Policja zabrała radnemu PiS prawo jazdy, ale on i tak wsiadł za kółko. "Mój przypadek jest podobny do przypadku Hołowczyca"

• Radny PiS, prezes Tauronu Ekoenergii prowadził bez prawa jazdy
• Policja zabrała mu je za przekroczenie prędkości o 50 km/h
• Roman Gabrowski przekonuje: "źle zmierzono prędkość"

Roman Gabrowski, działacz PiS z powiatu dzierżoniowskiego, radny, biegły sądowy i prezes Tauronu Ekoenergii przekroczył prędkość. Wideorejestrator pokazał 103 km/h w miejscu, gdzie wolno jechać 50 km/h - opisuje wrocławska "Gazeta Wyborcza". Dziennikarze ustalili, że policja ukarała go mandatem, punktami karnymi oraz zabrała ma prawo jazdy. Trafiło do starostwa i teraz starosta ma zdecydować, czy zatrzyma je na 3 miesiące. Już po tym zdarzeniu polityk został przyłapany przez lokalnych dziennikarzy: przyjechał autem na obchody rocznicy Powstania Warszawskiego. Sam Gabrowski potwierdził ten fakt, tłumacząc "Wyborczej", że wsiadł za kółko, bo nie dostał jeszcze decyzji o zabraniu "prawka".

Lokalny polityk już zapowiedział, że chce się bronić. Uważa, że prędkość została źle zmierzona. Ponadto według niego na odcinku, gdzie go złapano, można jeździć 80 km/h. - Uważam, że mój przypadek jest podobny do przypadku Hołowczyca - twierdzi Gabrowski.

W 2014 r. radny kandydował na stanowisko burmistrza Dzierżoniowa z listy PiS, przegrał wtedy z Dariuszem Kucharskim. Lokalny portal przeprowadził z nim wtedy ten wywiad:

 

Czytaj więcej na Wroclaw.wyborcza.pl >>>

A TERAZ ZOBACZ: Tak absurdalnych tłumaczeń PiS jeszcze nie miał

Więcej o: