Ekspert: Państwa postsowieckie wiedzą, że Rosja jest zdolna do rzeczy, które w głowach się nie mieściły

- Rosja pokazała, że jest bardzo niebezpieczna, ale też rażąco nieskuteczna - ocenia w rozmowie z Gazeta.pl Krzysztof Strachota, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich. Jego zdaniem Moskwy traci autorytet na Kaukazie i w Azji Centralnej, choć państwa tego regionu poważnie traktują zagrożenia, które generuje, także nuklearne. - Wielokrotnie w swojej historii przekonali się, że Rosja jest zdolna do robienia rzeczy, które w głowach się nie mieściły - podkreśla Strachota.

Ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich Krzysztof Strachota w rozmowie z Gazeta.pl odnosi się do ostatnich napięć i słabnącej pozycji Rosji w regionie Azji Centralnej i Kaukazu.

Sukcesy Ukrainy na froncie, fiasko powszechnej mobilizacji, słabnący autorytet Putina... Czy to wszystko sprawia, że spada pozycja Rosji w regionie Kaukazu i Azji Centralnej?

Ostatnie sukcesy militarne Ukrainy są tutaj jednym z czynników, które wpasowują się w pewien trend erozji pozycji Rosji w tym regionie, co jest widoczne od początku wojny. Rosja pokazała, że jest bardzo niebezpieczna, ale też rażąco nieskuteczna. Jest strach, że Moskwa gotowa jest podważyć integralność terytorialną i suwerenność na całym obszarze postsowieckim.

Większość argumentów, którymi Moskwa uzasadniała inwazję na Ukrainę, można odnieść również do Kazachstanu. To także kraj graniczny, ma mniejszość rosyjską i stosunkowo późno uzyskał status z republiki sowieckiej w ramach ZSRR, a Rosja interweniowała tam zbrojnie w styczniu tego roku. W Kazachstanie sprzeciw wobec inwazji na Ukrainę był od początku bardzo mocno widoczny. W całym regionie nikt Rosji nie poparł, każdy próbuje wykorzystać jej słabość i się wzmocnić. Porażki na froncie, obok izolacji międzynarodowej, wzmacniają tylko ten trend.

Pozycja Rosji w całym regionie spada i na pewno ma to wpływ na przetasowanie tego regionu i konieczność dostosowania się do nowych realiów.

Więcej najnowszych informacji przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Coraz więcej słyszymy o kolejnych napięciach w regionie. Ostatnie walki między Armenią i Azerbejdżanem czy starcia na granicy kirgisko-tadżyckiej pokazują, że na obrzeżach byłego Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich dochodzi do kolejnych tarć. 

O tych konfliktach nie możemy myśleć tylko w kategoriach słabnącej pozycji rosyjskiej. Konflikt na linii Armenia-Azerbejdżan narastał, gdy Rosja była absolutnie silna (w 2020 Azerbejdżan odbił większość spornego obszaru Górskiego Karabachu). Tegoroczne starcia mają związek z wojną w Ukrainie, ale mają też swoją własną logikę i zakorzenienie znacznie głębiej.

Zobacz wideo Zełenski zwrócił się do Rosjan: Trzymajcie się z dala od naszej ziemi, naszej duszy i naszej kultury.

Walki między Tadżykistanem a Kirgistanem wybuchały co roku, każdej wiosny. W tym roku wybuchły na jesieni i były ostrzejsze niż dotychczas. To są dawne problemy, które w tych realiach, słabnącej pozycji Moskwy, nabierają zupełnie nowej wagi. To wszystko składa się na kryzys całego systemu rosyjskiego, w którym Rosja odgrywała najważniejszą rolę, ale nigdy nie miała bezwzględnej władzy i sprawczości. Jak w Tadżykistanie, Kirgistanie, Armenii czy Azerbejdżanie.

Pekin będzie chciał zająć pozycję i przejąć autorytet Rosji w regionie?  

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś mógłby całkowicie zastąpić Rosję, sprawić, że ona zniknie z całym swoim dorobkiem. Bez wątpienia jednak rośnie znaczenie Chin w regionie. W czasie ostatniej wizyty Xi jinpinga w Astanie (stolica Kazachstanu - przyp. red) przekazał on, że ma swoją wizję porządku regionalnego, który niekoniecznie pokrywa się z rosyjską wizją. Zaznaczył również, że Pekin opowiada się za stabilnością, integralnością terytorialną i suwerennością tych państw. Nie oznacza to jednak, że zamierza się skonfrontować z Rosją na tym terenie, a raczej aktywniej uczestniczyć w pewnym procesie, który nie jest zero-jedynkowy.

Kolejny duży gracz - Turcja, też nie ogląda się już na rosyjskie interesy.

Turcję z Rosją łączą skomplikowane relacje. Z jednej strony to strategiczna współpraca i oglądanie się na siebie, a z drugiej strategiczna rywalizacja, która trwa od bardzo wielu lat. Obserwujemy proces wzmacniania się Turcji, jej wchodzenia w region. Akcentowanie swoich interesów i sprawczości np. w Azerbejdżanie jest widoczne od lat, lecz teraz te działania przyspieszyły. Turcja pokazuje, że jest gotowa wspierać sytuację, w której Armenia, sojusznik rosyjski, jest bezkarnie atakowana przez Azerbejdżan. Nie oznacza jednak, że może ona zastąpić Rosję w skali całego regionu. Może natomiast znacząco osłabić jej pozycję.

Zarówno Turcja jak i Chiny stopniowo osłabiają pozycję rosyjską, łamią jej dotychczasowy monopol na obszarze postsowieckim. Jest to skomplikowana relacja, w której Chiny i Turcja rywalizują z Rosją, a jednocześnie z nią współpracują. Dostosowują się do nowych realiów, kanalizują pewne procesy, które Moskwa wywołała. Oba kraje chciałyby kontrolować te procesy i minimalizować straty, a jednocześnie zwiększać pole dla swoich zysków. Rosja tego procesu nie jest w stanie zatrzymać, a tym bardziej odwrócić w wyobrażalnej perspektywie czasowej.

Gen. David PetraeusCo, gdyby Putin użył broni jądrowej? "USA zniszczyłyby rosyjskie wojska"

Jakie kluczowe zmiany możemy zaobserwować w najbliższych miesiącach w tym regionie? 

Możemy spodziewać się napięć i zmian. Od wielu miesięcy dojrzewa proces porozumienia politycznego między Armenią i Azerbejdżanem - niezależnie od tych ostrych starć. Jeśli do ugody dojdzie, to będzie to kolejny efekt słabości rosyjskiej. Armenia, która jest sojusznikiem Moskwy, ostatecznie zrezygnowałaby wtedy z rosyjskiego parasola. Byłaby to fundamentalna zmiana dla regionu, ale też międzynarodowej pozycji Rosji.

Oczywiście, że jesteśmy w stanie sobie wyobrazić wiele konfliktów dużo bardziej niebezpiecznych, ale to wszystko zależy od tego, jak rozwinie się wojna w Ukrainie i co stanie z samą Rosją.

Jak Kazachstan poradzi sobie z napływem Rosjan, którzy uciekają obecnie przed mobilizacją?

Obserwujemy, że zauważalnie wzrosły ceny wynajmu mieszkań, zauważamy przewóz pieniędzy, przenoszenie interesów. To doraźna korzyść ekonomiczna, ale też element rozstroju całego systemu postsowieckiego. To postawienie dużego znaku zapytania pod całą siecią powiązań między gospodarką, społeczeństwem, armią, w których Rosja odgrywała główną rolę. Siłą rzeczy zmiana tego systemu będzie powodowała tarcia, a może nawet duże problemy.

Pozostaje pytanie co zrobi z tą przemianą świat zewnętrzny. Do jakiego stopnia Chiny, Turcja, UE czy Amerykanie będą gotowi uczestniczyć w tych procesach. Ponad wszelką wątpliwość mógłbym powiedzieć, że dokonuje się istotny demontaż systemu postsowieckiego, w którym Rosja pełniła istotną rolę. Cokolwiek by się nie wydarzyło, nie ma mowy do powrotu do automatycznego stanu rzeczy sprzed roku, czy kilku lat.

Mobilizacja w RosjiFiasko mobilizacji na wschodzie Rosji. Połowa rekrutów odesłana do domu

Jak państwa regionu Kaukazu i Azji Centralnej postrzegają groźby nuklearne?

Nie ma wiążących reakcji Kaukazu i Państw Azji Centralnej wobec gróźb nuklearnych. Może za wyjątkiem Kazachstanu, który wyraźnie podniósł ten temat. Kasym-Żomart Tokajew (prezydent kraju - przyp.red) był mocno zaangażowany w rozwiązywanie nuklearnych problemów Kazachstanu jak i tych międzynarodowych.

Cały ten region poważnie traktuje zagrożenia, które generuje Rosja. Także w kwestiach nuklearnych poważnie biorą to pod uwagę i się tego obawiają, choć głośno o tym nie debatują, wiedząc, że nie wpłynie to na decyzje Putina. Wielokrotnie w swojej historii przekonali się, że Rosja jest zdolna do robienia rzeczy, które w głowach się nie mieściły. Z niepokojem patrzą na groźby Rosji i ewentualne konsekwencje.

Więcej o: