Przed świtem coś zaatakowało bazę bombowców, które teraz atakują Ukrainę. Nowa wojenna zagadka

Coś przyleciało i spadło na bazę lotniczą Engels w pobliżu Saratowa w Rosji. W wyniku eksplozji dwa bombowce strategiczne Tu-95 miały zostać uszkodzone. To jedne z tych maszyn, które regularnie odpalają rakiety na Ukrainę.

Jeśli sprawcami wybuchu byli Ukraińcy, to być może chcieli w ten sposób uprzedzić i w jakimś stopniu zdezorganizować odbywający się właśnie w poniedziałkowe południe atak rakietowy na swój kraj. Przygotowania w Engels do przeprowadzenia kolejnego dużego nalotu na pewno nie były trudne do wykrycia. Jak widać, wybuch nie zapobiegł atakowi, ale być może jakoś go ograniczył.

Tak wygląda odpalenie rakiety manewrującej z Tu-95

Zobacz wideo

Co konkretnie przyleciało i spadło na bazę opodal Saratowa, nie wiadomo. Sprawa jest zagadkowa, bo Engels jest ponad 600 kilometrów od najbliższego terytorium kontrolowanego przez Ukrainę. Nie wiadomo o żadnej broni o takim zasięgu, którą dysponowałoby ukraińskie wojsko. Choć niedawno ukraiński przemysł twierdził, że kończy prace nad dużym bezzałogowcem zdolnym pokonać 1000 kilometrów i przeprowadzić samobójczy atak.

Zaskakujący dźwięk silnika

Nie ma jednak pewności, co zostało użyte w uderzeniu na bazę Engels. W rosyjskim internecie nieoficjalnie mowa o jakimś dronie, który spadł na płytę postojową pełną bombowców Tu-95. Dwie wielkie maszyny miały zostać uszkodzone. Nie wiadomo, w jakim stopniu. Dwie osoby miały zostać ranne.

Fakt eksplozji w bazie potwierdzają nagrania z kamer monitoringu na cywilnych budynkach w pobliżu. Szybko zostały wrzucone do sieci. Szczególnie interesujące jest to poniżej, na którym widać nie tylko eksplozję, ale też chwilę wcześniej słychać dźwięk czegoś, co brzmi jak silnik odrzutowy.

Miejsce zamontowania kamery szybko ustalono, to blok przy alei Budowniczych 47. Mierząc w linii prostej, około pięciu kilometrów dalej zazwyczaj stoją bombowce. Zakładając, że dźwięk silnika jest autentyczny, to jeśli dodać do tego czas (około 30 sekund), po którym obiekt przelatujący w pobliżu bloku wywołał eksplozję, uzyskujemy informację, że musiał on lecieć dobrze ponad 600 km/h. Możliwe, że nawet szybciej, w rejonie 800 km/h, jeśli spadł na odleglejszą część długiej płyty postojowej. To nie są prędkości, z którymi poruszają się proste drony z silnikami śmigłowymi.

Standardowe domysły przy zaskakujących atakach

Jeśli nagranie jest autentyczne, oznaczałoby to w praktyce coś bliższego rakiecie manewrującej z silnikiem odrzutowym niż prostego bezzałogowca ze śmigłem. Oficjalnie ukraińskie wojsko czegoś takiego nie ma, ale ukraiński przemysł na pewno ma kompetencje, aby coś takiego stworzyć. Choćby w czasach ZSRR to na Ukrainie produkowano silniki odrzutowe do radzieckich rakiet dalekiego zasięgu. Przed wojną na prace nad takimi ekstrawagancjami brakowało pieniędzy, teraz mogą już nie być problemem.

Dopiero co, bo czwartego grudnia, koncern zbrojeniowy UkrOboronProm informował ogólnikowo, że jest w ostatniej fazie testowania "drona kamikadze" o zasięgu tysiąca kilometrów i z niemałą głowicą ważącą 75 kilogramów. Byłoby to coś w kategorii irańskich Shahed-136, których Rosjanie w październiku i listopadzie używali do atakowania Ukrainy (aktualnie zniknęły, choć nie jest jasne dlaczego). Ukraińska maszyna miała przejść jeszcze testy działania w warunkach zakłóceń elektromagnetycznych, po czym jak najszybciej zostać skierowana do "testów frontowych". Rzeczniczka koncernu Natalija Sad, cytowana przez portal Ukrinform.ua, twierdziła, że trwają usilne starania, aby doprowadzić do tego przed końcem roku. Informacja ta pojawiła się kilkadziesiąt godzin przed wybuchem w Engels, więc tak bardzo skrócony program testów wydaje się wątpliwy.

Nie ma innych tropów co do uzbrojenia użytego do dzisiejszego ataku. Teoretycznie mógłby to jeszcze być jakiś znacznie mniejszy dron dostarczony w pobliże bazy przez ukraińskich dywersantów. Ataki takiego rodzaju Ukraińcy przeprowadzali z powodzeniem na Krymie. Jednak czym innym jest Krym, a czym innym Saratow ponad pół tysiąca kilometrów w głąb Rosji. Przeprowadzenie takiej operacji byłoby ogromnym wyzwaniem, choć teoretycznie możliwym. Wówczas nie pasuje jednak umieszczone na początku tekstu nagranie. Dron z silnikiem odrzutowym przetransportowany w głąb Rosji i odpalony przez dywersantów? Raczej karkołomne zadanie.

Pozostaje ostatnia teoretyczna możliwość, czyli potajemna dostawa nowego systemu uzbrojenia z NATO. W ukraińskich mediach i internecie nie brakowało swojego czasu twierdzeń, że z Zachodu zostaną - lub zostały przekazane - lotnicze rakiety dalekiego zasięgu Storm Shadow/SCALP. Jednak żadne państwo zachodnie nie informowało o takich dostawach, a nawet o takim zamiarze. Wręcz przeciwnie, członkowie NATO regularnie odżegnują się od pomysłu dostarczania Ukraińcom broni dalekiego zasięgu mogącej służyć do ataków głęboko w Rosji. Nie można jednak tego w pełni wykluczyć wątku broni zachodniej, po tym, jak bez zapowiedzi w rękach Ukraińców znalazły się zaawansowane rakiety przeciwradarowe HARM.

Pożar cystern kolejowych gaszono wodą zrzucaną ze śmigłowcówSposobów ataków na most było mnóstwo, ale wszystko wskazuje na ciężarówkę

Problem z zapewnieniem bezpieczeństwa

Niezależnie od tych spekulacji faktem jest, że coś wybuchło w bazie Engels. I nawet sami Rosjanie oraz wrzucane przez nich filmiki wydają się wskazywać, że nie był to kolejny atak tak zwanego szeregowego Niedopałkowa (ironia mająca korzenie w oficjalnych komunikatach na temat wybuchów w bazie Saki na Krymie, jakoby spowodowanych przez niedopałek papierosa wyrzucony przez nieostrożnego żołnierza). Choć tej samej nocy coś wybuchło w bazie lotniczej opodal Ryzania (stacjonują tam mniejsze bombowce Tu-22M, też używane do ataków rakietowych na Ukrainę), ale tam Rosjanie zgodnie twierdzą, że była to cysterna z paliwem. Trzech żołnierzy miało zginąć w wypadku, a jeden samolot niesprecyzowanego typu uszkodzony. Na krążącym w sieci nagraniu mającym przedstawiać wydarzenie nie widać jakiejś wielkiej eksplozji, raczej pożar.

Jeśli wybuch w Engels był sprawką Ukraińców, to dla Rosjan będzie to oznaczało poważny, wielowątkowy problem. Tak cenne i delikatne maszyny jak bombowce strategiczne trzeba za wszelką cenę chronić. Można to zrobić na dwa sposoby albo poprzez stworzenie szczelnej obrony bazy, albo poprzez przebazowanie samolotów dalej od Ukrainy. Pierwsza opcja będzie oznaczała konieczność wycofania cennych systemów przeciwlotniczych z zaplecza frontu, a jakieś ryzyko udanego ataku zawsze pozostanie. Do tego konieczność budowy wałów ziemnych i osłon dla maszyn w bazie. Druga opcja, czyli wycofanie, oznaczałaby poważne problemy natury logistycznej. Engels to główna i jedyna baza bombowców strategicznych w europejskiej części Rosji. Druga to Ukrainka w obwodzie Amurskim, na Dalekim Wschodzie. Czyli nie ma innej bazy w europejskiej części Rosji zdolnej przyjąć liczne Tu-95 i Tu-160 oraz zapewnić im porównywalne warunki obsługi. To oznacza więcej problemów ze sprawnością maszyn i zdolnością do przygotowywania ich do kolejnych ataków na Ukrainę.

Pozostaje obserwować, jak zareagują Rosjanie. Jakieś szczątki wskazujące na narzędzie ataku na pewno znajdą. Jeśli będzie to sprzęt zachodni, to być może ten fakt ujawnią dla celów propagandowych. Jest jednak bardzo prawdopodobne, że będą w dotychczasowym stylu sprawę tuszować, aby społeczeństwo nie było świadome, jak bardzo jest wrażliwe na ukraińskie kontrataki i jak ułomny jest potencjał jego wojska.

Więcej o: