Siły ukraińskie przeprowadziły atak w obwodzie ługańskim. "Coś huknęło w siedzibę wagnerowców"

Serhij Hajdaj przekazał w mediach społecznościowych, że siły ukraińskie zaatakowały główną kwaterę najemników z grupy Wagnera w obwodzie ługańskim. Szef obwodu ługańskiego dodał, że Rosjanie ponieśli poważne straty.
Zobacz wideo Czemu Rosjanie atakują infrastrukturę krytyczną w Ukrainie?

Sierhij Hajdaj w jednym ze swoich wpisów na Telegramie poinformował, że ukraińska armia zaatakowała główną siedzibę tzw. grupy Wagnera w mieście Kadijiwka, na terytorium samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej. Do wpisu dodał zdjęcie zniszczonego budynku.

"Coś huknęło w siedzibę wagnerowców" - napisał szef obwodu ługańskiego. Sierhij Hajdaj dodał, że w wyniku wybuchu "zabrakło wielu wagnerowców". 

Rosjanie intensyfikują mobilizację na okupowanych terenach obwodu ługańskiego

Serhij Hajdaj poinformował wcześniej w niedzielę, że Rosjanie intensyfikują mobilizację na okupowanych terenach obwodu ługańskiego. Dodał również, że siły rosyjskie tracą ludzi w okolicach Siewierodoniecka, dlatego potrzebują pilnego uzupełnienia personelu wojskowego. Na okupowanych terenach jest więcej patroli legitymujących mężczyzn. - Wydawane są wezwania, a mieszkańcy dowożeni są do punktu zbiorczego dla zmobilizowanych. Chcą zabrać po prostu wszystkich - powiedział Serhij Hajdaj.

Więcej informacji z kraju i ze świata na stronie głównej Gazeta.pl

- Widzieliśmy, jak to ewoluowało: najpierw zachęcali do wstępowania do wojska za pomocą haseł patriotycznych, potem kusili korzyściami finansowymi, a teraz wyłącznie stosują przemoc i siłą wcielają do rosyjskiej armii - dodał.

Serhij Hajdaj podkreślił, że okupanci nakazali urzędnikom, aby w poniedziałek stawili się w pracy. W ten sposób chcą stworzyć fałszywy obraz normalnego funkcjonowania na zajętych przez siebie terenach. Za wszelką cenę chcą pozyskać jak najwięcej miejscowych mężczyzn, aby uzupełnić swoje szeregi. - Potrzebują mięsa armatniego. Nie liczą się nawet z życiem własnych żołnierzy, hurtowo wysyłają ich na pierwszą linię frontu. Tam często dowódcy zostawiają ich samych. Teraz - podobnie jak żołnierze podczas wojny w Wietnamie - kopią sobie nory w ziemi i ukrywają się w nich często bez jedzenia i wody - stwierdził.

Szef lokalnej administracji - powołując się na słowa świadków - relacjonował, że osoby, które odmawiają dołączenia do rosyjskiej armii, są publicznie bite i siłą zabierane do wojskowych komisariatów.

Więcej o: