Wstępny bilans zatrzymań w Rosji po protestach przeciw mobilizacji. "Żadnych grobów!"

Ponad 820 osób zatrzymanych - to bilans weekendowych protestów przeciw mobilizacji w Rosji. Takie dane, które obejmują niedzielę do godz. 13:30, podają Ukraińcy. Podkreślają, że prawie połowa zatrzymań manifestantów dotyczy Moskwy. Od początku ogłoszenia w Rosji mobilizacji, zatrzymano już ponad 2 tys. protestujących.

Rosyjskie służby zatrzymały protestujących w sumie w 34 miastach w całym kraju - podaje agencja Ukrinform. W niektórych przypadkach użyto siły. 391 manifestantów, prawie połowę wszystkich, służby rosyjskie zatrzymały w Moskwie, gdzie hasłem manifestacji było: "Żadnych grobów!" W Petersburgu było to 142 demonstrantów, w Nowosybirsku - 71, w Permie - 26. W pozostałych miastach, m.in. w Irkucku, Ufie, Krasnodarze i Kazaniu, było to 20 lub mniej osób.

Więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata na stronie głównej Gazeta.pl

Zobacz wideo Jekaterynburg. Zatrzymania protestujących przeciwko "częściowej mobilizacji"

Dane pochodzą ze strony OWD-info - łączenie od 21 września, kiedy Władimir Putin ogłosił częściową mobilizację w związku z wojną w Ukrainie [Kreml i rosyjska propaganda nadal mówią o "specjalnej operacji" - przyp. red.] zatrzymano 2247 osób. Większość aktywistów w Moskwie.

W niedzielę najgwałtowniejsze protesty zorganizowali przeciwnicy mobilizacji w Dagestanie. Na ulice wyszli nie tylko mężczyźni, których dotyczy mobilizacja, ale też kobiety, które nie godzą się na ich udział w wojnie. Rano we wsi Endiriej w środkowym Dagestanie protest zorganizowano na autostradzie. Kilkukrotnie słychać było strzały z karabinu maszynowego. Po południu protestowali mieszkańcy stolicy Dagestanu - Machaczkały. Tam wśród zatrzymanych jest dziennikarz Murad Murakow - podaje OWD-info.

Wojna w Ukrainie. "Pseudoreferenda nie zostaną uznane"

Po ogłoszeniu mobilizacji w okupowanych regionach Ukrainy rozpoczęły się referenda ws. przyłączenia terytoriów do Rosji. Putin w środowym orędziu podkreślił, że władze samozwańczych republik i terenów zajmowanych przez Rosjan zapewnią "bezpieczeństwo" głosowania. 

Pseudoreferenda organizowane przez Rosjan i kolaborantów w okupowanych częściach Ukrainy nie mają podstaw prawnych i nie zostaną uznane przez społeczność międzynarodową

- to z kolei wielokrotnie podkreślane stanowisko lokalnych ukraińskich władz.

Szef obwodowej administracji wojskowej obwodu zaporoskiego Ołeksandr Staruch podkreślił, że ludzie, którzy nie ewakuowali się z okolic Zaporoża, nie chcą okrutnej okupacyjnej władzy. Dodał, że 515 osób z tego terenu uprowadzono, ponad dwieście osób jest zakładnikami. - Tysiące były zmuszone do przebywania w piwnicach. A okupanci przychodzą do nich i każą głosować za przyłączeniem się do Rosji - aby ich dalej dręczono. To oblicze państwa terrorystycznego - stwierdził.

Ołeksandr Staruch dodał, że w lokalach przygotowanych do głosowania przez okupantów nie pojawiają się mieszkańcy obwodu zaporoskiego także z innej przyczyny. Wyjaśnił, iż trzy czwarte mieszkańców Zaporoża, Melitopola i Berdiańska i tak mieszkają teraz na nieokupowanych terenach lub wyjechały za granicę. - Zostało tam bardzo niewielu ludzi, których i tak poddaje się presji i zmusza do postawienia krzyżyka na bezwartościowym papierku. Jestem przekonany, że nie da to żadnych efektów, ponieważ praktycznie i prawnie te dokumenty będą bezużyteczne - powiedział szef obwodowej administracji wojskowej obwodu zaporoskiego.

W piątek na okupowanych przez Rosjan terenach obwodów donieckiego, ługańskiego, chersońskiego i zaporoskiego funkcjonariusze Kremla rozpoczęli tak zwane referenda w sprawie przystąpienia do Rosji. Głosowanie ma zakończyć się we wtorek. Lokalne ukraińskie władze informują, że okupanci liczą głosy nawet osób, które są w niewoli lub zginęły w wyniku działań wojennych.

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina >>>

Więcej o: