Rosyjskie wojska piechoty morskiej wpadły do piekła. Wyszli nieliczni. Co zdarzyło się w Pawliwce?

Atakowali po błotnistych polach poprzecinanych zagajnikami, na miejscowość z umocnionymi Ukraińcami, którzy dodatkowo na wzgórzach za sobą mają gotowe wsparcie. Rosyjska piechota morska miała zostać zdziesiątkowana w najnowszej próbie ofensywy i apeluje o pomoc.

Walki w rejonie miejscowości Pawliwka i Wuhłedar w pobliżu Doniecka, trwające od ponad tygodnia, przeradzają się w poważną rosyjską porażkę. Seryjnie pojawiają się nagrania pokazujące niszczone czołgi, bojowe wozy piechoty i rozrzucone wokół nich ciała. Tych wideo jest obecnie znacznie więcej niż z jakiegokolwiek odcinka frontu.

Sytuacja Rosjan ma być na tyle zła, że w rosyjskiej sieci pojawiają się dramatyczne apele przypisywane walczącym tam żołnierzom. Donoszą o horrendalnych stratach, głupich oficerach, braku sukcesów i proszą ludzi w rodzinnych stronach o zrobienie czegokolwiek, aby zatrzymać rzeź. Oficjalnie rosyjskie władze twierdzą jednak, że wszystko jest dobrze, a straty minimalne.

Początkowo sukcesy, potem katastrofa

Pawliwka i Wuhłedar to niewielkie miejscowości na pograniczu obwodów donieckiego i zaporoskiego. Na początku wojny zajęli je Rosjanie, ale latem odbili Ukraińcy w wyniku niewielkiego lokalnego ataku. Przez ostatnie kilka miesięcy nic się nie zmieniało, podobnie jak w całej okolicy. Dopiero na przełomie października i listopada Rosjanie ruszyli ze zdecydowanym atakiem na Pawliwkę.

Pawliwka znajduje się na dole i w środku tej mapy. Widać przy niej czerwoną strzałkę.Pawliwka znajduje się na dole i w środku tej mapy. Widać przy niej czerwoną strzałkę. Fot. Militaryland.net

Mapa w większej rozdzielczości

Początkowo były informacje, że sytuacja Ukraińców jest trudna, a rosyjskie wojsko posuwa się naprzód. Pojawiły się między innymi nagrania wykonane przez niewielki ukraiński oddział, którego dowódca, będąc na skraju łez, mówił o bardzo ciężkich walkach, poważnych stratach i braku wsparcia. Później miał podjąć decyzję o porzuceniu pozycji wbrew rozkazom przełożonych.

Ale role się odwróciły. W kolejnych dniach zaczęło się pojawiać jednak coraz więcej doniesień, że ukraińskie wojsko przerzuciło w zagrożony rejon posiłki i około 2-3 listopada przeprowadziło kilka kontrataków. Miały one doprowadzić do odzyskania większej części Pawliwki i okolicznych terenów. Zaczęły się też pojawiać liczne nagrania z dronów, pokazujące los rosyjskich ataków. Na przykład to, na którym widać dwa czołgi, które najwyraźniej bez osłony piechoty i bojowych wozów piechoty wparowały na ulice miasteczka. To najgorsze co można zrobić, bo w takim terenie załogi ciężkich pojazdów mają bardzo ograniczoną widoczność i łatwo padają łupem ukrytych wśród budynków żołnierzy z bronią przeciwpancerną. Tak też stało się w tym wypadku.

Ten sam czołg z punktu widzenia Ukraińców już po ucieczce załogi i drugiej maszyny.

Do tego Ukraińcy opublikowali też wiele nagrań przedstawiających rosyjskie czołgi i bojowe wozy piechoty niszczone na polach w rejonie Pawliwki, jeszcze zanim dotarły do miejscowości. Część z nich padała ofiarą ukraińskich żołnierzy czających się w zagajnikach i atakujących z minimalnej odległości, inne kierowanych pocisków przeciwpancernych odpalanych z niewielkich wzniesień za Pawliwką i położonego tam Wuhłedaru. Na tym nagraniu widać, jak rosyjski czołg najpierw wpada na minę, traci gąsienicę i staje. Kiedy załoga ucieka z maszyny, trafia w nią ukraiński pocisk przeciwpancerny i dopełnia dzieła zniszczenia. Uwaga, niewyraźnie, ale widać śmierć.

Na innym nagraniu widać los całej kolumny rosyjskich czołgów i bojowych wozów piechoty. Uwaga, na końcu widać z dystansu ciała Rosjan.

List do wyższych czynników

Już 3-4 listopada sytuacja rosyjskich oddziałów była na tyle słaba, że rosyjscy blogerzy i korespondenci wojenni zaczęli donosić, iż ofensywa "została wstrzymana z powodu złej pogody i błota". Szóstego listopada gruchnęła jednak wieść, która rozniosła się po rosyjskiej sieci błyskawicznie. Zaczęto kolportować list, wysłany jakoby przez żołnierzy 155 Brygady Piechoty Morskiej Floty Pacyfiku do gubernatora ich rodzimego Kraju Nadmorskiego. Powielali go liczni rosyjscy blogerzy i korespondenci. Żaden nie podważał jego wiarygodności.

Żołnierze piszą w nim, że Pawliwkę atakuje głównie ich brygada, oraz siostrzana 40 Brygada Piechoty Morskiej Floty Pacyfiku, w czasach pokoju stacjonująca na Kamczatce. Autorzy listu twierdzą, że ponieśli koszmarne straty. 300 zabitych i rannych w ciągu czterech dni walk. Do tego połowa pojazdów. Dla brygady piechoty morskiej, która teoretycznie jest jednostką doborową i na papierze liczy około 1,5 tysiąca ludzi, to potężny cios. Zwłaszcza że ta konkretna 155 brygada poniosła już ciężkie straty w walkach o Kijów, a potem na południu Ukrainy. W ostatnich tygodniach została uzupełniona rezerwistami, którzy nie przedstawiają jednak wielkiej wartości bojowej, bo praktycznie nie przeszli szkolenia. Być może to oni napisali apel, bo są do takich działań znacznie bardziej skłonni niż żołnierze zawodowi.

W liście pomstują na swoich dowódców, generała Rustama Muradowa (dowódca Wschodniego Okręgu Wojskowego) i pułkownika Zuraba Akhmetowa (dowódca 155 brygady). Ten pierwszy miał zarządzić ofensywę, żeby zdobyć punkty u ministra obrony Siergieja Szojgu, a drugi skusić się na niewykonalny plan dla obiecanego orderu Bohatera Rosji. - Obaj teraz ukrywają dane na temat strat, żeby uniknąć odpowiedzialności. Jak oni planowali zająć miejscowość, omijając zagajniki z ukrytymi w nich przeciwnikami, którzy teraz niszczą naszych próbujących dostarczać zaopatrzenie i ewakuować rannych? Do tego Pawliwka jest położona niżej niż Wuhłedar, z którego teraz nas atakują - napisano w liście.

Żołnierze apelują do gubernatora Kraju Nadmorskiego Olega Kożemiaka, aby coś z tym zrobił. Oskarżają przy tym gen. Muradowa i płk. Akhmetowa, że zaplanowali całą tę ofensywę wyłącznie dla własnej sławy, nie liczą się z podwładnymi i mówią o nich per "mięso". Apelują o przysłanie specjalnej komisji śledczej.

Rosyjski system pozostał jednak niewzruszony. Gubernator Kożemiak publicznie przyznał, że list otrzymał, ale nazwał twierdzenia autorów "przesadą". - Skontaktowaliśmy się z dowódcami. Tak trwają ciężkie walki i są straty, ale daleko im do tego, co opisano w tym liście - powiedział i dodał, że przekazał sprawę do prokuratury wojskowej, aby się jej przyjrzała. Siódmego listopada zareagowało też rosyjskie Ministerstwo Obrony, co jest niezwykle rzadkie w takich sytuacjach i wskazuje na jej powagę. Oficjalnie zapewniono, że ofensywa na Pawliwkę idzie zgodnie z planem i wbito się na kilka kilometrów w pozycje ukraińskie. - Dzięki kompetentnemu dowodzeniu straty oddziału są minimalne. Około procenta zabitych i 7 procent rannych, ale większość z nich już wróciła do służby - stwierdzono.

Odprawa rosyjskich i białoruskich oficerów. Zdjęcie ilustracyjneRozmowy rosyjskich oficerów o użyciu broni jądrowej to zaskoczenie?

Rana, która szybko się nie zagoi

Kanał Grey Zone na Telegramie, który jako pierwszy opublikował list od żołnierzy, zareagował zjadliwą ironią. - Co do strat, to według bezpośrednich informacji od uczestników walk, są znacznie gorsze od tego, co podaje ministerstwo. Mógłbym też coś napisać o stratach w czołgach, ale jeśli pomilczę jeszcze z dzień, to może już nie będę miał o czym pisać - stwierdził bloger kanału, który jest istotnym elementem ekosystemu rosyjskich nacjonalistów zdecydowanie popierających wojnę i zniszczenie Ukrainy, ale też ostro i otwarcie krytykujących obecne przywództwo Rosji oraz korpus oficerski.

- Za kilka dni wszystko ucichnie i ci zmobilizowani, którzy przetrwają, zostaną wycofani z frontu. Trafią tam, gdzie będą mieli zasięg w telefonach. I wtedy zacznie się informacyjny Armagedon. Już bez udziału korespondentów - skwitował bloger.

Wszystko wskazuje na to, że Ukraińcy utrzymali przynajmniej część Pawliwki. Nie ma pewności czy całą, bo regularnie pojawiają się doniesienia o Rosjanach na jej południowym skraju. Nie ulega jednak wątpliwości, ze rosyjskie uderzenie skończyło się bardzo źle i wydostająca się na powierzchnię prawda będzie źródłem problemów dla władz.

Zobacz wideo
Więcej o: