Międzynarodowi biegli: W ciałach ofiar katastrofy w Smoleńsku nie ma obrażeń wskazujących na wybuch

- Biegli nie znaleźli w ciałach ofiar katastrofy w Smoleńsku dowodów na wybuch - to ustalenia międzynarodowego zespołu, który powołała Prokuratura Krajowa. Do informacji dotarł TVN24. Wnioski ekspertów z opinii końcowej wydanej 20 września 2022 roku można podsumować stwierdzeniem, że na pokładzie prezydenckiego Tupolewa 154-M, który rozbił się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku, nie doszło do eksplozji.

Śledztwo ws. katastrofy w Smoleńsku prowadzi specjalny Zespół Śledczy Numer 1 Prokuratury Krajowej, powołany w kwietniu 2016 roku - przypomina TVN24. Jego członkowie powołali szesnastu biegłych, aby dokonali "oględzin i otwarcia ekshumowanych zwłok 83 ofiar katastrofy, analizy dokumentacji medycznej wszystkich ofiar i wydania opinii wstępnych, uzupełniających oraz opinii końcowej". 

Dokument opracowywali biegli z zakresu medycyny sądowej ze Szwajcarii, Portugalii, Danii, Francji oraz Polski. Prokuratura Krajowa podkreślała, że są to "światowej sławy eksperci od badania wypadków lotniczych, którzy mają gwarantować rzetelność i profesjonalizm śledztwa".

Więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata na stronie głównej Gazeta.pl

Zobacz wideo Czy Antoni Macierewicz jest osobą godną zaufania?

TVN24: Biegli: W ciałach ofiar katastrofy w Smoleńsku nie ma obrażeń wskazujących na wybuch

Dziennikarze TVN24 podają, że dotarli do informacji opisujących wnioski międzynarodowego zespołu biegłych. Wskazują, że są one w postanowieniu datowanym na 24 listopada br., które przygotował prokurator Michał Przybyłowski, członek zespołu śledczego numer 1. Dokument dotyczy dopuszczenia "dowodu z uzupełniającej opinii biegłych z zakresu medycyny sądowej".

Prokurator miał zwrócić się o doprecyzowanie, czy zawarte w opinii biegłych stwierdzenie, że "w żadnym przypadku w opiniach nie wskazano na obecność jakichkolwiek obrażeń lub innych medycznych cech, których charakter sam w sobie stanowiłby podstawę uprawdopodobnienia hipotezy gwałtownego wyzwolenia energii o charakterze eksplozji materiałów wybuchowych lub łatwopalnych" odnosi się do wszystkich opinii wstępnych i uzupełniających wydanych oraz analizowanych przez międzynarodowy zespół biegłych. 

Na podstawie tego cytatu można wysnuć wniosek, że ostatecznym wnioskiem specjalistów medycznych jest to, że na pokładzie prezydenckiego Tupolewa 154-M, który rozbił się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku, nie doszło do wybuchu. 

TVN24 rozmawiał z Barbarą Nowacką, córką Izabeli Jarugi-Nowackiej, wicepremierki i ministerki polityki społecznej w rządzie Marka Belki, która zginęła w Smoleńsku. Posłanka KO potwierdziła, że członkowie rodzin ofiar dostali dokument z prokuratury. 

Nowacka: Co roku Macierewicz i Kaczyński skaczą po trumnach

Sześć lat działań podkomisji Antoniego Macierewicza, która miała wyjaśnić przyczyny katastrofy smoleńskiej, pochłonęło 30 mln zł publicznych pieniędzy. Jej członkowie ukryli część zdjęć, nagrań i danych dotyczących katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku - tak ustalił reporter TVN24 Piotr Świerczek i opisał to w reportażu "Siła kłamstwa". 

Członkowie podkomisji dysponowali o wiele większą liczbą danych, których nigdy ona nie upubliczniła, ponieważ podważały lansowaną przez PiS tezę o zamachu na polską delegację w 2010 r.

Macierewicz musi ponieść karę. On poniszczył życia rodzin ofiar, wbrew ich woli ekshumowano bliskich. Naruszono tabu. Podział, który zrobili Macierewicz i Kaczyński ma wpływ na nasze życie, wszystkie te brednie

- mówiła gościni Barbara Nowacka w Gazeta.pl w połowie września. Posłanka przyznała, że los oszczędził jej rodzinie bólu ekshumacji. - Ale kiedy rozmawiam ze znajomymi, to jest dla nich traumatyczne przeżycie. Nasza żałoba nie została przeżyta, bo co roku Macierewicz i Kaczyński skaczą po trumnach - dodała Nowacka.

Raport komisji Millera. Przyczyny katastrofy w Smoleńsku 

Polska komisja pod przewodnictwem Jerzego Millera wyjaśniająca przyczyny katastrofy została powołana 15 kwietnia 2010 r. przez MON. Badała okoliczności tragedii równolegle do rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK). W jej skład wchodziło 34 ekspertów z różnych dziedzin, m.in. piloci cywilni i wojskowi, a także prawnicy specjalizujący się w prawie lotniczym i meteorolodzy. 29 lipca 2011 roku komisja wydała raport, w którym opisano okoliczności tragedii i jej przyczyny

Bezpośrednią przyczyną katastrofy 10 kwietnia 2010 roku było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania (100 metrów), przy nadmiernej prędkości opadania, w warunkach atmosferycznych uniemożliwiających wzrokowy kontakt z ziemią. Rozpoczęcie procedury odejścia na drugi krąg - przerwanego lądowania w sytuacji, kiedy wiadomo, że lądowanie może zakończyć się niepowodzeniem - było spóźnione.

Według ekspertów z komisji Millera właśnie złamanie procedur bezpieczeństwa przez pilotów tupolewa doprowadziło do zderzenia z feralną brzozą, którego skutkiem było oderwanie fragmentu lewego skrzydła wraz z lotką, a w konsekwencji do utraty sterowności samolotu, przechyłu i zderzenia z ziemią.

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina >>>

Więcej o: