Piątek 12 maja - ten dzień na długo zapadnie w pamięć mieszkańcom małej wioski Brienz położonej we wschodniej Szwajcarii. To właśnie do upływu tej daty zmuszeni są spakować cały dobytek i opuścić swoje domy, na które w przeciągu kilku dni mogą spaść fragmenty z pobliskiego wzniesienia skalnego. Na większość ewakuowanych osób czeka zakwaterowanie w pobliskich miejscowościach. Mieszkańcy przyznają, że wezwanie do ewakuacji przyszło nagle. Informację otrzymali oni bowiem zaledwie we wtorek wieczorem. - Wszyscy myśleliśmy, że będziemy mieli więcej czasu, to bardzo dziwne uczucie - powiedział jeden z mieszkańców w rozmowie z BBC.
Jak podaje BBC, mała wioska Brienz liczy sobie zaledwie około 70 mieszkańców. Ze względu na swoje położenie u podnóża góry od lat była narażona na liczne osuwiska. Odłamki skalne wpadające do ogrodów, pęknięcia w ścianach budynków czy przekrzywiająca się wieża lokalnego kościoła stały się więc codziennością dla jej małej społeczności. W ostatnim czasie zagrożenie poważnego osuwiska na teren zabudowany znacznie wzrosło. Początkowo ewakuację wioski przewidywano na okres letni, jednak ostatecznie nakaz opuszczenia wsi wydano już w ubiegły wtorek w godzinach porannych.
Jak podaje "The Guardian", jako termin przewidywanego osunięcia geolodzy wskazali od siedmiu do 24 dni. Z pobliskiej góry w okolice wioski mogą spaść przez ten czas nawet dwa miliony metrów sześciennych skał. Zjawisko to jest jednak na tyle nieprzewidywalne, że nie sposób wskazać dokładnej trajektorii spadających odłamków skalnych. Osuwisko może zmieść Brienz z powierzchni ziemi, ale i oszczędzić większość znajdujących się tam budynków. Mieszkańcy liczą więc na możliwość powrotu do swoich domów. Powodu takiego stanu rzeczy uczeni upatrują w wyjątkowej wrażliwości alpejskich regionów Szwajcarii na postępujące globalne ocieplenie. To właśnie kruszenie się lodowców i topnienie wiecznej zmarzliny ma destabilizować struktury skalne.