Atak rakietowy na Kijów. Rosyjski propagandysta: Ukraińskie wodociągi wspierają wojnę

W poniedziałek rosyjskie rakiety spadły w Kijowie na budynki mieszkalne, place zabaw i samochody, ale kremlowski propagandysta Konstantin Dołgow utrzymuje, że "ataki nie były skierowane przeciwko infrastrukturze cywilnej". Na antenie proputinowskiej telewizji przekonywał, że teraz "każdy wodociąg działający w Ukrainie pracuje na rzecz ukraińskiego wojska". Jego zdaniem atak w Kijowie to element "operacji antyterrorystycznej".

Konstantin Dołgow, dawny rosyjski komisarz ds. praw człowieka, wystąpił w propagandowym programie "60 minut" w stacji Rossija 1. Skomentował poniedziałkowy zmasowany atak Rosji na ukraińskie miasta. Stwierdził, że to "punkt zwrotny w operacji specjalnej [wojnie z Ukrainą - red.] i ogólnie w konflikcie rosyjsko-ukraińskim". Przekonywał, że "Zełenski i jego ekipa swoimi działaniami wprowadzili Ukrainę na ścieżkę autodestrukcji".

Ukraina po rosyjskim ataku rakietowym - zdjęcie ilustracyjne"Forbes" obliczył, ile kosztował Rosję poniedziałkowy atak rakietowy na Ukrainę

Rosja. Propagandysta wmawia widzom, że ukraińskie wodociągi to infrastruktura wojenna

- Ataki nie były skierowane przeciwko infrastrukturze cywilnej. To trzeba zrozumieć: teraz każdy wodociąg działający w Ukrainie to infrastruktura wojenna. Każdy ukraiński wodociąg wspiera wojnę i pracuje na jej rzecz - mówił Dołgow.

Więcej informacji na temat wojny w Ukrainie znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl >>>

Następnie rosyjski propagandysta przedstawił pogląd, że większość Ukraińców nie chce wojny, ale odwrócił to na korzyść Rosji i stwierdził, że Ukraińcy sprzeciwiają się nie rosyjskiej inwazji, lecz "ukraińskiej propagandzie".

Chwilę potem wygłosił kolejną kuriozalną opinię, że "trwa wojna, a Rosja walczy w niej przeciwko terroryzmowi" - ta sama Rosja, której wojska zabijają, gwałcą, torturują i okradają ukraińskich cywilów.

- Rosja nie przegrywa, lecz wygrywa - dodał też Dołgow.

Dmitrij MiedwiediewUkraińskie służby wydały list gończy za Miedwiediewem i Zacharową. "Zamach"

- Dzisiejszy atak pokazał, że mamy wiele możliwości realizowania naszych strategicznych celów i zadań bez przekraczania pewnych poważnych granic - bez względu na to, jak bardzo jesteśmy do tego popychani - stwierdził zgodnie z linią Kremla Dołgow, dla którego ostrzeliwanie cywilów najwyraźniej nie jest dość poważną granicą. - Jeśli [Ukraińcy - red.] będą chcieli dalej walczyć, to każdego dnia będą tracili kolejne zasoby do wojny, zarówno ludzkie jak i materialne - podsumował.

Wypowiedź Konstantina Dołgowa udostępniła w sieci Julia Davis, dziennikarka portalu The Daily Beast, zajmująca się monitorowaniem propagandy w rosyjskich mediach. "Konstantin Dołgow, były rosyjski komisarz ds. praw człowieka, twierdzi, że ukraińskie instalacje wodno-kanalizacyjne 'wspierają wojnę' i dlatego legalnie są celami wojskowymi. Ma nadzieję na kolejne uderzenia i pyta: 'Czy oni już jęczą? Czy już wyją?'" - napisała.

Rosjanie zaatakowali ukraińskie miasta

W poniedziałek (10 października) rosyjska armia masowo ostrzeliwała ukraińskie miasta i krytyczną infrastrukturę. Sztab Generalny Ukrainy podał, że Rosjanie przeprowadzili w sumie 61 ataków rakietowych i 32 naloty oraz 92 ataki z wyrzutni rakietowych. 73 cele powietrzne (w tym 46 pocisków manewrujących i 27 dronów) zostały zniszczone przez ukraińską obronę przeciwlotniczą.

Zobacz wideo Zełenski zwrócił się do Rosjan: Trzymajcie się z dala od naszej ziemi, naszej duszy i naszej kultury.

W wyniku zmasowanego ostrzału została uszkodzona infrastruktura ponad 30 ukraińskich miast. To przede wszystkim: Kijów, Lwów, Żytomierz, Tarnopol, Chmielnicki, Konotop, Charków, Krzywy Róg, Zaporoże, Mikołajów i Odessa. Państwowe władze podają, że zginęło co najmniej 19 cywilów, a 105 zostało rannych. Ataki Rosjan spowodowały też przerwy w dostawach prądu w wielu obwodach. W ocenie ukraińskiego dowództwa wciąż istnieje zagrożenie kolejnymi ostrzałami.

Więcej o: