Ukraińcy znów pokazują Rosjanom, jak to się robi. Słaby punkt, silny atak i jest przełamanie

Ukraińskie wojsko nie daje złapać oddechu wrogowi. Zaskakujący i silny cios zdruzgotał rosyjskie linie obronne na północy obwodu Chersońskiego. W ciągu doby Ukraińcy mieli się posunąć naprzód o kilkadziesiąt kilometrów. Sytuacja jest niejasna, ale na pewno bardzo ciężka dla Rosjan.

Wszystko to się dzieje równolegle do dalszych ukraińskich postępów na drugim końcu frontu, w Donbasie. Uwaga wszystkich, w tym zapewne rosyjskiej armii, od wielu dni skupiała się tam. Po zdobyciu Łymania Ukraińcy idą dalej naprzód, zmuszając Rosjan do rzucania tam wszelkich dostępnych rezerw.

Burza po długiej ciszy

Korzystając z tego faktu, ukraińskie wojsko przygotowało silny cios w rejonie Chersonia. Dokładniej w pasie nad prawym brzegiem Dniepru, na południe od Krzywego Rogu. Linia frontu nie przesunęła się tam od wiosny i przebiegała niedaleko wioski Zołota Bałka, leżącej nad wielką rzeką. Na przełomie sierpnia i września Ukraińcy próbowali tam atakować w ramach swojej ograniczonej ofensywy, ale zostali zatrzymani i Rosjanie utrzymali swoje pozycje. Potem nie dochodziło tam do poważniejszych walk. Generalnie w całym obwodzie Chersońskim od około dwóch tygodni panowała względna cisza. Po bardzo ograniczonych sukcesach we wrześniu i poniesieniu odczuwalnych strat, Ukraińcy zaprzestali większych ataków.

Jak teraz się okazuje, była to cisza przed burzą. Ukraińcy zgromadzili nad brzegiem Dniepru znaczne siły. Jak twierdzi Jarosław Wolski, dwie pełne brygady, co oznacza znaczne siły liczące około pięciu tysięcy ludzi.

Tak jak dotychczas Rosjanie raczej zauważali koncentrację ukraińskich oddziałów przed ofensywami i pisali o tym rosyjscy blogerzy, to teraz nie było takich sygnałów. Dopiero po fakcie niektórzy piszą, że żołnierze na froncie alarmowali o gromadzeniu ukraińskich sił, ale zostali zignorowali przez oficerów. To standardowa obecnie wśród rosyjskich blogerów narracja o dobrych żołnierzach i głupich oficerach, choć taki scenariusz nie jest nierealny. Efekt uderzenia Ukraińców wskazuje na to, że ich przygotowania pozostały niezauważone, zostały zignorowane, lub po prostu Rosjanie nie mieli już żadnych rezerw do wzmocnienia Oborny.

Ukraińcy mieli runąć na Rosjan wczoraj, w niedzielę. Swoje uderzenie podobno tak zaplanowali, że nastąpiło w czasie, kiedy po drugiej stronie linii frontu dochodziło do rotacji wojsk. Z pozycji obronnych mieli się wycofywać zmęczeni wieloma tygodniami walk żołnierze wojsk powietrznodesantowych, i być zastępowani gorszej jakości żołnierzami tak zwanych separatystów donbaskich. Tak rotacja zawsze wprowadza pewien chaos i ogranicza skuteczność obrony. Dlatego powinna być prowadzona skrycie. Uderzenie w takim momencie oznacza wielki sukces ukraińskiego wywiadu i jest dowodem na sprawność całego systemu dowodzenia, który zręcznie wykorzystał pozyskane informacje.

Ukraińcy pokazują, jak to się robi

Szczegóły walk nie są znane, ale efekty mówią same za siebie. W ciągu doby Ukraińcy mieli rozerwać rosyjską obronę na szerokości około 20 kilometrów i wtargnąć w głąb okupowanego terenu na ponad 20 kilometrów. Ostatnie doniesienia ze strony Rosjan mówią o próbie stawiania oporu w rejonie wsi Dudczany, leżącej na brzegu Dniepru. Od niej w głąb lądu biegnie niewielka zatoczka i będący jej przedłużeniem duży jar, oferujący dogodne miejsce do oporu.

Przypuszczalny zasięg ukraińskich sukcesów. Stan na niedzielę wieczórPrzypuszczalny zasięg ukraińskich sukcesów. Stan na niedzielę wieczór Fot. @Suriyakmaps/Twitter

Mapa w większej rozdzielczości

Wśród zdezorientowanych i zszokowanych rosyjskich blogerów zajmujących się tematyką militarną, w niedzielę wieczorem krążyły sugestie, jakoby Ukraińcy byli już znacznie dalej, w rejonie miasta Berysław. Oznaczałoby to jednak pokonanie w ciągu doby ponad 70 kilometrów, co jest właściwie nierealne, przynajmniej w tej wojnie. W nocy pojawiły się też nagrania z miasta, na których nie było słychać i widać żadnych walk, co raczej rozwiewa wątpliwości.

Nie sposób jeszcze powiedzieć, co jest celem Ukraińców. Może to być długi rajd blisko rzeki na południe, celem dotarcia jak najbliżej absolutnie kluczowej rosyjskiej trasy zaopatrzeniowej w rejonie zapory Kachowka. Byłoby to jednak ryzykowne, bo to prawie 100 kilometrów, a na flance nacierających oddziałów zostałyby znaczne rosyjskie siły. Wszystkie dotychczasowe ukraińskie uderzenia były raczej ostrożne i metodyczne. Jest więc możliwe, że Ukraińcy będą się starali teraz odciąć rosyjskie oddziały ciągle zajmujące pozycje obronne na zachód od włamania. Ogólny zarys takiej potencjalnej operacji zaczęli już rysować na mapkach rosyjscy blogerzy.

Można spekulować, że taki scenariusz byłby znacznie gorszy dla Rosjan, bo gdyby chcieli za wszelką cenę bronić obecnych pozycji, to ryzykowaliby wpadnięciem w okrążenie i zniszczeniem. Chcąc tego uniknąć, musieliby albo zatrzymać Ukraińców natychmiast, albo się szybko wycofywać, porzucając dobre pozycje obronne i prawdopodobnie znaczną część ciężkiego sprzętu. Tak jak podczas niedawnych ukraińskich ofensyw na wschodzie kraju.

Na razie za wcześnie jednak przesądzać o rozwoju sytuacji. Rosjanie przez ponad miesiąc generalnie skutecznie bronili się w tym rejonie, pomimo ciężkiej sytuacji zaopatrzeniowej. Początkowy sukces Ukraińców jest jednak ewidentny. Po raz kolejny pokazują, że są w stanie skutecznie bić Rosjan przy użyciu w sumie prostej strategii. Raz po razie wyszukują słabe punkty rosyjskiej obrony, gromadzą na małym odcinku przeważające siły i uderzają, dobrze koordynując działanie wywiadu, sił specjalnych, artylerii, rozpoznania i wojsk zmechanizowanych. Niby wojskowe abecadło, ale jednak w tej wojnie tylko Ukraińcy potrafią je skutecznie wdrażać w życie. Słabość rosyjskiego systemu dowodzenia, brak elastyczności i niska jakość wyszkolenia są na tym tle ewidentne.

Zobacz wideo
Więcej o: