Koniec świata jest już zaplanowany. Rozmowy rosyjskich oficerów o użyciu broni jądrowej to nie jest ten moment

Rosyjscy wojskowi mieli podobno dyskutować na temat użycia broni jądrowej w Ukrainie. Brzmi złowrogo, ale trzeba pamiętać o jednym: wojskowi muszą mieć plany na różne sytuacje, nawet takie skrajne i mało prawdopodobne. W sejfach jest wiele planów na to, jak skończyć świat.

Według amerykańskiego dziennika "New York Times", powołującego się na źródła w służbach USA, rozmowy rosyjskich oficerów odbyły się w połowie października. Czyli niedługo po okresie, kiedy panowała duża niepewność, co się stanie, jeśli Ukraina nie uzna aneksji czterech jej okręgów, która nastąpiła 30 września. Przy okazji Putin wspomniał, że ewentualny poważny atak na rosyjską państwowość może się spotkać z atomowym odwetem. Ukraińcy nic sobie z tego nie zrobili i w następnych tygodniach przeprowadzili udaną ofensywę w obwodzie charkowskim oraz dokonali istotnych postępów na wschodzie swojego kraju, wyzwalając Łymań i okolice.

Według "NYT" rosyjscy oficerowie spotkali się w ponurych nastrojach w obliczu serii bolesnych porażek na froncie. Mieli dyskutować o ewentualności użycia taktycznej broni jądrowej przeciw Ukraińcom. W rozmowach nie uczestniczył Władimir Putin. Szczegóły dyskusji nie zostały podane w gazecie, nie wiadomo, czy w ogóle są znane Amerykanom. Zakładając, że wierzymy w tę historię, a wiarygodność przecieków z amerykańskich służb istotnie wzrosła po słusznie podnoszonym alarmie na temat rosyjskiej inwazji na Ukrainę, to sam fakt takiego artykułu w "NYT" jest znaczący.

Bomba jądrowa B61 (lub jej treningowa makieta) podczas ćwiczenia załadunku do transportowca C-17 w USA przed potencjalnym lotem do EuropyPolska broń jądrowa to mrzonka

Planowanie najgorszego jako codzienność

Dziennikarze na pewno nie dowiedzieli się o tym przypadkiem. Służby USA musiały chcieć im to zdradzić. Mimo że w ten sposób ujawniają, ile wiedzą, a wiedza na temat spotkań dotyczących planowania użycia broni jądrowej to nie byle co. Ujawnienie tego zwiększa ryzyko rozpracowania przez Rosjan amerykańskich źródeł i pozbawienia USA tego rodzaju informacji w przyszłości. Najwyraźniej w Waszyngtonie uznano taki potencjalny koszt za akceptowalny. Być może to kolejny sygnał pod adresem Kremla w rodzaju: "Widzimy, co robicie, więc nie próbujcie robić nic, czego będziecie żałować". Pasowałoby to do ogólnej narracji Amerykanów, którzy od miesięcy sugerują Rosjanom, iż użycie broni jądrowej w Ukrainie byłoby dla nich nieopłacalne, bo miałoby bardzo poważne konsekwencje.

Choć według "NYT" informacja o rozmowach rosyjskich oficerów wywołała dodatkowy niepokój w Waszyngtonie, to nie należy tego odczytywać jako przygotowań do już pewnego użycia broni jądrowej w Ukrainie. Wojskowi na całym świecie mają wpisane w zakres obowiązków szykowanie się na najgorsze. W praktyce to ich podstawowe zadanie. Przygotowywać się i szkolić na wypadek czarnych scenariuszy. Kiedy one się zmaterializują, to już zazwyczaj kwestia decyzji polityków. Zgodnie z tym rozmowy oficerów na temat tego, jak w najlepszy sposób użyć taktycznej broni jądrowej przeciw Ukraińcom, można uznać za naturalną kolej rzeczy wobec retoryki Kremla. Samo w sobie rzeczywiście niepokojące, bo pokazujące, jak daleko zabrnęliśmy w obecnej sytuacji. Zarazem nie oznacza to jednak nieuchronności najgorszego scenariusza.

Na Irak miało spaść 17 ładunków termojądrowych

Planowanie użycia broni jądrowej to codzienność oficerów państw, które nią dysponują. Kiedy w 1990 roku Amerykanie szykowali się do I wojny z Irakiem i operacji Pustynna Burza, też prowadzili takie rozmowy. Informacje na ten temat można znaleźć we wspomnieniach ówczesnego prezydenta George H.W Busha i szefa Kolegium Sztabów Połączonych (najważniejszy żołnierz USA) generała Colina Powella. Ten drugi otrzymał polecenie przygotowania raportu na temat potencjalnego użycia taktycznej broni jądrowej wobec Iraku, gdyby ten pierwszy i w sposób masowy użył swojej broni masowego rażenia. Wydał je ówczesny sekretarz obrony, Richard Cheney. Miał on traktować taki scenariusz jako praktycznie nierealny, ale chciał się dowiedzieć od wojskowych, jak to by musiało wyglądać. Generał Powell wspominał, że to polecenie go zmroziło, ale zlecił jego wykonanie grupie kilkunastu oficerów niższego szczebla. Wynik ich analiz był taki, że w praktyce do zniszczenia zaledwie jednej z kilkunastu irackich dywizji potrzeba by użyć "znaczącej" liczby taktycznych ładunków termojądrowych. Powell nie podał konkretnej liczby, ale zrobił to Bush. Miało to być 17. "Lektura tego raportu ostatecznie przekonała mnie o praktycznej bezużyteczności taktycznej broni jądrowej na polu bitwy" - pisał w swoich wspomnieniach w 1995 roku generał, który wcześniej w latach 80. brał udział w planowaniu użycia taktycznej broni jądrowej w Europie na wypadek inwazji ZSRR. Raport miał zostać zniszczony po tym, jak zapoznali się z nim politycy.

Planowanie użycia broni jądrowej jest więc normą. Niestety. W sejfach sił zbrojnych mocarstw zalega wiele planów opisujących w praktyce koniec świata człowieka. Posiadanie arsenałów jądrowych nie miałoby sensu, gdyby nie były gotowe do natychmiastowego użycia. Taka jest doktryna obowiązująca od lat 50. Siły jądrowe muszą być w stanie zareagować na nawet całkowicie zaskakujący atak jądrowy przeciwnika. Czyli muszą zawczasu wiedzieć, co robić, i to z detalami. Kiedyś oznaczało to dokładne zaplanowanie, na co swoje bomby mają zrzucić bombowce, teraz - gdzie mają dolecieć rakiety. Realizacja tych scenariuszy jest wielokrotnie trenowana. W nieustannej gotowości do użycia pozostaje na całym świecie około trzech i pół tysiąca strategicznych głowic jądrowych.

Nie ma pewności, czy Rosjanie w ogóle mają taktyczne głowice jądrowe do systemów takich jak IskanderRosyjska taktyczna broń jądrowa jest owiana tajemnicą

Zarządzanie strachem

Pomimo tego świat trwa. Głównym źródłem zagrożenia i niepewności nie jest to, co sobie zaplanują wojskowi, ale to, co mogą zdecydować politycy. Dlatego Biały Dom i szerzej NATO skupiają się na mówieniu Putinowi i jego otoczeniu, że ewentualne użycie broni jądrowej byłoby poważnym błędem, który by przyniósł im więcej strat niż korzyści. Publicznie jest to wyrażane ogólnikowo, bo mowa jedynie o jakimś zdecydowanym odwecie przy użyciu broni konwencjonalnej. Bardziej szczegółowe groźby miały zostać przekazane kanałami nieoficjalnymi.

Rosjanie przynajmniej oficjalnie w ostatnich tygodniach odżegnują się od pomysłu użycia broni jądrowej. Sam Putin zapewniał, że Rosja nie ma zamiaru jej użyć, bo "nie ma takiej potrzeby". Pentagon regularnie stwierdza, że nie widzi przygotowań rosyjskiego wojska do ataku jądrowego w Ukrainie. Aktualnie ryzyko takiego wydarzenia wydaje się naprawdę niewielkie. Plan Kremla na najbliższe pół roku to najpewniej murowanie frontu, zadawanie Ukraińcom jak największych strat, podkopywanie ich woli walki przez ataki na infrastrukturę krytyczną (energia i ciepło) i zniechęcanie Zachodu do udzielania wsparcia Ukrainie. Jednocześnie z nadzieją, że zmobilizowane kilkuset tysięcy mężczyzn na wiosnę będzie reprezentowało jakąś wartość bojową i pozwoli ponownie przechylić szalę na korzyść Rosji. Nie licząc tych, którzy są teraz pchani na front bez żadnego szkolenia, aby jako mięso armatnie spowolnić Ukraińców. Do realizacji takiego scenariusza broń jądrowa nie jest potrzebna. Nawet jeśli są gotowe ogólne plany jej ewentualnego użycia. Większą wartość ma budowanie atmosfery strachu i niepewności, bo to wpływa na społeczeństwa Zachodu.

Zobacz wideo
Więcej o: