Minister Obrony Kosowa reaguje na oskarżenia Serbii. "Pretekst do zwiększenia liczebności wojsk przy granicy"

Minister Obrony Kosowa Armend Mehaj oświadczył, nie ma nic wspólnego z dronami szpiegującymi ruchy serbskich wojsk. Jednocześnie jego serbski odpowiednik powiedział, że loty dronów i innych obiektów ze strony Kosowa są obserwowane od kilku dni.

Kosowski szef resortu obrony napisał na swoim profilu społecznościowym, że oskarżenia, jakie we wtorek padły ze strony serbskiej, są fałszywe i służą zwiększeniu liczby wojsk serbskich przy granicy z Kosowem. Informacje takie nazwał szerzeniem paniki wśród obywateli zarówno Serbii, jak i Kosowa.

Serbskie media o dronach. MON Kosowa dementuje

W poniedziałek serbskie media informowały, że kosowskie drony wleciały na teren Serbii i obserwowały koszary wojskowe, a także ruchy wojsk w miejscowościach Raszka i Merdare przy granicy z Kosowem. Agencja Tanjug, powołując się na nieoficjalne źródło, podała nawet, że na rozkaz prezydenta Serbii poderwano wojskowe Migi 29.

We wtorek rano na antenie serbskiej telewizji państwowej zaprzeczył temu minister obrony Milosz Vuczević. Potwierdził natomiast, że od kilku dni serbska armia obserwuje loty dronów i innych obiektów znad Kosowa. Dlatego prezydent Serbii Aleksandar Vucić podniósł we wtorek gotowość serbskiej armii.

W odpowiedzi na doniesienia strony serbskiej minister obrony narodowej Kosowa napisał oświadczenie, w którym twierdzi, że oskarżenia te są fałszywe.

"W związku z oświadczeniem prezydenta Serbii Aleksandra Vucića w sprawie rzekomego przemieszczania nieznanych dronów z terytorium Republiki Kosowa [...] informujemy obywateli, że twierdzenia te są całkowicie fałszywe". Jak stwierdza polityk, jest to "tylko pretekst do zwiększenia liczebności wojsk serbskich przy granicy z Republiką Kosowa, jako środek szerzenia paniki wśród obywateli obu krajów".

Jak informuje Armend Mehaj jest to "próba zdestabilizowania Republiki Kosowa poprzez wzbudzanie strachu w serbskiej społeczności, naszych obywatelach, przed rzekomo brutalnymi środkami, które mają być podjęte przez instytucje rządowe, wobec wszystkich, którzy używają tablic z Serbii".

Zobacz wideo Belgrad. Protesty wsparcia dla Ukrainy po ogłoszeniu aneksji części ukraińskich ziem przez Putina

Kosowo, Serbia i spór o tablice rejestracyjne. USA i UE niezadowolone

Napięcie w regionie narasta w ostatnim czasie w związku z wprowadzeniem nowego prawa dotyczącego tablic rejestracyjnych. Zgodnie z nim posiadacze samochodów, którzy mieszkają w Kosowie, muszą wymienić tablice rejestracyjne na kosowskie. Sprawa dotyczy Serbów, którzy mieszkają w tym kraju i nadal używają rejestracji serbskich. Za brak wymiany tablic mają grozić surowe kary.

Sankcje za brak wymiany tablic rejestracyjnych będą się zwiększały z biegiem czasu. Od 1 listopada, przez trzy tygodnie kierowcy dostaną jedynie ostrzeżenie, potem do 21 stycznia za niezastosowanie się do przepisów będzie grozić grzywna w wysokości 150 euro. Ostatecznie po 21 kwietnia przyszłego roku używanie serbskich tablic rejestracyjnych przez osoby zamieszkałe w Kosowie będzie nielegalne.

Od 1 listopada kosowska policja zaczęła wydawać pouczenia dla mieszkańców tego kraju, którzy nie wymienili tablic rejestracyjnych wydawanych przez kosowskie władze. Pierwsza osoba dostała pisemne pouczenie wraz z wytycznymi jak przerejestrować samochód po północy, czyli w momencie rozpoczęcia obowiązywania spornego prawa. Mieszkająca w Kosowie Serbka, która przekroczyła przejście między Serbią a Kosowem w Jarinje powiedziała portalowi KosovoOnline, że na razie nie będzie zmieniać tablic, chyba że takie będzie oficjalne stanowiska władz w Belgradzie.

Decyzję kosowskich władz skrytykowały zarówno Stany Zjednoczone, jak i Unia Europejska. Zgodnie z umową zawartą kilka lat temu wprowadzenie jednolitych tablic rejestracyjnych miało być poprzedzone rocznym okresem przejściowym. Dlatego wezwano premiera Albina Kurtiego do odroczenia egzekucji prawa o kolejne dziesięć miesięcy.

Więcej o: