Niemcy oferują Polsce system obrony przeciwrakietowej Patriot. To echo tragedii w Przewodowie

Ministerka obrony Niemiec Christine Lambrecht przekazała, że zaoferowała Warszawie system obrony przeciwrakietowej Patriot, aby pomóc w zabezpieczeniu przestrzeni powietrznej. Wcześniej Berlin zaproponował także wysłanie swoich myśliwców Eurofighter.

Niemcy zaoferowały Warszawie system obrony przeciwrakietowej Patriot, aby pomóc jej w zabezpieczeniu przestrzeni powietrznej po tym, jak zbłąkana rakieta rozbiła się w Polsce w zeszłym tygodniu - zapowiedziała minister obrony Christine Lambrecht, którą cytuje Reuters.

Niemcy oferują Polsce Patrioty

Patriot to system rakietowy ziemia-powietrze przeznaczony do obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Zaprojektowano go do zwalczania załogowych i bezzałogowych statków powietrznych, w tym samolotów i helikopterów, oraz pocisków rakietowych. Siły niemieckie dysponują 12 jednostkami Patriot, z których dwie są obecnie rozmieszczone na Słowacji.

Zobacz wideo Pszczel o milczeniu generała Gierasimowa: Nie miał instrukcji od swojego szefa

W środę (16.11.2022) rzecznik niemieckiego Ministerstwa Obrony Christian Thiels przekazał z kolei, że Berlin proponuje Polsce wysłanie swoich myśliwców Eurofighter do patrolowania polskiej przestrzeni powietrznej.

- Patrole mogą rozpocząć się już od jutra, jeżeli Polska sobie tego życzy - powiedział Thiels na konferencji prasowej w Berlinie. W tym celu nie ma potrzeby przemieszczania myśliwców do Polski. Mogą startować z baz w Niemczech - wyjaśnił.

Tego samego zastępca rzecznika rządu w Berlinie Wolfgang Buechner podkreślił, że rząd jest "wstrząśnięty" incydentem w Przewodowie. Jak poinformował, kanclerz rozmawiał telefonicznie z prezydentem Andrzejem Dudą i przekazał mu oraz Polkom i Polakom wyrazy współczucia. Zapewnił także, że Berlin jest gotowy udzielić Polsce każdego koniecznego wsparcia. 

Więcej najnowszych informacji przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Dowódca połączonych sił NATO w Europie na bieżąco sprawdza obronę powietrzną wschodniej flanki

Po eksplozji rakiety w Przewodowie naczelny dowódca sił NATO w Europie na bieżąco sprawdza obronę powietrzną wschodniej flanki. Z ustaleń brukselskiej korespondentki Polskiego Radia Beaty Płomeckiej wynika, że takie zapewnienie generał Christopher Cavoli złożył na środowym, zamkniętym spotkaniu ambasadorów państw Sojuszu w belgijskiej stolicy.

Dowódca połączonych sił NATO w Europie dokonuje teraz oceny planów obronnych Sojuszu. Jeżeli uzna, że potrzebne będą zmiany i - jak usłyszała brukselska korespondentka Polskiego Radia w kwaterze głównej - przejście na wyższy stopień - to zwróci się do sojuszników o aktualizację tych planów.

O kwestie dostępnych środków i uprawnień pytała na ostatniej Radzie Północnoatlantyckiej Polska, wsparta również przez inne kraje. Potwierdził to w rozmowie z brukselską korespondentką Polskiego Radia Beatą Płomecką ambasador Polski przy NATO. "Ze strony polskiej padło takie pytanie. Naczelny dowódca sił NATO w Europie zapewnił, że prowadzi analizy na bieżąco i aktualnie posiadane środki są w jego ocenie adekwatne do sytuacji" - powiedział Tomasz Szatkowski.

Wybuch w Przewodowie. "Ostateczną odpowiedzialność" ponosi Rosja

Przypomnijmy, do eksplozji we wsi Przewodów doszło 15 listopada, w dniu, w którym Rosjanie przeprowadzili zmasowany atak na Ukrainę. Około godz. 15.40 na teren suszarni zbóż w polskiej miejscowości spadła rakieta (lub jej szczątki) - najprawdopodobniej ukraińskiej obrony powietrznej. Wszystko wskazuje na to, że sytuacja ta była wynikiem nieszczęśliwego wypadku. Szef NATO Jens Stoltenberg podkreślił, że zdarzenie "to nie wina Ukrainy" a "ostateczną odpowiedzialność" ponosi Rosja.

Przewodów, 19 listopada 2022 r. Pogrzeb Bogusława W., jednej z dwóch ofiar wybuchu rakiety, która spadła w okolicy suszarni zbożaPogrzeb Bogdana C. - drugiej z ofiar wybuchu rakiety w Przewodowie

By ustalić okoliczności eksplozji, pracował szereg funkcjonariuszy. Służby prawdopodobnie zakończyły działalność na miejscu tragedii. Świadczy o tym m.in. fakt, że w niedzielę rano (20 listopada) przy wjeździe do wsi nie było już policjantów, którzy wcześniej zabezpieczali teren, śledczych ani ekspertów. Ponadto, jak przekazał reporter TVN24 Mariusz Sidorkiewicz, od soboty (19 listopada) na miejscu zdarzenia mogą przebywać już dziennikarze. - Dopiero z bliska widać ogrom tej tragedii - mówił. - Ten kilkumetrowy lej to skutek uderzenia rakiety - relacjonował, pokazując wyrwę w ziemi w miejscu, gdzie spadł pocisk.

Przewodów (zdjęcie ilustracyjne)Przewodów. Koniec śledztwa? Na miejscu eksplozji nikogo nie ma

Więcej o: