"Groźby nuklearne Putina trzeba traktować poważnie, ale na chłodno." Nie widać przygotowań do ataku

Władimir Putin lada dzień ogłosi, że na podstawie (bezprawnych) "referendów" przyłączy fragmenty Ukrainy do Rosji. Za tym idą sugestie, że jeśli Ukraińcy będą próbowali te niby rosyjskie tereny odbijać, to zostanie do ich obrony użyta nawet broń jądrowa. Na szczęście nic nie wskazuje, aby Rosjanie na serio chcieli to zrobić.

- Ryzyko użycia przez Rosję broni jądrowej istnieje, ale moim zdaniem jest bardzo odległe - mówi Gazeta.pl Artur Kacprzyk, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, specjalizujący się między innymi w zagadnieniu odstraszania strategicznego przy pomocy broni jądrowej.

Podstawowy argument przemawiający za tym, że nie ma ryzyka rychłego użycia broni jądrowej przez Rosjan, jest spokój NATO. Rosyjski arsenał jądrowy jest nieustannie pod pilną obserwacją. Przygotowania do jego użycia byłyby widoczne dla tych, którzy wiedzą, gdzie patrzeć i mają czym to robić. Trzeba na przykład przetransportować bomby czy głowice ze specjalnych centralnych składów broni jądrowej, do jednostek mających ich użyć. - Amerykanie właściwie od początku wojny komunikują, że nie widzą zmian w aktywności rosyjskich sił nuklearnych - mówi Kacprzyk.

Car bombaCo dokładnie widać na odtajnionym filmie największej bomby świata

Inny adresat gróźb

Niezależnie od tego, ostatnie wystąpienie Putina odnośnie ogłoszenia mobilizacji i przeprowadzenia referendów na okupowanych terenach Ukrainy, wywołało niepokój. Nie brakuje spekulacji, że kiedy tylko ich mieszkańcy wyrażą w sposób przytłaczający (najlepiej na ponad 100 procent, bo owe referenda oczywiście nie są ani zgodne z prawem, ani wiarygodne) chęć przyłączenia się do Rosji, Kreml ogłosi gotowość do obrony ich przed ukraińskimi kontrofensywami wszelkimi możliwymi sposobami. W tym bronią jądrową, zgodnie z rosyjską doktryną zakładającej jej użycie przy zagrożeniu dla integralności terytorialnej Rosji.

Zdaniem Kacprzyka, nie jest to jednak takie pewne. - Ostatnie groźby Putina były niejednoznaczne. Rosyjski przywódca z pewnością chce straszyć, ale być może celowo zostawia sobie pole do manewru - uważa analityk. Rosyjski prezydent nie powiedział bowiem wprost, że jeśli ukraińskie wojsko wkroczy na teren, który Rosja chce zaanektować, to zostanie użyta broń jądrowa. - Mówił o gotowości do jej użycia do "obrony integralności terytorialnej Rosji", ale we fragmencie wystąpienia poświęconego nie Ukrainie, ale NATO - zaznacza Kacprzyk.

Zdaniem analityka te ostatnie sugestie Putina były nawet mniej klarowne niż te składane jeszcze przed wybuchem wojny odnośnie Krymu. - Wówczas Putin groził, że próba odebrania Rosji półwyspu doprowadzi do "wojny, w której nie będzie zwycięzców". Mówił o tym w kontekście ewentualnego wstąpienia Ukrainy do NATO - przypomina Kacprzyk. Takie sformułowanie jest oczywistym odwołaniem do destruktywnej dla całej cywilizacji globalnej wojny jądrowej.

Kreml generalnie mocniej straszy atomem NATO niż Rosję. - W przeciwieństwie do niejednoznacznych sygnałów wysyłanych do Ukrainy, jasna jest groźba użycia broni jądrowej wobec Sojuszu, gdyby włączył się do wojny - mówi Kacprzyk. Rosja sugerowała też, że może odpowiedzieć nuklearnie na dostawy broni z państw NATO dla Ukrainy, ale oczywiście niczego takiego nie zrobiła. - Byłoby to przecież niesłychanie ryzykowne i sprzeczne z chęcią odstraszenia NATO od interwencji po stronie Ukrainy - stwierdza analityk.

USS Alaska na tle GibraltaruNiezwykła wizyta okrętu, na którym opiera się bezpieczeństwo USA

Czy to w ogóle by pomogło wygrać?

Niezależnie od tego, niedwuznacznych gróźb nuklearnych nie można ignorować. Nawet jeśli ich wiarygodność jest wątpliwa. - Dlatego też Amerykanie wyraźnie powtarzają, że użycie broni jądrowej, także przeciw Ukrainie, byłoby katastrofalnym błędem dla Putina i Rosji. Tak też zrobili teraz i bardzo dobrze - mówi Kacprzyk.

Doradca prezydenta Joe Bidena ds. bezpieczeństwa Jake Sullivain powiedział w niedzielę w telewizji CBS, że Waszyngton jasno zakomunikował Kremlowi w prywatnych bezpośrednich rozmowach, że jakiekolwiek użycie broni jądrowej będzie miało "katastrofalne konsekwencje dla Rosji, a "USA i ich sojusznicy odpowiedzą zdecydowanie". - W ten sposób Amerykanie wpływają na rosyjskie kalkulacje korzyści i strat - stwierdza analityk PISM i dodaje, że ostateczna decyzja o użyciu broni jądrowej będzie właśnie efektem kalkulacji korzyści i strat dla Putina.

Kluczowa kwestia do rozważenia przez rosyjskiego przywódcę jest taka, czy zagwarantuje mu ona zwycięstwo w wojnie. - Bynajmniej nie. Front jest na tyle długi, a ukraińskie jednostki na tyle rozproszone, że Rosja musiałaby użyć dużej liczby głowic. Skutki tych detonacji dotknęłyby także jej wojska oraz terytoria, które kontroluje i chce zająć - mówi Kacprzyk.

Użycie broni jądrowej mogłoby mieć też na celu zmuszenie Ukraińców do ustępstwa natury politycznej, w praktyce do poddania się. - Chodziłoby o atak, mający przede wszystkim pokazać, że Rosja jest gotowa używać broni jądrowej - mówi analityk i tłumaczy, że nie chodziłoby o zrzucenie bomby na centrum Kijowa, ale na przykład demonstrację poprzez detonację niewielkiego ładunku nad jakimś niezamieszkanym obszarem. Choćby Morzem Czarnym. Ewentualnie atak na jakąś dużą bazę wojskową czy element infrastruktury krytycznej, jak na przykład elektrownia.

- Tylko co, jeśli Ukraińcy nie poddaliby się po takim uderzeniu? Jestem zdania, że walczyliby dalej - stwierdza Kacprzyk. Ukraińcy z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim na czele wiele razy jasno komunikowali, że nie mają zamiaru się poddać. - Ponad pół roku dewastacji kraju atakami bronią konwencjonalną ich do tego nie skłoniło, a miało to większy efekt destruktywny, niż miałyby niektóre ataki jądrowe. Co więc mogliby zrobić Rosjanie? Dokonywać kolejnych ataków, zwiększając zagrożenie dla siebie samych oraz ryzyko międzynarodowej odpowiedzi? - mówi analityk.

Rosyjska mobilna wyrzutnia pocisku międzykontynentalnego Topol-MPutin grozi bronią jądrową, ale nie trzeba panikować

Putin popełnia błędy, więc trzeba go naciskać

Użycie broni jądrowej, pierwszy raz od 1945 roku i to w tak niejednoznacznej sytuacji (to nie totalna wojna światowa, w której zginęły już miliony i mogą zginąć miliony więcej), miałoby trudne do przewidzenia skutki. Nie bezpośrednie, bo efekty wybuchów jądrowych są dobrze zbadane. Chodzi o skutki pośrednie natury politycznej na arenie międzynarodowej. Od dekad powszechnie uznaje się, że użycie broni jądrowej jest czymś absolutnie złym i ostatecznym. Wręcz nie do pomyślenia, bo niosącym groźbę zagłady całej ludzkości. Gdyby Rosja użyła jej do próby szantażu w lokalnym konflikcie i to jeszcze na państwie jej nieposiadającym, zostałby zachwiany cały porządek międzynarodowy. 

- Rosja musiałaby liczyć się nie tylko z ryzykiem interwencji USA (i ich sojuszników), ale i pogłębienia izolacji międzynarodowej. Także przez kraje takie jak Chiny i Indie, które dotąd nie nałożyły na nią sankcji. Bardzo możliwe, że użycie broni jądrowej nie tylko nie rozwiązałoby problemów Rosji, ale wykreowałoby ich jeszcze więcej - mówi Kacprzyk. Jego zdaniem nic nie wskazuje więc na to, aby Rosjanie autentycznie palili się do tego. 

- Niemniej, jak już widzieliśmy w trakcie tej wojny, Putin może się mylić i podejmować decyzje, które są później niekorzystne dla niego samego - zaznacza analityk PISM. Dlatego jego zdaniem nie można ignorować ryzyka użycia przez rosyjskiego prezydenta broni jądrowej i trzeba go od tego stale odstraszać. Czyli przekonywać, że więcej na tym straci, niż zyska. - Tak, aby wizja poniesienia konsekwencji za użycie broni jądrowej była gorsza, niż wizja przegrania tej wojny - stwierdza.

Zobacz wideo
Więcej o: