Wielki rosyjski żaglowiec krąży blisko miejsca sabotażu. USA mają w pobliżu niszczyciel i śmigłowce

Duży rosyjski żaglowiec szkolny Siedow krąży blisko rejonu uszkodzonych gazociągów Nord Stream i przyciąga uwagę. Nie mniejszą przyciągają amerykańskie śmigłowce morskie, które latają nad Bałtykiem.

W obu przypadkach nie ma pewności, czy ma to jakikolwiek związek z sabotażem gazociągów Nord Stream 1 i 2. Sytuacja jest jednak na tyle tajemnicza, że wszystkie wydarzenia na środkowym Bałtyku przyciągają uwagę. Trwa pilna obserwacja wszystkich podejrzanych jednostek i ich ruchów w przeszłości.

Zobacz wideo

Rosjanie pod obserwacją

Według CNN, powołującej się na anonimowych "pracowników zachodnich służb wywiadowczych", w rejonie wybuchów służby NATO zaobserwowały "rosyjskie jednostki pomocnicze". Nie sprecyzowano, jakie i ile.

W tym kontekście uwagę przyciąga jedna konkretna jednostka pomocnicza, czyli duży rosyjski żaglowiec szkolny Siedow. Wypłynął w połowie miesiąca z Kaliningradu i od kilku dni krąży na wschód od Bornholmu. Obecnie około 20 mil morskich (37 kilometrów) od miejsca sabotażu na gazociągach. Nie wiadomo, czy o niego chodzi rozmówcom CNN. Siedow formalnie jest tylko cywilnym żaglowcem szkolnym, na którym uczą się morskiego rzemiosła studenci Wyższej Technicznej Szkoły Morskiej w Kaliningradzie. Drugi rosyjski żaglowiec Mir krąży w ostatnich dniach w rejonie centralnego Bałtyku i Obwodu Kaliningradzkiego. To jednak też jednostka cywilna, szkoląca kadetów wyższej uczelni morskiej z Sankt Petersburga. Nic nie wiadomo o tym, aby były przystosowane do prowadzenia prac podwodnych, czego nie można jednak wykluczyć. To duże jednostki.

Aktualna lokalizacja Siedowa i dystans do ogólnego rejonu jednego z wycieków gazuAktualna lokalizacja Siedowa i dystans do ogólnego rejonu jednego z wycieków gazu Fot. Vesselfinder.com

Innych rosyjskich statków i okrętów, które można by próbować określić jako pomocnicze, czyli wykonujące jakieś zadania na rzecz wojska, nie widać na cywilnych portalach śledzących ruch na morzu. Nie oznacza to jednak, że jakichś nie ma w tym rejonie, bo nie wszystko, co pływa, musi mieć włączone urządzenia AIS, umożliwiające automatyczne śledzenie ich pozycji. Tyczy się to zwłaszcza okrętów, które często pływają z wyłączonymi.

Rozmówcy CNN twierdzą ponadto, że w rejonie sabotażu gazociągu zaobserwowano w ciągu minionego tygodnia aktywność rosyjskich okrętów podwodnych. Nie podano jednak żadnych szczegółów. Rosjanie mają w składzie Floty Bałtyckiej tylko jeden okręt projektu Warszawianka, B-806 Dmitrow. Nie wiadomo nic o jego aktualnym położeniu i działaniach na przestrzeni ostatnich tygodni. Przynajmniej publicznie, bo NATO na pewno go stale obserwuje. Nie wiadomo też nic o tym, aby był jakoś specjalnie przystosowany do prowadzenia działań z zakresu dywersji podwodnej.

Okręty rosyjskiej Floty Bałtyckiej dopiero co w połowie września przeprowadzały ćwiczenia z zakresu zwalczania okrętów podwodnych. Dwie niewielkie jednostki patrolowe z bazy w Bałtyjsku między innymi wystrzeliwały torpedy i bomby głębinowe. Celem miał być "symulowany okręt podwodny", ale być może w ćwiczeniu brał też udział prawdziwy. Co więcej, Flota Bałtycka jest zaangażowana w próby dwóch nowych okrętów podwodnych projektu 636 Ufa, które zbudowano w Sankt Petersburgu. Nie wiadomo jednak na ten temat nic konkretnego.

Departament obrony USAWyciek z Nord Stream. Pentagon: USA nie mają nic wspólnego z tą sytuacją

Amerykanie też są aktywni

Z drugiej strony uwagę przyciąga aktywność US Navy i innych flot NATO. Rosjanie i ich zwolennicy zwłaszcza zwracają uwagę na amerykańskie jednostki, ponieważ większość sugeruje, że sabotażowi winni są Amerykanie. Najwięcej uwagi przyciąga aktywność amerykańskich śmigłowców morskich MH-60 Seahawk. To specjalistyczne maszyny przeznaczone głównie do polowania na okręty podwodne. Stacjonują na pokładach okrętów i z nich prowadzą swoje zadania. Dodatkowo służą do różnych zadań pomocniczych, w rodzaju transportowania ludzi i ładunków na i z lądu.

Na przestrzeni ostatniego tygodnia śmigłowce tego typu wielokrotnie pojawiały się nad Bałtykiem i można je było śledzić na cywilnych portalach. Na przykład w niedzielę 26 września, w dni sabotażu, jeden długo krążył na północny zachód od Obwodu Kaliningradzkiego.

To mniej więcej w rejonie, w którym zazwyczaj ćwiczą rosyjskie okręty z Bałtyjska. Większość aktywności MH-60 nad Bałtykiem na przestrzeni ostatnich tygodni można powiązać z obecnością na naszym morzu zespołu okrętów desantowych US Navy, skupionych wokół dużej jednostki amfibijnej USS Kearsarge. Te okręty wyszły jednak z Bałtyku w minionym tygodniu i znajdują się obecnie w okolicach Wielkiej Brytanii.

Na naszym morzu pozostał jednak niszczyciel USS Paul Ignatius, który w poniedziałek już po sabotażu gazociągów na kilka godzin zawinął do Gdyni w celu "technicznym i roboczym". Z jego pokładu może operować MH-60. Wbrew sugestiom prorosyjskich internautów śmigłowce tego typu raczej nie mogły jednak posłużyć do aktu sabotażu. Ich głównym zadaniem jest obserwacja. I ich ciągłe loty nad wybranymi obszarami Bałtyku mogą sugerować coś odwrotnego, czyli śledzenie jakichś ruchów rosyjskich okrętów podwodnych czy innych rosyjskich okrętów.

Dodatkowo niedługo po eksplozjach na gazociągach nad środkowym Bałtykiem zjawił się duży amerykański samolot patrolowy P-8 Poseidon. Krążył długo pomiędzy Bornholmem i Polską. Przez kilka godzin miał latać na małej wysokości i być poza zasięgiem śledzenia przez cywilnych amatorów.

W rejon eksplozji swoje jednostki skierowali też szybko Duńczycy, Niemcy i Szwedzi. Ci pierwsi między innymi fregatę Absalon i specjalistyczny statek do zwalczania skażeń. Cały obszar jest na pewno teraz dokładnie obserwowany i sprawdzany. Duńczycy (do sabotażu doszło w ich wyłącznej strefie ekonomicznej) zastrzegają jednak, że ze względu na ciągłe wydostawanie się dużych ilości gazu z uszkodzonych gazociągów, na razie nie da się zbliżyć do miejsc wybuchów. Dokładne badanie przyczyn zdarzenia może się zacząć dopiero za kilka dni.

Tak jak pisaliśmy w środę, jednym z podstawowych sposobów na znalezienie potencjalnych sprawców, będzie szukanie jednostek i okrętów, które podejrzanie kręciły się w rejonie późniejszych eksplozji. To z ich pokładów można było przeprowadzić operację umieszczenia ładunków wybuchowych przy gazociągach. Trzeba jednak zbadać całą aktywność w kluczowym rejonie na przestrzeni tygodni, a może nawet miesięcy, ponieważ przygotowania mogły zostać przeprowadzone dawno temu. Na dodatek sprawcy na pewno się kamuflowali i starali się nie przyciągać uwagi.

Jest bardzo prawdopodobne, że sabotaż gazociągów jeszcze wiele lat będzie przedmiotem sporów i źródłem różnych teorii spiskowych. Jednoznaczne wskazanie winnych może być trudne. W obliczu obecnego napięcia na linii NATO-Rosja, obie strony na pewno będą miały swoją wersję wydarzeń.

Więcej o: