Rosja. Rekruci w pigułce: piją, biją się i kłócą z przełożonymi. "Nie nadają się do walki"

Rosyjscy rekruci, którzy przybyli na Ukrainę w związku z mobilizacją są zdemotywowani i nie nadają się do walki - informuje ukraiński dziennikarz i były korespondent agencji UNIAN Roman Cymbaluk. Według jego informacji żołnierze formacji już po dwóch dniach skarżą się na nowych rekrutów, którzy piją alkohol, biją się między sobą i kłócą z przełożonymi.

Po ogłoszonej przez Władimira Putina 21 września "częściowej mobilizacji" na front zdążyli już trafić pierwsi rosyjscy rezerwiści. To 240 mężczyzn, którzy mieli uzupełnić straty poniesione przez 69. samodzielną brygadę osłony (na co dzień stacjonuje ona w Żydowskim Obwodzie Autonomicznym na Dalekim Wschodzie Rosji). Według doniesień, które docierają z frontu, żołnierze, którzy już wcześniej byli w formacji, mają poważne zastrzeżenia wobec nowych rekrutów i ich postawy. 

Zobacz wideo Zełenski zwrócił się do Rosjan: Trzymajcie się z dala od naszej ziemi, naszej duszy i naszej kultury.

Ukraina. Rosyjscy rekruci trafili na front. Pijaństwo, bójki i kłótnie z przełożonymi 

"W celu przywrócenia strat bojowych pierwsza partia zmobilizowanego personelu wojskowego w liczbie 240 rekrutów przybyła do jednostek 69. oddzielnej brygady osłonowej (jednostka wojskowa 61424, Babstowo)" - napisał w czwartek na Telegramie ukraiński dziennikarz i były korespondent agencji UNIAN Roman Cymbaluk. 

Według doniesień dziennikarza żołnierze formacji skarżą się, że przybyli rekruci nie mają motywacji, i choć dopiero od dwóch dni są na froncie, już dali się innym we znaki. "Podczas dwudniowego pobytu na Ukrainie rekruci nie robili nic poza piciem napojów alkoholowych, łamaniem dyscypliny wojskowej, sporami z dowódcami, walkami między sobą a żołnierzami brygady" - przekazał dziennikarz. 

Więcej informacji z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

"Oni do niczego się nie nadają" - komentuje Cymbaluk. 

Mobilizacja w Rosji. Wezwania dostają osoby przewlekle chore, z niepełnosprawnością 

Władimir Putin ogłosił 21 września w orędziu telewizyjnym tzw. częściową mobilizację w Rosji. Zaczęła się ona jeszcze tego samego dnia. Putin zapewniał wówczas, że wezwania mają dostać jedynie osoby, które mają doświadczenie bojowe. Szybko jednak pojawiły się doniesienia, że dostają je też osoby chore przewlekle, z niepełnosprawnością, starsze, studenci czy cywile bez doświadczenia bojowego - pisał o tym m.in. amerykański Instytut Badań nad Wojną (ISW). W związku z tymi informacjami Władimir Putin spotkał się 29 września z przedstawicielami Rady Bezpieczeństwa. - Musimy naprawić wszystkie błędy i zapobiec im w przyszłości - mówił. Więcej na ten temat w poniższym tekście:

Władimir Putin (zdjęcie ilustracyjne)Mobilizacja w Rosji to niewypał. Władimir Putin zainterweniuje

Rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu w dniu ogłoszenia mobilizacji zapewniał, że Rosja chce powołać 300 tys. rekrutów, według ISW Kreml ma jednak plan zwerbowania znacznie większej liczby mężczyzn, bo aż 1,2 mln. Po ogłoszeniu mobilizacji w Rosji rozpoczęły się protesty, ceny biletów lotniczych poszybowały i mimo to wyprzedały się w rekordowym tempie. Rosjanie ruszyli na przejścia graniczne, m.in. do Gruzji, Kazachstanu. Tymczasem przed kilkoma dniami pojawiły się informacje, że Rosja będzie mobilizować swoich obywateli również na przejściach granicznych. 

Rosja. Protest przeciwko mobilizacji (zdjęcie ilustracyjne)Mobilizacja w Rosji. ISW: Rezerwy mogą nie zostać utworzone

Więcej o: