Sprawa zabójstwa Krzysztofa Olewnika - nowe fakty

25-letni Krzysztof Olewnik przez dwa lata przetrzymywany był w piwnicy na działce pod Kałuszynem a potem w dole na szabo pod Różanem. W 2003 roku porywacze udusili go i zakopali ciało w lesie. Rodzina Krzysztofa wierzy, że żyłby, gdyby nie zła praca Policji i Prokuratury. Czy mają rację? Być może. Rezultaty naszego dziennikarskiego śledztwa wskazują na wiele zaniedbań i dziwnych zbiegów okoliczności. Oto nowe fakty.

Jacek Krupiński, wspólnik Krzysztofa Olewnika miał związek z porwaniem swojego przyjaciela?

To, czy Jacek Krupiński odegrał jakąś rolę w porwaniu Krzysztofa Olewnika, jest jedną z największych zagadek całej sprawy. Jego nazwisko pojawia się w aktach śledztwa kilkakrotnie. Także w zeznaniach policyjnego superświadka Piotra S., który zmarł, zanim zeznał wszystko, co wiedział o sprawie.

- Ja kontaktowałem się z warszawskimi gangsterami, bo szukałem Krzysztofa. Ja jeździłem z okupem, bo porywacze żądali właśnie mnie. Ja wszystkie długi naszej firmy spłaciłem, nie było żadnej lewizny. Rodzina Olewnika znienawidziła mnie bez powodu - mówi dziś. Na jego niekorzyść świadczą jednak pewne ustalenia Centralnego Biura Śledczego.

Analityk warszawskiego CBŚ zbadał ostatnie połączenia komórki Krzysztofa. Była aktywna długo po uprowadzeniu. Nikt nie odbierał. Ale sygnał świadczył, że telefon nie spłonął w bmw, którym wywieziono Krzysztofa. Telefon dwa razy uaktywnił się i połączył z nadajnikiem, tzw. stacją BTS. Pierwszy raz, gdy SMS-a do Krzysztofa nadała jego dziewczyna, która właśnie wróciła z Japonii. Drugi, gdy SMS-ował szwagier porwanego.

- Zadziwiający zbieg okoliczności - napisał w notatce funkcjonariusz CBŚ. - Jacek Krupiński może mieć związek z uprowadzeniem.

Czytaj więcej: Wspólnik Krzysztofa Olewnika: przyjaciel czy wróg?

Zleceniodawca zabójstwa był milicyjnym konfidentem?

To Wojciech Franiewski zorganizował porwanie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Nie zasiadł jednak na ławie oskarżonych, powiesił się w areszcie. Czego zawodowy kryminalista bał się bardziej od wyroku? Jego życie to zagadka. Wiele razy uciekał z więzień, konwojów, nawet z Komendy Głównej MO. Czy miał opiekunów w milicji?

Śmierć Franiewskiego w czerwcu 2007 r. nie została zauważona. Kilka miesięcy później zaczął się proces porywaczy i zabójców Krzysztofa Olewnika, syna biznesmena z branży mięsnej spod Płocka. Dopiero wtedy odnotowano, że na ławie oskarżenia brakuje mężczyzny, który zaplanował, zorganizował i pokierował tą zbrodnią, wziął 300 tys. euro okupu - herszta przestępczej grupy. I tyle. Ale zdarzyła się kolejna tajemnicza śmierć w areszcie - Sławomira Kościuka, przyjaciela Franiewskiego. Tuż po wyroku dożywocia za zabójstwo Olewnika, w piątek 4 kwietnia 2008 r. przed godz. 22, Kościuk powiesił się w kąciku sanitarnym celi Aresztu Śledczego w Płocku. Tam kamera monitoringu celi nie sięga.

Czytaj więcej: Franiowski - bandyta pod ochroną?

Jaką tajemnicę zabrał do grobu zabójca?

Gdy Piotr S. zaczyna sypać porywaczy Krzysztofa Olewnika, prosi policjantów, by go nie ujawniali. Kilka dni po przesłuchaniu pod jego dom podjeżdża czarne BMW, w środku czterej mężczyźni, jeden krzyczy: "K..., zgredzie, jak piśniesz słówko, to cię zawiniemy". Piotr S. ciężko choruje, umiera, zanim zdradzi wszystkie tajemnice porywaczy.

Mec. Wilk: - Byłem świadkiem przesłuchania żony Piotra S. na procesie porywaczy i zabójców. Mówiła: "Mąż umierał z olbrzymią tajemnicą".

Czytaj więcej: Superświadek milknie na wieczność

Raport: Wszystko o sprawie zabójstwa Krzysztofa Olewnika