Wojna w Ukrainie. Zaskakująca "waleczność" Rosjan. Na linii frontu udają martwych. "Mają tylko karabiny"

Rosjanie, którzy walczą obecnie w Ukrainie, podczas ostrzału udają, że nie żyją, aby uniknąć śmierci. Wielu z nich nie jest przeszkolonych, brakuje im również broni oraz jedzenia. Wycofują się z frontu, za co grozi im sąd wojenny.

W związku z częściową mobilizacją w Rosji, wielu niedoświadczonych mężczyzn zostało wysłanych na front bez odpowiedniego przeszkolenia. Poborowi chcą się wycofać z linii frontu z powodu braku odpowiedniego sprzętu, jednak są straszeni sądem za dezercję. Dziennikarze niezależnego rosyjskiego magazynu "Nowa Gazieta" rozmawiali z żonami trzech mężczyzn, którzy trafili do Ukrainy i będą sądzeni przez sąd wojskowy.

Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Zobacz wideo Lasota: W marcu Morawiecki i Obajtek ogłaszali embargo na surowce z Rosji. Minęło 7 miesięcy, nie wydarzyło się nic

Wojna w Ukrainie. Rosjanie są wysyłani na linię frontu bez przeszkolenia

Żony trzech Rosjan, którzy zostali zmobilizowani do moskiewskiego 423. pułku strzelców zmotoryzowanych, przekazały, że ich mężom grozi obecnie sąd wojenny za opuszczenie linii frontu. Szkolenie mężczyzn miało polegać na wykopywaniu okopów przez kilka dni w lasach w obwodzie biełgorodzkim w Rosji. 14 października zostali przeniesieni do obwodu ługańskiego w Ukrainie. Rekrutami miało dowodzić dwóch mężczyzn, którzy zostali zmobilizowani w ten sam sposób - żaden z nich nie miał więc doświadczenia. Do swoich bliskich Rosjanie odezwali się 26 października i prosili o pomoc, ponieważ zostali uznani za dezerterów.

Irina, żona 24-latka wysłanego do Ukrainy, powiedziała, że kompania jej męża była ostrzeliwana przez ukraińskie wojsko przez 12 godzin. Wtedy też jeden z dowódców, który jeszcze żył, zarządził odwrót z frontu. Wyższe władze wojskowe kazały im wrócić na swoje stanowiska, zaopiekowano się jedynie rannym dowódcą. Reszcie zaoferowano wtedy hełmy, kamizelki kuloodporne i nowy sprzęt. Poinformowano ich również, że za dezercję grozi od pięciu do siedmiu lat więzienia. Kobieta przekazała, że teraz jej mąż ukrywa się w opuszczonym domu poza linią frontu we wsi Swatowo w obwodzie ługańskim. - Ich karty bankowe są zablokowane, są bez środków do życia, bez pieniędzy, bez jedzenia, bez wody - cytuje portal thedailybeast.com.

Wojna w Ukrainie. Elektrownia w Zaporożu całkowicie pozbawiona zasilania. Generatory mogą pracować przez 15 dniElektrownia w Zaporożu całkowicie odcięta od zasilania

Wojna w Ukrainie. Rosyjscy żołnierze udają martwych na linii frontu

Kolejne dwie kobiety również przyznały, że ich mężowie przez kilka dni byli szkoleni w kopaniu okopów, a po kilku dniach trafili na wojnę. - Mąż został zmobilizowany 27 września z Podolska pod Moskwą.  Powiedzieli mu, że zostanie w jednostce wojskowej przez dwa tygodnie i przejdzie badania lekarskie, ale 28 września mój mąż został wysłany pociągiem w okolice Biełgorodu, do pobliskiego lasu, przez pierwsze dwa, trzy dni kopali okopy - przekazuje jedna z kobiet, cytowana przez "Nową Gazietę".

Jak wynika z ich relacji, wielu żołnierzy przez wiele godzin leżało na ziemi i udawali, że nie żyją. Rosjanie mieli wtedy tylko karabiny maszynowe do obrony, a przeciwko nim były "moździerze, drony przelatywały nad nimi, a gdyby nawet poruszyli palcem, to dron natychmiast by wleciał i ich zniszczył" - przekazuje thedailybeast.com. - Oczywiście mam w sobie dużo oburzenia, ale to jest Rosja, muszę się z tym pogodzić - cytuje jedną z kobiet "Nowa Gazieta".

Rosja. Rekruci podczas ćwiczeń wojskowychRosja. Kaszel z krwią i problemy z oddychaniem. "Porucznik od nas ucieka"

Więcej o: