Napastnik na klub Q chciał być "następnym masowym mordercą". Służby znów zignorowały zagrożenie

Wiktoria Beczek
Służby wiedziały, że sprawca strzelaniny w Colorado Springs chce zostać "kolejnym masowym mordercą", ale nie postawiły zarzutów i umorzyły sprawę gróźb śmierci, produkcji bomby i konfrontacji z jednostką specjalną policji. Gdy wielu zastanawia się, dlaczego odpowiednie organy nie zapobiegły tragedii, amerykańska prawica nie przerywa nagonki na osoby LGBT+.

Colorado Springs to miasto o populacji Gdańska, jeden z najbardziej konserwatywnych ośrodków w USA, republikańskie miasto w demokratycznym stanie. Lokale dla osób LGBT+ są dwa - Q i Icons. Klub Q to niewielki parterowy domek na środku parkingu. Obok znajduje się pawilon z restauracją fast food, salonem naprawy telefonów i barberem. Dalej kręgielnia, tor mini golfa, a z drugiej strony dom opieki. Dziś całą okolicę zajmują kwiaty, krzyże, tęczowe kartki i kwiatowy ołtarz z kwiatami, portretami ofiar i podpisem "mam nadzieję, że wiecie, jak bardzo jesteście kochani". 

W przeddzień Dnia Pamięci Osób Transpłciowych do klubu Q wszedł napastnik z bronią - zastrzelił pięć osób i ranił kilkanaście kolejnych. Atak mógłby zakończyć się dużo bardziej tragicznie, gdyby nie nieuzbrojeni klienci klubu, a przede wszystkim Richard Fierro, weteran, który był w klubie z żoną, córką i jej chłopakiem. Fierro najpierw padł na ziemię, ale gdy zobaczył, że osoba z bronią idzie w stronę patio, na które uciekło wiele osób - jak sam mówi - wszedł w tryb walki. Podbiegł i pociągnął za uchwyt z tyłu kamizelki kuloodpornej, czym przewrócił napastnika, wyrwał pistolet i zaczął uderzać w głowę. W tym czasie inny mężczyzna odkopał drugą broń - karabinek, a trans kobieta deptała po sprawcy swoimi butami na wysokich obcasach.

Fierro na pokazie dragu był po raz pierwszy. - Właśnie o to walczyłem, żeby mogli robić, co im się tylko podoba - skwitował w rozmowie z dziennikarzami. Weteran nie zdołał obronić chłopaka swojej córki, 22-latek jest jedną z pięciu ofiar strzelaniny.

Media szybko ustaliły, że sprawca nazywa się Anderson Lee Andrich, a jego dziadkiem jest Randy Voepel, deputowany kalifornijskiego senatu, republikanin i zwolennik Donalda Trumpa. Voepel zasłynął porównaniem ataku na Kapitol 6 stycznia 2021 roku do wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Na jaw wyszły też wcześniejsze problemy napastnika z prawem.

Służby przekonują dziś, że młody człowiek zniknął z ich radaru, bo dokonał zmiany danych. Z dokumentów sądowych wynika jednak, że doszło do niej znacznie wcześniej. 15-letni Nicholas Brink - czytamy we wniosku - "chciał się chronić przed kontaktem z biologicznym ojcem i jego historią kryminalną". Zaznaczono również, że ojciec od wielu lat nie utrzymuje kontaktu z dzieckiem.

Babcia informuje policję. "Powiedział, że będzie kolejnym masowym mordercą"

Sąd zgodził się na zmianę imienia i nazwiska w 2016 roku, natomiast dopiero w 2021 roku miały miejsce wydarzenia, które z niezrozumiałych powodów zbagatelizowano. 

Pierwotna notatka zastępcy szeryfa El Paso przedstawia nieco inną wersję wydarzeń, lokalne media dotarły jednak do szczegółowych zeznań zastępcy w sądzie. Wynika z nich, że "Pamela [Pullen, babcia] poinformowała, że Anderson [Aldrich] powiedział jej, że będzie kolejnym masowym mordercą, zbiera amunicję, broń, sprzęt kuloodporny i składuje je w piwnicy" oraz że produkuje bombę. 

Pamela poinformowała, że ona i jej mąż, Jonathan Pullen, żyją w strachu w związku z ostatnimi groźbami śmierci Andersona w kierunku ich i innych osób. (...) Ona i Jonathan sprzedali dom i planują wyprowadzić się na Florydę, z czego Anderson nie jest zadowolony. Anderson powiedział, że nie mogą się wynieść, bo to "zniweczy jego plany budowy bomby"

- czytamy w dokumentach. Dalej dowiadujemy się, że podejrzany wyszedł z pistoletem, zaczął ładować kule do magazynka i zagroził, że zabije ich, jeśli wyniosą się na Florydę. Pullenowie uciekli i zadzwonili na numer alarmowy. Służby skontaktowały się z matką podejrzanej osoby, ale ta "nie współpracowała". Wysłała jednak smsa do właściciela domu, w którym mieszkała, by poinformować, że "służby szukają jej syna". Jakiś czas później, gdy na miejscu była już jednostka specjalna, kobieta wyszła i poinformowała, że "pozwolił jej wyjść". 

Anderson Lee AldrichAnderson Lee Aldrich AP / AP

Gdy policja dotarła na miejsce napastnik streamował zajście w sieci - ubrany w strój taktyczny zdawał się liczyć na konfrontację z policją. - Tu wasz chłopak, mam gnojków przed wejściem, patrzcie. Mierzą we mnie... Wyciągnęli jeb**e strzelby. Jak wejdą, to wszystko k**wa wysadzę. Chodźcie chłopcy, zobaczymy! - mówił na nagraniu. Kilka godzin później napastnik się poddał, został zatrzymany i oskarżono go o dwa przypadki gróźb i trzy przypadki porwania. Zarzutów jednak nigdy nie postawiono, a sprawa została zamknięta.

Dlaczego sprawa z 2021 roku nie uruchomiła obowiązującego w Kolorado prawa Extreme Risk Protection Order? Prokurator odmawia odpowiedzi na to pytanie. Ustawa powszechnie znana jako "prawo czerwonej flagi" pozwala skonfiskować broń (lub zapobiec jej zakupowi) osobie, która może stwarzać zagrożenie dla siebie lub innych. Nikt jednak nie zdecydował się na złożenie wniosku o oznaczenie 20-latka czerwoną flagą, dlatego - jak wynika z informacji mediów - mógł nabyć broń już po zajściu w 2021 roku.

Matka i dziadek napastnika z Colorado Springs nie zabrali dotąd głosu. O komentarz pokusił się natomiast ojciec. - Powiedzieli mi o incydencie, strzelaninie z udziałem wielu osób. Dowiedziałem się, że to było w gejowskim klubie. Pomyślałem "Boże, czy on jest gejem?". Przestraszyłem się, "cholera, czy on jest gejem?". Ale nie jest gejem, więc ufff. Mormoni nie są gejami. Nie jesteśmy gejami. Nie ma gejów w mormońskim kościele - oświadczył mężczyzna, który na potrzeby walk MMA i pornografii posługuje się pseudonimem Dick Delaware.

124 ataki w ciągu roku. Poczucie nieuchronności tragedii

Dla osób LGBTQ w całym kraju najgorsze w tej masakrze było poczucie jej nieuchronności. Przez cały rok wydawało się, że dojdzie do jakiejś tragedii, jakbyśmy obserwowali wypadek samochodowy w zwolnionym tempie. I doszło do tragedii.

"Od jakiegoś czasu odradzała się prawicowa strategia ukazywania osób queer jak inwazyjnego gatunku drapieżników, którzy 'groomingują' dzieci w szkołach, 'okaleczają' ciała dzieci transpłciowych, albo w inny sposób deprawują młode umysły. Ta strategia zakorzeniła się w głównym nurcie politycznego dyskursu i jest przerażająco skuteczna. Hasło ustawy 'Don't say gay' rozprzestrzenia się jak wirus. Rezultatem jest alarmująca i wyraźna eskalacja ataków i demonstracji przeciwko osobom LGBTQ. Uzbrojeni bojownicy pokazywali się na marszach równości, w barach gejowskich i bibliotekach w całym kraju. Trolle rozpoczęły skoordynowane ataki na stowarzyszenia wspierające młode osoby homoseksualne. Do szpitali dziecięcych, które oferują opiekę medyczną transpłciowej młodzieży, dzwoniono z alarmami bombowymi" - pisze David Mack na łamach BuzzFeedNews.

W dniu tragedii w klubie Q odbywał się brunch dla osób w każdym wieku z występami artystów drag. Amerykańscy dziennikarze i analitycy zwracają uwagę, że prawica - republikańscy politycy, prawicowe media, tysiące anonimowych użytkowników mediów społecznościowych - w sposób szczególny atakuje takie wydarzenia. Oprócz Drag Brunch, który w przypadku zaproszenia dla całych rodzin jest pozbawiony wszelkich elementów niewłaściwych dla dzieci, atakowane są też Drag Queen Story Hour, czyli spotkania w bibliotekach czy kawiarniach, gdzie drag queens czytają dzieciom bajki. W Poznaniu drag queen czytała książkę "Nietypowy Adaś" o chłopcu, któremu wyrosły skrzydła i najpierw się tego wstydził, a potem dowiedział się, że takich dzieci jest wiele. To opowieść o akceptacji inności.

Fox News o tego typu wydarzeniach tylko w ostatnich tygodniach pisał, że to "seksualizacja dzieci" i "treści o charakterze pornograficznym". Z wyliczeń them.us wynika, że w tym roku doszło do co najmniej 124 ataków na imprezy dragowe. W tym samym okresie czasu lokalne władze w Stanach Zjednoczonych przedstawiły też 344 ustawy anty-LGBT+, dotychczas 25 z nich przyjęto.

Prawicowe media nie przerywają szczucia

Fox News nie zatrzymał swojej nagonki w związku ze strzelaniną, wręcz przeciwnie. Gościnią najważniejszego w Fox prowadzącego Tuckera Carlsona była Jaimee Michell, założycielka grupy Gays Against Groomers, której sama nazwa ma wskazywać, że większość osób homoseksualnych opowiada się za groomingiem, czyli budowaniem więzi emocjonalnej z dzieckiem, by później móc je wykorzystać. W rzeczywistości grupa ma transfobiczny program - "groomingiem", "seksualizacją" i "indoktrynacją" nazywa jakiekolwiek rozmowy z dziećmi o identyfikacji płciowej. - Nie sądzę, żeby takie ataki się skończyły, dopóki dzieci są atakowane tą diabelską agendą - mówiła Michell. Sam Carlson orzekł w programie, że już uczenie dzieci o istnieniu osób LGBT+ to "wykorzystywanie seksualne".

Również prawicowy komentator Matt Walsh w swoim programie już po tragedii obarczał ofiary winą za przemoc. - Jeśli wywołuje to tyle przemocy i chaosu, dlaczego nadal to robicie? Narażacie życie ludzi. Jeśli faceci przebierający się przed dziećmi narażają życie ludzi, to po co to robicie? Czy to aż tak ważne? - mówił. Stwierdził również, że osobom LGBT+ chodzi o "zaspokajanie swojego fetyszu przebierania się przed dziećmi" i "indoktrynowanie dzieci".

Dla przeciwieństwa Ben Collins z NBC News zaapelował po tragedii do koleżanek i kolegów po fachu, by nie obawiali się tego, że zostaną opisani na prawicowych portalach i stawali po stronie osób transpłciowych. "Czego się bardziej boicie? Opisania na Breitbarcie za powiedzenie, że osoby trans zasługują by żyć, czy obudzenia się rano i przeczytania wiadomości o kolejnych ofiarach?" - pisał.

Collins nazwał to, co dzieje się w prawicowych mediach po ataku w Colorado Springs, "pochwałą przemocy". Wśród tych, którzy wręcz podjudzali do kolejnych ataków, wymieniał konto Libs of TikTok, gdzie już kilka godzin po strzelaninie atakowano podobne wydarzenie w Kolorado. Zgodnie ze swoimi własnymi przewidywaniami, Collins następnego dnia stał się bohaterem programu Carlsona. 

Obrona oświadcza, że sprawca jest osobą niebinarną

Krótko po tym, jak sprawcę ataku przeniesiono ze szpitala do aresztu, media opublikowały fragment dokumentów wniesionych przez obronę, w którym podano, że ich klient jest osobą niebinarną i używa zaimków "they/them".

Prawicowe media zagrzmiały: A więc niebinarny, jest LGBT+, nie jest żadnym prawicowcem! Jak gdyby taka czy inna identyfikacja napastnika cofała tę tragedię i przywracała życie ofiarom strzelaniny. Wiele przesłanek wskazuje jednak, że ta deklaracja może być linią obrony, próbą odsunięcia od napastnika zarzutów o dokonanie zbrodni z nienawiści. Dziennikarze "Daily Beast" dotarli do bliskiego sąsiada, który przyznał, że Aldrich często używał homofobicznego języka i wiadomości wymienianych z matką, gdzie zwraca się do niego w formie męskiej i per "synu". Napastnik w nagraniu z 2021 roku też używał wobec siebie określenia "chłopak".

Również w danych umieszczonych na stronie szeryfa hrabstwa El Paso po strzelaninie znalazła się informacja, że aresztowana osoba jest płci męskiej:

Anderson AldrichAnderson Aldrich pcsheriffsoffice.com

Prokurator uznał, że deklaracja obrony nie ma żadnego znaczenia i nie sprawi, że wycofane zostaną zarzuty o zbrodnie z nienawiści.

Przypisywanie sprawcy orientacji seksualnej czy identyfikacji płciowej takiej, by niejako unieważnić przestępstwo z nienawiści, nie jest nową praktyką. Najlepszym przykładem jest atak na klub Pulse w Orlando, w 2016 roku. Była to wówczas najbardziej tragiczna strzelanina popełniona przez pojedynczego sprawcę w historii Stanów Zjednoczonych (dziś jest druga). W Pulse zginęło 49 osób, a 53 zostały ranne.

Krótko po tragedii zgłosiło się wiele osób, które przekonywały, że sprawca był gejem, był widziany w Pulse, chciał zemścić się na społeczności latynoskiej, po tym, jak portorykański kochanek miał ukryć przed nim, że jest nosicielem HIV. Swoje świadectwa przedstawiali anonimowo byli koledzy, bywalcy klubu, rzekomy kochanek. Łącznie około 10 osób. W trakcie śledztwa nie odnaleziono jednak żadnych wiadomości, zdjęć, logowań, danych lokalizacyjnych, śladów usuwania danych, niczego, co wskazywałoby na to, że sprawca był gejem. Wykazano natomiast, że zdradzał żonę z innymi kobietami.

Przypadek Pulse pokazuje również, jak tragiczne w skutkach mogą być zaniedbania służb. W 2013 roku współpracownicy Omara Mateena zgłosili FBI, że może on mieć związki z organizacjami terrorystycznymi i miał mówić, że chce umrzeć jako "męczennik". Podczas 10-miesięcznego śledztwa nie przesłuchano żony mężczyzny, która była przez niego maltretowana, gwałcona i izolowana. Śledztwo zakończono po informacjach od "sprawdzonego informatora". Wiele wskazuje na to, że informatorem był ojciec późniejszego mordercy. Mateen senior faktycznie był informatorem FBI, choć biuro wiedziało, że prowadzi antyamerykański program telewizyjny, przekazuje duże sumy na działalność przeciwko rządowi Pakistanu i próbował przekazywać pieniądze wprost na działania terrorystyczne.

Administracja Baracka Obamy i ówczesny szef FBI James Comey przekonywali wówczas, że Mateen zradykalizował się przez internet, więc należy dać FBI większy dostęp do danych bez nakazu sądowego. To niezwykle płytka analiza sprawy. Biuro nie przyzna się jednak - jak w hicie Taylor Swift z ostatnich tygodni - że to ono jest problemem, chociaż strzelanina w Pulse była tylko jedną z bardzo wielu, której służby mogły zapobiec, gdyby sprawca nie przeleciał im przez palce. Na radarze służb byli przecież odpowiedzialni za zamach podczas maratonu w Bostonie bracia Carnajew, major Nidal Hasan, który zamordował 13 osób w Fort Hood czy w końcu sprawcy ataku na World Trade Center.

Zginęli w rocznicę innego ataku na kluby LGBT+

W strzelaninie w Colorado Springs zginęło pięć osób. 28-letni Daniel David Aston i 38-letni Derric Wayne Rump, barmani w klubie Q, 35-letnia Ashley Paugh, 22-letni Raymond Green Vance i 40-letnia Kelly Loving. Aston i Loving byli osobami trans. Zginęli w przeddzień Dnia Pamięci Osób Transpłciowych i 42. rocznicę masakry na nowojorskiej West Street, kiedy to 38-letni Ronald K. Crumpley otworzył ogień przed klubami Ramrod i Sneakers. Zabił dwie osoby i ranił kolejnych sześć. Policji mówił, że osoby homoseksualne "wszystko zepsują". Nigdy nie odpowiedział za swój czyn ze względu na stan psychiczny. 

Dziennikarz Andy Humm, który opisywał te wydarzenia, zapisał wówczas zdanie, które znów jest (a może pozostaje) aktualne ponad 40 lat później: "Dla nas wszystkich, którzy martwiliśmy się, że sprzeciw konserwatystów doprowadzi do strasznych rzeczy - przyszłość nadeszła".

Strzelanina w Colorado SpringStrzelanina w Colorado Spring Fot. David Zalubowski / AP Photo

Więcej o: