Ofensywa wyszła Ukraińcom zaskakująco dobrze. Musieli się jednak zatrzymać

W ciągu nieco ponad tygodnia Ukraińcy przepędzili Rosjan z większości obwodu Charkowskiego, osiągając swój najbardziej spektakularny sukces od początku wojny. Jego skala był zaskakująca dla obu stron. Uderzenie wyhamowało jednak w sposób naturalny i obecnie sytuacja znów jest stabilna. Przynajmniej na jakiś czas.

Zgodnie z przewidywaniami z okresu początku ukraińskiej ofensywy, czyli 6 września, celem Ukraińców było osiągnięcie rzeki Oskił, płynącej przez wschodnie krańce obwodu Charkowskiego. Nikt chyba jednak nie przewidywał tego, jak szybko rozsypie się rosyjska obrona w całym rejonie. Nastąpiła zmasowana ucieczka nawet z tych terenów, gdzie Ukraińcy nie atakowali.

Wielka ucieczka

W efekcie właściwie podczas całej ofensywy trwającej około tygodnia nie doszło do jakichś ciężkich walk. Poważny opór Rosjanie stawiali właściwie tylko w mieście Berdiańsk w ciągu dwóch pierwszych dób operacji. Na niewiele im się to jednak zdało, ponieważ na północ od nich na odcinku frontu długim na około 30 kilometrów, ukraińskie oddziały zmiotły przeciwnika. W dziurę wybitą przez artylerię i ciężkie oddziały zmechanizowane wdarły się bardzo mobilne grupy wojsk specjalnych i brygad zmotoryzowanych na lekkich pojazdach opancerzonych. W podręcznikowy sposób wpadły w tak zwaną "przestrzeń operacyjną" za liniami przeciwnika i zaczęły siać zamęt oraz zniszczenie.

Doszło do wielu zasadzek na rosyjskie kolumny i konwoje, które były przekonane, iż poruszają się po bezpiecznym terenie. Ukraińcy wpadali do jednej miejscowości za drugą, zanim Rosjanie zdołali zorganizować jakąś obronę. Jednocześnie słabe odwody rzucone przez rosyjskie dowództwo do opanowania sytuacji, prawdopodobnie zostały zniszczone albo rozproszone przez artylerię, zanim na dobre zagroziły lekkim ukraińskim oddziałom. Rosyjskie lotnictwo w powstałym chaosie nie potrafiło zorientować się, gdzie są oddziały swoje, a gdzie przeciwnika. Wobec tego po raz kolejny wykazało się marginalną skutecznością i pomimo teoretycznie dogodnej sytuacji do zadania Ukraińcom poważnych strat, nie było w stanie tego zrobić.

Już 11 września Rosjanie uciekli z właściwie większości obwodu Charkowskiego. Do dzisiaj Ukraińcy wyzwolili jeszcze trochę terenu na samym dole mapyJuż 11 września Rosjanie uciekli z właściwie większości obwodu Charkowskiego. Do dzisiaj Ukraińcy wyzwolili jeszcze trochę terenu na samym dole mapy Fot. Militaryland.net

Mapa w większej rozdzielczości

Szybkie postępy Ukraińców i doniesienia o kolejnych zajmowanych miejscowościach wywołały panikę w rosyjskich szeregach. Duże zgrupowanie rosyjskich sił w rejonie Izium, na południe od głównego rejonu ukraińskiego uderzenia, znalazło się w sytuacji zagrożenia okrążeniem. W efekcie już w trzeciej-czwartej dobie ofensywy Rosjanie zaczęli stamtąd w popłochu uciekać samochodami i innymi lekkimi pojazdami, porzucając masy ciężkiego sprzętu. Następne zaczęły się pośpiesznie wycofywać symboliczne oddziały okupacyjne z rejonu na północ od ukraińskiego włamania i te trzymające front na północ od samego Charkowa. W efekcie w ciągu tygodnia Rosjanie porzucili zdecydowaną większość kontrolowanego terenu w całym obwodzie.

Animacja polskiego internauty, która bardzo dobrze pokazuje ogólny przebieg ukraińskiej ofensywy, oraz pozwala zrozumieć przyczyny ucieczki rosyjskich oddziałów w rejonie Izium.

Obecnie linia frontu zatrzymała się na rzece Oskił. Różne doniesienia o jej przekroczeniu przez Ukraińców i wkroczeniu do okupowanego obwodu Ługańskiego nie znalazły wiarygodnego potwierdzenia. Trudno powiedzieć, czy nie próbowali, bo nie mieli już sił, czy Rosjanie oparli ich próby.  Trwają natomiast walki dalej na południe, w rejonie miasta Łymań, położonego już w Donbasie w pobliżu ujścia Oskił do Dońca. Gdyby Ukraińcom udało się je zająć wraz z okolicznymi terenami, to mieliby dobry przyczółek do atakowania dalej na wschód z pominięciem utrudnienia, jakim jest Oskił. Na razie nie widać jednak, aby Ukraińcy dokonywali szybkich postępów.

Sytuacja w rejonie niedawnej ofensywy jest więc teraz względnie stabilna. Ukraińcy skupiają się na przejęciu kontroli nad terenami oczyszczonymi z Rosjan, zreorganizowaniu oddziałów i zbieraniu porzuconego rosyjskiego uzbrojenia. A jest go niemało. Do dzisiaj cywilni analitycy śledzący zdjęcia publikowane przez ukraińskich żołnierzy i reporterów doliczyli się ponad stu zniszczonych i zdobytych czołgów, około 200 transporterów opancerzonych i bojowych wozów piechoty, oraz kilkuset innych ciężkich pojazdów, od artylerii samobieżnej, przez wozy dowodzenia i łączności, po ciężarówki terenowe.

Całe zagłębie porzuconych czołgów T-80

Samego zdobytego sprzętu w teorii starczyłoby do uzbrojenia około dwóch brygad, co po raz kolejny demonstruje, iż to Rosja jest kluczowym dostawcą uzbrojenia dla Ukrainy. A liczenie zdobyczy trwa, bo nowe zdjęcia ciągle się pojawiają. Rosjanie po prostu uciekli, zostawiając masy sprzętu i najwyraźniej nie troszcząc się o jego zniszczenie. W zamian za to większość z nich uszła z życiem i zdrowiem, bo nie wydaje się, aby rosyjskie wojsko poniosło jakieś poważne straty osobowe w wyniku walk. Tysiące uciekinierów ma jednak na razie nikłą lub żadną wartość bojową. Większość oddziałów z rejonu ukraińskiej kontrofensywy Rosjanie będą musieli formować na nowo lub odtwarzać.

W Chersoniu zabrakło szoku

Mniej różowo dla Ukraińców sprawy malują się w drugim obecnie kluczowym rejonie wojny – obwodzie Chersońskim. Ukraińskie wojsko atakuje tam Rosjan już ponad dwa tygodnie, ale na razie z ograniczonymi sukcesami, choć ponosi przy tym zauważalne straty. Na przestrzeni ostatniego tygodnia nie pojawiły się dowody na żadne istotne postępy Ukraińców, choć nie brakuje spekulacji na temat jakoby cofania się Rosjan ku Dnieprowi. Ukraińskie wojsko nawet oficjalnie twierdzi, że część oddziałów broniących się w tym rejonie negocjuje masowe poddanie się, ale na razie nic z tego nie wyszło.

Nagranie zniszczenia ukraińskiego BWP-1 w rejonie Chersońskim. Nie ma pewności kiedy

Rosjanie ewidentnie są w trudnej sytuacji. Ukraińcy mocno ich naciskają na froncie, jednocześnie systematycznie atakując zaplecze. Zwłaszcza przeprawy przez Dniepr, które obecnie mają formę barek, promów i mostów pontonowych, bo stałe mosty zostały uszkodzone. Do tego zaopatrzenie mają wozić śmigłowce. Rosjanie są na tyle zdesperowani, że przypuścili nawet ataki rakietowe na zaporę na rzece Ingulec w rejonie Krzywego Rogu. Udało im się ją uszkodzić i wywołać falę powodziową, która musiała się już przetoczyć przez ukraińskie przeprawy około stu kilometrów w dół nurtu w rejonie miejscowości Bilohirka. Nie ma jednak informacji o tym, jaki miało to efekt. Nawet jeśli częściowo je zmyło, to postawienie nowych pewnie nie będzie wielkim problemem.

Sytuacja w rejonie Chersonia. Mapa z 11 września, ale do dzisiaj nie było większych zmianSytuacja w rejonie Chersonia. Mapa z 11 września, ale do dzisiaj nie było większych zmian Fot. Militaryland.net

Mapa w większej rozdzielczości

Ogólnie rosyjskie oddziały uparcie trzymają swoich pozycji i bardzo drogo sprzedają skórę, choć nie widać szans na istotną poprawę ich sytuacji. Chyba że Ukraińcy poniosą takie straty, iż będą musieli zaprzestać ataków. Choć wówczas zawsze mogą ściągnąć ten rejon dodatkowe siły, bo to idealne miejsce do zadania Rosjanom ciężkich strat, kiedy wreszcie ich obrona pęknie. Rosjanie nie mogą łatwo sprowadzić posiłków ze względu na sytuację na Dnieprze. Na odpowiedź kto wytrzyma dłużej, możemy poczekać jeszcze kilka tygodni.

Zobacz wideo

Przepychanie w drugą stronę

W Donbasie walki toczą się w podobny sposób jak od lipca. Rosjanie uparcie szturmują ukraińskie umocnienia w rejonie Bachmutu i Soledaru na wschodzie. Na przestrzeni ostatniego tygodnia udało im się wziąć w całości wioskę Kodema w pobliżu tego pierwszego miasta. Po walkach trwających około miesiąca. Zysk z tego taki, że przesunęli front w tym sektorze o około dwa kilometry i zajęli ważne wzgórze. Gdzie indziej ich ponawiane raz po razie ataki nie dały takiego rezultatu.

W pobliżu Doniecka dalej na zachód walki toczą się niezmiennie w rejonie ukraińskiego miasta-twierdzy Awdijiewka. Efekty są niezmienne już od tygodni. Front właściwie się nie przesuwa. Choć co warte uwagi, to w tym tygodniu pojawiło się nagranie próby małego ukraińskiego kontrataku. Konkretnie w rejonie wsi Piski utraconej w sierpniu. Ukraińcy ponieśli jednak porażkę i stracili dwa czołgi.

Na odcinku zaporoskim sytuacja bez zmian. Wymiana ognia artylerii, lokalne potyczki i pojawiające się raz po razie sugestie, że to może tam teraz Ukraińcy urządzą poważne zaskoczenie Rosjanom i zaatakują. Takie informacje pojawiają się już od miesięcy, a na Zaporożu dalej względny spokój.

Rosji brakuje ludzi

Walki w Donbasie i ukraińska kontrofensywa w obwodzie Charkowskim pozwalają sobie uświadomić, jak bardzo odmiennie obie strony prowadzą wojnę. Rosjanie bez żadnej finezji walą w mur, licząc na jego skruszenie i czasem im się to udaje, choć za wysoką cenę. Ukraińcy szukają okazji i sposobu, aby odnieść sukces jak najmniejszymi kosztami. Rosjanie szafują życiem swoich ludzi i sprzętem w imię osiągnięcia celu X i Y na mapie, Ukraińcy starają się te zasoby w miarę możliwości oszczędzać, choćby za cenę nieosiągnięcia punktów X i Y. Choć nie zawsze im to w pełni wychodzi, co widać choćby w rejonie Chersonia.

Zdjęcie mostu Krymskiego wykonane przez satelitę radarowego firmy ICEYEPolak, którego satelity dają ogromną przewagę Ukrainie

Rosyjska metoda ma jednak jeden kluczowy słaby punkt. Otóż Rosja nie ma aktualnie nieprzebranych mas żołnierzy do rzucania na front. To już tylko pusty stereotyp. Jest wręcz przeciwnie. Rosjanom właśnie najbardziej brakuje ludzi. I to takich pozornie najmniej cennych jak piechota. Między innymi to pozwoliło Ukraińcom odnieść tak błyskotliwy sukces w obwodzie Charkowskim. Po prostu Rosjanom brakowało tam ludzi do obsadzenia linii obrony, bo większość wartościowych oddziałów dawno wysłali do rejonu Chersońskiego i Zaporoskiego.

Jedynym kompleksowym rozwiązaniem tego problemu byłaby podręcznikowo przeprowadzona mobilizacja, o czym pisaliśmy już wiosną. Jednak Władimir Putin z powodów politycznych ewidentnie nie chce jej zarządzić. Wdrożone w zamian pół- czy nawet ćwierć- środki sytuacji nie ratują. Tworzony z pompą nowy 3. Korpus Armijny, który na papierze powinien liczyć kilkadziesiąt tysięcy ludzi, według Ukraińców jest wysłany w bój po bardzo skróconym szkoleniu i fragmentami do łatania dziur we froncie. Trwa nawet akcja rekrutacyjna w więzieniach. W tym tygodniu opublikowano nagranie wystąpienia w jednym z nich faktycznego szefa najemniczej Grupy Wagnera Jewgienija Prigożina. Ten współpracownik Putina kusił osadzonych darowaniem kary, każdej, po odbyciu sześciomiesięcznej tury na froncie. Jako trzy podstawowe wymogi określił: świadomość zakazu poddania się czy wycofania (w sytuacji beznadziejnej samobójstwo), zakaz alkoholu i narkotyków, oraz zakaz szabru i gwałtów. Na pewno część więźniów idzie na taki układ. Jest jednak bardzo wątpliwe, aby w ten sposób Rosjanie zapełnili przetrzebione oddziały.

Więcej o: