"Chcemy uratować ojca, przywrócić go do życia". Przejmujący apel córki ukraińskiego jeńca

Rodzina pana Leonida wciąż ma nadzieję, że ojciec, dziadek i mąż wróci do domu. Mężczyzna od sześciu miesięcy przebywa w rosyjskiej niewoli. Wcześniej bronił Azowstalu. - Chcemy jak najszybciej uratować ojca, przywrócić go do życia, dlatego pukamy do wszystkich drzwi, błagając o pomoc - mówi w rozmowie z Gazetą.pl pani Katia, córka ukraińskiego żołnierza.

W niewoli rosyjskiej przetrzymywanych jest ponad dwa tysiące ukraińskich żołnierzy, którzy bronili Mariupola. Jeńcy przebywają w dramatycznych warunkach. Niektórzy nie mają dostępu do odpowiedniej ilości jedzenia, bieżącej wody czy leków. Rosyjska strona utrudnia także pozyskanie informacji. Ich najbliżsi żyją jedynie nadzieją, że kiedyś spotkają się ze swoim bratem, mężem, ojcem, dziadkiem, członkiem rodziny czy przyjacielem. 

Więcej informacji na temat wojny w Ukrainie na stronie głównej Gazeta.pl

Tak jak pani Katia z Mariupola. Ona i jej rodzina wciąż czekają na wiadomość od Leonida, żołnierza, który walczył w obronie zakładów Azowstalu i od przeszło sześciu miesięcy jest w rosyjskiej niewoli. 

Miała być emerytura - było wezwanie do walki 

Pan Leonid przed rozpoczęciem wojny pracował przez osiem lat jako ratownik w Ministerstwie ds. Sytuacji Nadzwyczajnych. - Przez lata uratował wiele osób, dzieci. Niektórzy rodzice pisali do gazet, dziękując mu za pomoc. Był też przypadek, gdy tata uratował kota spod gruzów płonącego domu - opowiada Gazeta.pl pani Katia, córka Leonida.

Po wielu latach pracy pan Leonid ze względu na wiek musiał opuścić swoje stanowisko w resorcie. W 2019 roku został przyjęty do ukraińskiej Państwowej Straży Granicznej. Jesienią tego roku miał przejść na emeryturę. - Chciał chodzić na ryby i bawić się z wnukami. Ale ta cholerna wojna zadecydowała inaczej. 24 lutego - straszny dzień dla wszystkich Ukraińców - dodaje.

Pani Katia razem z rodziną mieszka w Mariupolu, mieście, które podczas inwazji zostało w znacznym stopniu zniszczone. Podczas rozmowy przypomina sobie dzień ataku Rosjan.

- Nasze miasto zaczęło być ostrzeliwane o czwartej rano. Zadzwonił telefon, ojciec został wezwany do służby, tak dowiedzieliśmy się, że zaczęła się wojna. Przygotował się i poszedł do pracy. Początkowo utrzymywaliśmy kontakt z tatą, dzwonił do mamy raz na dwa dni. Było tak spokojnie usłyszeć jego głos. Niestety wkrótce znaleźliśmy się na terenie okupowanym, przez to nie było żadnej łączności z ojcem - opowiada Ukrainka.

Pewnego dnia pan Leonid zadzwonił do siostry Katii. W słuchawce kobieta usłyszała tylko: "Dzwonię, żeby się pożegnać, powiedzieć mamie, że bardzo ją kocham". - Moja siostra nie miała odwagi powiedzieć nam o tym wyznaniu. Jakieś trzy dni po tym, jak wyszliśmy z okupacji i przyszliśmy do mojej siostry, zadzwonił telefon mojej matki. Na ekranie pojawiło się ważne imię. Potem usłyszeliśmy głos mojego taty. Nie zdradził nam swojego położenia, wiedzieliśmy tylko, że jest w Mariupolu - mówiła dalej.

Pani Katia mówiła nam, że SMS-y od jej ojca przychodziły raz na tydzień lub dwa. - Były wiadomości z krótkim: "Żyję, kocham wszystkich". Po tych słowach świat, który był czarno-biały, mienił się jaskrawymi kolorami - stwierdza.

Pan Leonid nigdy nie przekazał informacji, w jakim miejscu jest i jaki jest jego stan zdrowia.

Zobacz wideo Rozmowa Łukasza Kijka z Antonem Heraszczenką - doradcą MSW Ukrainy

"Nie wyjdziemy stąd żywi. Bardzo was wszystkich kocham"

Pewnej nocy obudził ją telefon od ojca. W słuchawce usłyszała: "Nie wyjdziemy stąd żywi. Samoloty wroga nad nami. Nie ma wyjścia. Bardzo was wszystkich kocham". - Na to odpowiedziałam: "Wszystko będzie dobrze, tato", na co on odparł: "Córko, jeśli będziesz miała syna, nazwij go po mnie, żeby pamięć o mnie pozostała". Na tym zakończyła się rozmowa telefoniczna. Czy mam powiedzieć, że płakaliśmy? Nie! Szlochałyśmy. Nie mogłyśmy uwierzyć własnym uszom. Wtedy też wszystko stało się jasne, gdzie był mój ojciec. Był w Azowstalu - mówi nam pani Katia.

Dla kobiety każda informacja o ataku na zakład była bardzo bolesna i przerażająca. Przerażające było oglądanie wiadomości, słuchanie kolejnych informacji. Pewnego dnia zauważyła na jednej z fotografii udostępnionych w internecie swojego ojca. - Nagłośniliśmy w sieciach społecznościowych informację o odblokowaniu miasta, następnie o uratowaniu naszych wojskowych, którzy zostali otoczeni przez wroga w zakładach Azowstalu. Stało się jednak inaczej. Zaczęła się ewakuacja. Ta przerodziła się w prawdziwą niewolę, która trwa już sześć miesięcy - opowiada Ukrainka.

Apel Ukrainki: Chcemy uratować ojca, przywrócić go do życia

- Nie wiemy, gdzie jest mój ojciec, czy wszystko z nim w porządku, bo ma problemy zdrowotne. Nie mamy żadnych informacji, a specjalne organizacje nie mogą nam ich dostarczyć. Jest nam teraz bardzo ciężko. My nie żyjemy, my tylko istniejemy. Życie się zatrzymało, świat stał się szary. W każdej sekundzie myślimy o naszym ojcu. Chcemy jak najszybciej uratować ojca, przywrócić go do życia, dlatego pukamy do wszystkich drzwi, błagając o pomoc - dodaje. 

24 października pan Leonid obchodzi swoje urodziny. Jego córka ma nadzieję, że ten dzień spędzi z rodziną. - Zawsze robiliśmy wesołe święto z pysznym tortem. [...] Jego wnuki bardzo czekają na dziadka. Najstarszy ma dziewięć lat, najmłodszy trzy lata. Oni mówią: "Nasz dziadek chroni wszystkich" - stwierdza.

Wnuki pana Leonida cały czas czekają na dziadka. Liczą, że w tym szczególnym dniu będą mogli złożyć życzenia, pokazać laurki. - Z niecierpliwością czekamy na jego powrót. Czekamy, aż zobaczymy szczęśliwy uśmiech i kochane oczy mojego ojca - mówi z przejęciem.

Rosjanie uwolnili część obrońców Mariupola. "Mieliśmy wielką nadzieję, że zostanie wymieniony"

22 września w ramach wymiany jeńców Rosja zwolniła 215 uwięzionych Ukraińców. Wśród nich nie było pana Leonida. Jego rodzina ciągle jednak ma nadzieję, że możliwie najszybciej także zostanie wymieniony.

- Mieliśmy nadzieję, że zadzwonią do nas i powiedzą, że nasz ojciec został wymieniony i jest już w Ukrainie. Bolesne było, że do tego nie doszło - podsumowuje Ukrainka.

Niestety rodzina pana Leonida wciąż nie ma informacji o stanie zdrowia mężczyzny. Rosyjska strona nie udziela żadnych informacji. Wszystkie organizacje przekazują ten sam komunikat. Procedura wymiany więźniów trwa zbyt długo, ponieważ Rosja nie chce się na nią godzić. 

Więcej o: