Groźna rosyjska broń pokonana przez siatkę ogrodzeniową. Uratowała Kraba

Lancety z czasem wyrosły na jedną z groźniejszych rosyjskich broni. To znacznych rozmiarów drony przeznaczone do samobójczych ataków. Ich zaletą jest duży zasięg, pozwalający dotrzeć na wiele kilometrów za linię frontu i atakować cenne oraz wrażliwe cele. Ukraińcy, szukając na nie recepty, sięgnęli po siatki. Wydają się działać.

Najnowszy przykład udanej obrony przed Lancetem to zdjęcie resztek drona zaplątanych w siatkę osłaniającą od góry miejsce ukrycia ekspolskiej armatohaubicy Krab. Widać tylko tylną część rosyjskiej broni. Przednia być może odłamała się i upadła gdzie indziej albo zawarta w niej głowica przedwcześnie wybuchła po zetknięciu z siatką, co uratowało ukraiński pojazd.

To nie pierwsze tego rodzaju zdjęcie. Wcześniej Ukraińcy pokazali choćby dwa Lancety zaplątane w standardową siatkę maskującą nad czołgiem T-64.

Ataki w świetle kamer

Ewidentnie ukraińscy żołnierze zorientowali się, jak można istotnie poprawić obronę przed tą groźną rosyjską bronią. Siatki maskujące działały, więc najwyraźniej zaczęto je wzmacniać mocniejszymi metalowymi. Takimi, jakimi są pod ręką, czyli na przykład zdemontowaną z pobliskiego płotu. Lancety są stosunkowo powolne, duże, mają liczne skrzydła i stery, a przy tym lekkie, więc najwyraźniej mogą się zaplątać, nie docierając do chronionego pojazdu. Nawet jeśli ich głowica wybuchnie po zetknięciu z siatką, to siła jej eksplozji będzie za mała do poważnego uszkodzenia czy zniszczenia opancerzonego pojazdu. Nie jest to jednak pewna ochrona. Rosjanie pokazali nagranie, na którym Lancet wlatuje w osłoniętą siatką haubicę Akacja i udaje mu się ją zapalić.

Jest przed czym się bronić, bo Lancety wyrosły na jedną ze skuteczniejszych rosyjskich broni tej wojny. Nie ma oczywiście danych pozwalających określić to w sposób statystyczny i wiarygodnych. To, co mamy, to liczne nagrania udanych i mniej udanych ataków Lancetów na ukraiński ciężki sprzęt, relacje samych Ukraińców i zdjęcia oraz nagrania skutków. Tychże nagrań pokazujących udane trafienie cennych ukraińskich pojazdów jest znacznie więcej, niż w przypadku każdej innej rosyjskiej broni. Łupem Lancetów padały już armatohaubice samobieżne Krab/CAESAR/M019, systemy przeciwlotnicze S-300, Buk i Osa, działa i haubice holowane takie jak amerykańskie M777, oraz wiele innych systemów uzbrojenia. Czyli głównie nieopancerzony lub lekko opancerzony sprzęt trzymający się zazwyczaj co najmniej 10-20 kilometrów za linią frontu.

Oczywiście nie należy zakładać, że Lancety to jakaś cudowna broń, tak jak próbują to przedstawiać Rosjanie. Liczba nagrań w znacznej mierze wynika ze sposobu użycia tego systemu. Jest on sterowany zdalnie, ale ze względu na ograniczony czas lotu (około 40 minut), małą prędkość (około 100 km/h) i kiepskie systemy optyczne, raczej nie nadaje się do samodzielnego poszukiwania celu. Rosjanie najpierw znajdują wartościowy obiekt dronem czysto rozpoznawczym, po czym w jego stronę startuje nawet kilka Lancetów. Tenże pierwszy dron następnie jest utrzymywany w rejonie celu, aby obserwować atak i móc od razu ocenić jego skuteczność, aby wiedzieć od razu czy wysyłać kolejne maszyny uderzeniowe, czy już wystarczy. Dzięki temu jest tyle nagrań, które regularnie trafiają do sieci.

Pomimo tego nie sposób zaprzeczyć, że udokumentowanych udanych uderzeń Lancetów jest dużo. Na przykład z siedmiu potwierdzonych straconych Krabów, dwa na pewno padły ofiarą tych dronów. Dodatkowo jeden został przez nie uszkodzony. Okoliczności zniszczenia pozostałych nie są znane publicznie, więc nie sposób powiedzieć jaka rosyjska broń (a raczej bronie) tego dokonała. Lancety mają dowody wideo. Nie wiadomo jednak, ile ich ataków było nieudanych ani w jakiej skali są używane. Nagrań swoich porażek Rosjanie zazwyczaj z oczywistych względów nie publikują.

Głównie na częściach z Chin

Tak jak zostało wspomniane wcześniej, Lancety są stosunkowo powolne, mają ograniczony czas lotu i kiepską optykę (jak większość podobnych systemów uzbrojenia), ale też stosunkowo słabą głowicę. Ta waży do pięciu kilogramów i jest standardową burząco-odłamkową, a nie kumulacyjną. Oznacza to, że nie nadaje się do przebijania cięższych pancerzy. Czyli w praktyce nie stanowi śmiertelnego zagrożenia dla na przykład czołgów, które raczej powierzchownie uszkodzi, a nie zniszczy. Dlatego preferowanymi celami Lancetów są słabiej opancerzone systemy na zapleczu. Choć i na nie ich głowica może nie starczać. Widać to na tym nagraniu pokazującym zniszczenie Kraba. Pierwszy Lancet ewidentnie nie wyrządził istotnych szkód, pomimo trafienia. Dopiero drugi uderzył bardziej pechowo i wywołał zapłon amunicji.

Krab na pierwszym nagraniu. Kolejne pokazują trafienia wyrzutni systemu Grad i haubic M777.

Lancety wypełniają istotną lukę w rosyjskich zdolnościach, czyli zdolność do precyzyjnego rażenia na bliskim zapleczu frontu. Zwykła artyleria Rosjan jest niecelna i próbuje nadrabiać masą. Użycie groźnych pocisków kalibru 152 mm z naprowadzaniem laserowym o nazwie Krasnopol jest mocno ograniczone z powodu braku odpowiednich dronów, które mogą im oświetlać laserem cele. Śmigłowce bojowe nie mogą spokojnie używać swoich rakiet naprowadzanych, bo nad linią frontu jest dla nich zbyt niebezpiecznie. Zwalczanie takich celów jak właśnie na przykład Kraby, trzymające się raczej kilka-kilkanaście kilometrów za rejonem walk, jest więc dla Rosjan wyzwaniem.

Lancety urastają więc w rosyjskiej narracji do rangi cudownej broni. Ma to dla nich tym większe znaczenie, że ta wojna obnażyła ich ogólne zacofanie, jeśli chodzi o bezzałogowce. Przed nią wojsko wykazywało symboliczne zainteresowanie tego rodzaju bronią. Teraz jak już mają coś, co działa, wykazują z tego dużą dumę. Zwłaszcza produkująca Lancety firma ZALA, będąca częścią koncernu Kałasznikow (w ostatnich dwóch dekadach poszerzył portfolio i nie produkuje już tylko karabinków). Przed wojną większość części do produkcji miała być importowana. Nawet do 80 procent. Głównie z Chin. W Rosji produkowano samą skorupę, głowicę i dokonywano montażu. To istotnie ograniczało możliwość zwiększenia produkcji. Rosjanie sugerują od jesieni, że zwiększają udział swojego przemysłu w produkcji, dostawy z Chin trwają nieprzerwanie, a ogólne zdolności produkcyjne rozbudowywane. Jak jest naprawdę, nie wiadomo.

Ukraińcy na pewno przystosowują się do tego zagrożenia, czego dowodem są tytułowe siatki. Brakuje im jednak systemów obrony przeciwlotniczej bardzo krótkiego zasięgu, które mogłyby skutecznie zwalczać Lancety. Czasem uda się je zestrzelić, jak dopisze szczęście, jednak generalnie brak skutecznego antidotum. Nie bez powodu broń przeciwlotnicza bardzo krótkiego zasięgu (do kilku kilometrów) jest jedną z najbardziej pożądanych przez Ukraińców i nieustannie proszą zachodnich dostawców o więcej.

Zobacz wideo
Więcej o: