Lula da Silva siedział w więzieniu, teraz powraca w chwale. "Brazylia wybrała nadzieję", "nasz feniks"

Niecałe dwa punkty procentowe - taką przewagę uzyskał Lula da Silva nad Jairem Bolsonaro. Były prezydent Brazylii po ponad dziesięciu latach wraca na najwyższe stanowisko w państwie. W tym czasie siedział m.in. w więzieniu.

Luiz Inacio Lula da Silva po raz trzeci obejmie urząd prezydenta Brazylii. W niedzielę pokonał urzędującego od 2019 roku prezydenta Jaira Bolsonaro, skrajnie prawicowego polityka, populisty i nacjonalisty, łamiącego prawa człowieka i regulacje środowiskowe.

Próbowali pochować mnie żywcem, a teraz jestem tutaj. Jestem tutaj, aby rządzić w bardzo trudnej sytuacji. Ale wierzę w Boga - i że z pomocą naszego narodu znajdziemy wyjście dla tego kraju

- powiedział da Silva w niedzielnym przemówieniu po ogłoszeniu wyników, które potwierdziły jego trzecie zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Słowa prezydenta elekta przytacza AP

Lula da Silva zwyciężył w pierwszej turze głosowania 2 października, prowadził też w sondażach, ale przewaga nad Jairem Bolsonaro nie była duża. Ostatecznie, jak podali urzędnicy wyborczy po przeliczeniu prawie wszystkich głosów, w drugiej turze głosowania Lula uzyskał 50,83 procent głosów, a jego rywal 49,17 procent. AP zwraca uwagę, że były to najbardziej zacięte wybory w Brazylii od czasu powrotu do demokracji w 1985 roku. Różnica głosów wyniosła nico ponad 2 miliony.

Dziś jedynym zwycięzcą jest naród brazylijski. To zwycięstwo ruchu demokratycznego, który uformował się ponad partiami politycznymi, osobistymi interesami i ideologiami, dzięki czemu demokracja wyszła zwycięsko

- mówił po ogłoszeniu wyniku wyborów Lula, którego cytuje Associated Press i nazywa jego powrót do polityki "oszałamiającym".

Więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata na stronie głównej Gazeta.pl

Zobacz wideo O co walczy inicjatywa Wschód? Wyjaśnia organizatorka protestu

Wybory prezydenckie w Brazylii. "Najpopularniejszy polityk na Ziemi"

77-letni Lula da Silva jest związany z lewicową Partią Pracujących. Urząd prezydenta Brazylii pełnił wcześniej przez dwie kadencje, w latach 2003-2011. Odchodził z poparciem 80 proc. Brazylijczyków. Lata jego rządzenia przypadły na rozwój gospodarczy państwa. Wprowadzane przez niego reformy prospołeczne znosiły nierówności społeczne i umożliwiły awans i rozwój dużej grupie obywateli. Dzięki niemu brazylijska klasa średnia powiększyła się o dziesiątki milionów obywateli. Barack Obama nazwał go "najpopularniejszym politykiem na Ziemi".

Jednak po ośmiu latach popularności i powszechnego wsparcia narodu przyszedł czas kłopotów z prawem. Były prezydent stanął przed sądem. W 2014 r. wszczęto śledztwo w sprawie korupcji wśród najwyższych urzędników państwowych, polityków i przedstawicieli wielkiego biznesu. W 2016 r. Lula ponownie był obiektem śledztwa, w wyniku którego skazano ponad 80 osób. Rok później sąd skazał go za korupcję (przyjęcie łapówek wartych 1,2 mln dol.) na 9,5 roku więzienia. W tamtej chwili był liderem sondaży przed wyborami prezydenckimi zaplanowanymi na 2018 rok, z których ostatecznie musiał się wycofać.

8 kwietnia 2018 r. da Silva rozpoczął odsiadywanie wyroku - ostatecznie zasądzono 8 lat i 10 miesięcy pozbawienia wolności. W kolejnym roku Sąd Najwyższy Brazylii orzekł, że przepisy kodeksu karnego przewidujące skierowanie skazanego do więzienia przed wyczerpaniem wszystkich możliwości odwoławczych są niezgodne z Konstytucją. Lula został zwolniony, a w 2021 r. sędzia Sądu Najwyższego unieważnił wyroki skazujące.

Były prezydent przystąpił do wyścigu o trzecią kadencję prezydentury. Jego przeciwnik Jair Bolsonaro wielokrotnie i bez żadnych dowodów twierdził, że w wyborach możliwe są manipulacje. Politolodzy zwracali uwagę, że Bolsonaro, podobnie jak Donald Trump, którego poparciem się cieszył, jeśli przegra, nie zaakceptuje porażki i spróbuje podważyć wyniki wyborów. Jair Bolsonaro jest pierwszym w historii Brazylii prezydentem, którego nie wywalczył reelekcji.

Wybory prezydenckie w Brazylii. Lula da Silva wybrany na trzecią kadencję

Nie mierzyliśmy się z przeciwnikiem. Staliśmy twarzą w twarz z machiną państwa brazylijskiego, którą ten przeciwnik miał do dyspozycji, abyśmy nie mogli wygrać wyborów

- powiedział da Silva do tłumu w Sao Paulo. Na Twitterze zamieścił zdjęcie flagi i podpisał: "Demokracja".

Lula da Silva obiecuje rządy ponadpartyjne. Zobowiązał się do zwiększenia wydatków na biednych, przywrócenia relacji z zagranicznymi rządami i podjęcia śmiałych działań w celu wyeliminowania nielegalnego wycinania lasów deszczowych Amazonii. Zapowiedział również stworzenie ministerstwa dla rdzennej ludności Brazylii, na którego czele stanie osoba pochodząca właśnie z grupy rdzennych mieszkańców kraju.

Brazylia. Gratulacje dla Luli da Silvy. "Z niecierpliwością czekam na współpracę" 

Zwycięstwa w wyborach prezydenckich pogratulowali Luli przywódcy Stanów Zjednoczonych, Francji i innych krajów zachodnich i latynoamerykańskich.

Z niecierpliwością czekam na współpracę

- powiedział prezydent USA Joe Biden. Premier Kanady Justin Trudeau napisał na Twitterze: "Naród brazylijski przemówił. Nie mogę się doczekać współpracy z Lulą da Silvą w celu wzmocnienia partnerstwa między naszymi krajami, osiągnięcia dobrych rezultatów dla Kanadyjczyków i Brazylijczyków oraz realizacji wspólnych priorytetów - takich jak ochrona środowiska. Gratulacje, Lula!"

Prezydent Francji podkreślił w swoich gratulacjach, że wynik wyborów otworzył "nową kartę" w historii Brazylii. "Razem połączymy siły, aby podjąć wiele wspólnych wyzwań i odnowić więzy przyjaźni między naszymi dwoma krajami" - napisał Emmanuel Macron. 

Premier Hiszpanii Pedro Sánches napisał, że Brazylia, jedna z największych demokracji świata, "zdecydowała się postawić na postęp i nadzieję".

Zwolennicy Luli, którzy z nim świętowali zwycięstwo, podkreślali, że są świadkami doniosłej i historycznej chwili. 

Płakałam, kiedy trafił do więzienia. Teraz płaczę, bo on przywróci w Brazylii normalność. Może to zrobić, ma charyzmę, aby to zrobić. On jest naszym feniksem. Najważniejszy prezydent w historii Brazylii

- powiedziała Claudia Marcos, 56-letnia historyczka, w rozmowie z AP.

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina >>>

Więcej o: