowie wpuścił jeden z kierowców.

Kobietę udało się uratować, ale szef gorzowskiego pogotowia ratunkowego stracił cierpliwość. Zgłosił sprawę do prokuratury. "Zgłaszam celowe narażenie życia i zdrowia poprzez utrudnienie służbom ratownictwa medycznego dostępu do wielu miejsc zamieszkania przez potencjalnych pacjentów" - napisał w zawiadomieniu. Jak mówi, to nie pierwsza taka sytuacja, kiedy przez to, że mieszkańcy chcą grodzić swoje osiedla, mógł umrzeć człowiek. W kwietniu na tym samym osiedlu był problem z dojazdem do dziecka z drgawkami.

Czytaj więcej na Gorzow.wyborcza.pl >>>

Więcej o: