Białoruś. Reżim robi show. U Janiny zerwali podłogę, by pokazać kilka karteczek i 10 dolarów

Janina Sazanowicz jest w grupie pierwszych ośmiu białoruskich działaczy opozycyjnych, którzy będą sądzeni zaocznie na podstawie nowego prawa. Komitet Śledczy wszczął wobec nich "postępowanie specjalne", choć ci żyją poza Białorusią i poza zasięgiem reżimu Łukaszenki.

Janina Sergiejewna Sazanowicz, urodzona 4.05.1994. Art. 130, część 3: Podżeganie do nienawiści ze względu na przynależność społeczną. Art. 203-1, część 3: Celowe pozyskiwanie i rozpowszechnianie informacji o innych osobach bez ich zgody.

To pierwsza pozycja na krótkiej liście osób, wobec których Komitet Śledczy Białorusi wszczął "postępowanie specjalne". Jest specjalne, bo to pierwszy raz, kiedy w użyciu są ustanowione w sierpniu przepisy, pozwalające na sądzenie Białorusinów w sprawach karnych w trybie zaocznym.  

Więcej informacji ze świata znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Sazanowicz administrowała na Telegramie kanałem Kaci Białorusi, który ujawniał dane funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. Kanał został zablokowany przez Telegram w lutym tego roku. - Oskarżają mnie, bo od sierpnia 2020 roku walczę przeciwko reżimowi. Mam kanały na Telegramie i YouTubie, gdzie ujawniam prawdę o brutalności służb i pokazuję twarze funkcjonariuszy - mówi aktywistka w rozmowie z Gazeta.pl.

Lista osób, wobec których toczy się 'specjalne postępowanie'Lista osób, wobec których toczy się 'specjalne postępowanie' sk.gov.by

"Postępowanie specjalne" przeciwko opozycjonistom

O te same "przestępstwa" zostało oskarżonych też czworo innych dziennikarzy i aktywistów: Daniił Bogdanowicz, Olga Wysocka, Valeria Zanemonska i Dmitrij Nawosza. Ten ostatni, dziennikarz sportowy, który otwarcie występuje przeciwko Łukaszence, skomentował oskarżenie na Twitterze: "Nie wiem, na ile zasługuję na tytuł ekstremisty, ale będę go nosił z dumą". Zażartował przy tym, że przynajmniej połowa jego znajomych jest uznana za ekstremistów i niebawem trzeba będzie wprowadzać rozróżnienie na ekstremistów pierwszego, drugiego czy trzeciego stopnia albo honorowych.

W rozmowie z tygodnikiem "Nasza Niwa" Nawosza wyjaśnił, że nie jest zdziwiony zarzutami, bo wcześniej zajęto jego mińskie mieszkanie. Ale nie uważa się za ofiarę reżimu, bo nie siedzi w więzieniu i żyje w wolnym świecie, gdzie "sądy Łukaszenki nikogo nie interesują".  

Procesy in absentia odbędą się również w sprawach pływaczki i członkini opozycyjnego Narodowego Zarządu Antykryzysowego Aleksandry Hierasimienii oraz Alaksandra Opeikina z Funduszu Solidarności Sportowej. Oboje oskarżono o wzywanie do objęcia reżimu sankcjami. Ostatni na liście znalazł się Dmitrij Sołowjow z Centrum Praw Człowieka Wiasna, który rzekomo przekraczał granicę z dużą ilością gotówki i szkolił do uczestnictwa w "grupach naruszających porządek publiczny".

"Postępowanie specjalne", nazwa, która przywodzi na myśl rosyjską "operację specjalną", jak Kreml nazywa inwazję na Ukrainę, ma własny kanał na Telegramie, gdzie umieszczone zostały zdjęcia i dane oskarżonych.

W komunikacie podano, że cała ósemka została poinformowana o toczącym się postępowaniu, czemu zaprzecza Sazanowicz. - Nie próbowali do mnie dotrzeć, a w każdym razie nic o tym nie wiem - mówi. Adres, pod który mieliby się stawić oskarżeni, to ul. Michaiła Frunze 19 w Mińsku, siedziba Komitetu Śledczego. Od czasu sfałszowanych wyborców w sierpniu 2020 roku wszczęto tu kilkanaście tysięcy postępowań w związku z "przestępstwami ekstremizmu". Za takie Komitet uznaje każdą krytykę reżimu.  

Sazanowicz o zarzutach: Nie traktuje ich poważnie

Sazanowicz wyjaśnia, że jest obecnie w bezpiecznym miejscu wraz ze swoją mamą i cierpiącą na demencję babcią. - Miały szczęście, bo wyjechały dwa dni przed tym, jak w mieszkaniu urządzono pierwsze przeszukanie, jeszcze w lipcu 2021 roku - opowiada. Funkcjonariusze rozrzucili meble i rzeczy z półek, rozpruli pościele i zniszczyli dokumenty. Podczas drugiego przeszukania zerwano klepki podłogowe i żyrandole, zniszczono meble. Na nagraniu, które wyświetlono na kanałach propagandowych reżimu, pokazano znaleziska, sugerując, że były pod parkietem: kilka zapisanych odręcznie karteczek i 10 dolarów. Po drugim przeszukaniu, które odbyło się w sierpniu tego roku, mieszkanie zostało zaplombowane. 

Po co śledczy w ogóle szukają Sazanowicz, jeśli wiedzą, że znajduje się poza granicami Białorusi i nie mają szans na jej ekstradycję? - Myślę, że w ramach zemsty - ocenia działaczka. - To takie "show". Dla zwolenników Łukaszenki, dla nas, dla tych, którzy chcą działać z wewnątrz kraju albo chcą się do nas przyłączyć. Ale dla mnie są klaunami i nie traktuję tego poważnie. Reżim tworzy nielegalnie nowe prawo i wymyśla nielegalnie nowe kary - mówi Sazanowicz.

Aktywistka przyznaje, że do czasu zmiany władzy nie ma szans na powrót do kraju, ale zapowiada, że wróci do Mińska, gdy tylko reżim Łukaszenki upadnie.

Więcej o: