Szczyt NATO w Warszawie. Pałasiński o kulisach nieudolnej organizacji: Barejo, zmarłeś przedwcześnie!

Książeczki z Antonim Macierewiczem, problemy z dojazdem i niekończące kontrole - tak swoje zmagania z organizatorami szczytu NATO opisuje na Facebooku Jacek Pałasiński. Dziennikarz zrelacjonował to, co spotkało go przy odbiorze akredytacji

"No, to ja może nieco Państwu opowiem jak grupa filozofów zorganizowała przygotowania do szczytu NATO. Dodam, że z pół tuzina takich szczytów obsługiwałem, więc pewne doświadczenie mam" - zaczyna swoją relację Jacek Pałasiński.

Dziennikarz akredytował się jako jeden z ponad 2 tys. pracowników mediów do obsługi szczytu NATO. Nie spodziewał się jednak, że jakość organizacji wydarzenia może wzbudzać wątpliwości.

Jesteś niepełnosprawny? To twój problem

Jacek Pałasiński zwrócił uwagę, że już na wstępie organizatorzy nie wzięli pod uwagę potrzeb dziennikarzy niepełnosprawnych, mających trudności z poruszaniem się. Akredytację można odebrać tylko osobiście. Problem w tym, że drogi dojazdowe do Stadionu Narodowego, w którym odbywa się szczyt, są zamknięte, utrudnione jest także parkowanie w pobliżu.

"Całe życie producenci wielkich organizacji medialnych odbierają dla wszystkich "podopiecznych", przecież i tak sprawdzają tożsamość przy wejściu! Ci bardziej paranoidalni żądają pisemnych upoważnień z fotokopią dowodu osobistego. Ale nasza paranoja musi być największa na świecie, więc musisz przyjechać sam" - oburza się Pałasiński.

Kontrole na każdym kroku

Dziennikarz dziwi się też nadzwyczajnym środkom ostrożności w jednym z namiotów przy Stadionie Narodowym. "Na 10 ustawionych bramek tylko jedna czynna. Każą zdejmować paski i zegarki, odkładać papierowe kartki z potwierdzeniem prawa do odbioru akredytacji. Co im pasek lub zegarek przeszkadza, przecie nigdzie z tym namiotem nie odfruwamy!?" - ironizuje Pałasiński.

Kolejne kontrole także w centrum akredytacyjnym. "Sprawdzają ci jeszcze raz dowód, dając dowód nieufności do BOR-owików, którzy już przecież raz i dowód i legitymację dziennikarską nadgryzali i gdyby było coś nie tak, to by na miejscu, jak psa, zastrzelili" - czytamy we wpisie Jacka Pałasińskiego.

Wszystkie ręce na pokład

Dziennikarza zaskakuje też liczba osób zajmujących się ochroną Stadionu Narodowego. "Bożyczko ty moja, ileż ludzi ten BOR zatrudnia? Przy każdej bramie ich rój się roi. Po kiego licha? Sezon wykopków kartofli trwa, musimy sprowadzać kopaczy z Korei Północnej, a ci stoją nie wiadomo po co".

Jest i o policjantach. "Wokół stadionu - na oko ze 4 km. - co 50 metrów policjant. Ludzie, jest wtorek, do piątku jeszcze parę dni, (...) po jaką cholerę ci ludzie męczą się na słońcu? Dziewczynki i chłopcy w żółtych kubraczkach. A co, jak któremuś/którejś zachce się siusiu? Toi toi nie ma, co, pod siebie mają? Toż to godności munduru urąga taki zasikany policjant lub policjantka" - żartuje.

Okolicznościowe gadżety i książeczka z Antonim Macierewiczem

Pałasiński dostał dwie torby okolicznościowe, a w nich m.in. podkoszulka z logo szczytu w dwóch obcych językach (dziennikarzowi przypadł rozmiar M, zbyt mały), do tego długopisy i notatnik.

"Cudny ten notatnik! Na pierwszej stronie portrety wszystkich ludzi, którzy któregoś, miejmy nadzieję nieodległego dnia, staną przed Trybunałem Stanu, a może nawet przed Trybunałem Specjalnym, tak, jak w Norymberdze, za łamanie konstytucji, zamach na demokrację i odtworzenie partii narodowo-socjalistycznej i bolszewickiej jednocześnie" - komentuje dziennikarz.

Otrzymał też dwie książki. Pierwsza to "Poland place of freedom". "Czegóż tam nie ma: Szczerbiec, który z pewnością spodoba się naszym ukraińskim gościom i przyszłym partnerom z NATO, Husaria bijąca pod Wiedniem naszych tureckich partnerów z NATO, i Konstytucja 3 maja, którą narodowo-bolszewicki rząd codziennie łamie..." - wylicza.

Szczególną uwagę przykuła jednak kolejna książeczka - "Polish army in NATO".

"Jest też książeczka "Polish army in NATO", rozpoczynająca się zdjęciem rozpromienionego prezydenta wszystkich PiS-owców, ściskającego dłoń powściągliwemu sekretarzowi generalnemu NATO. W środku fotografie innych mężów stanu z Antonim Macierewiczem na czele, potem zdjęcie polskiego, białego żołnierza, ściskającego dłoń czarnego żołnierza z Senegalu (co na to narodowcy, toż to bambus i asfalt!?)" - pisze z ironią Pałasiński.

"Barejo, zmarłeś przedwcześnie!" - kończy swój wpis dziennikarz.