Konrad Muzyka: Ofensywa Ukraińców jest dla Rosjan wręcz porażająca

Jacek Gądek
- Biorąc pod uwagę skalę i znaczeniu operacyjno-strategiczne ofensywy Ukraińców, to jest ona sukcesem wręcz porażającym wobec Rosjan - ocenia analityk z firmy Rochan Consulting. Jak dodaje, trzeba teraz wziąć pod uwagę "scenariusz, w którym zdobycze terytorialne Sił Zbrojnych Ukrainy będą tak duże i szybkie, że cała rosyjska obrona, wszystkie siły posypią się jak domino".
Zobacz wideo Ile może potrwać jeszcze wojna w Ukrainie? Ekspert wyjaśnia

Udana ofensywa Ukraińców w Obwodzie Charkowskim zmienia coś fundamentalnie?

Konrad Muzyka: - Już sprawiła, że Rosjanie przez najbliższe pół roku tracą zdolność prowadzenia ofensywy wszędzie na Ukrainie, oprócz Obwodu Chersońskiego.

Więcej o agresji Rosji na Ukrainę przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Dlaczego?

Ze względu na bardzo duże straty sprzętu.

Sprzętu, a nie ludzi?

Oczywiście komponent ludzki jest bardzo istotny, ale dwudziestu piechurów jest o wiele łatwiej zastąpić niż dwadzieścia czołgów.

Jeśli chodzi o sprzęt to nawet to, co jest utrzymywane w bazach uzbrojenia po rosyjskiej stronie granicy przy Ukrainie, nie będzie w stanie zastąpić jednostek utraconych w czasie ucieczki z Obwodu Charkowskiego. Szacunki mówią, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni Rosjanie stracili 3,5 brygady zmechanizowanej sprzętu - to dziesiątki, jeśli nie setki wozów opancerzonych, czołgów, wozy logistyki, artyleria. A co również ważne: stracili także składy amunicji.

Bo Ukraińcy je wysadzali w powietrze HIMARS-ami?

Rosjanie już wcześniej mieli problem z zaopatrzeniem swoich wojsk w amunicję, zwłaszcza w okolicach Chersonia, gdzie właśnie ukraińskie HIMARS-y były bardzo aktywne.

Z kolei w Obwodzie Charkowskim HIMARS-y były mniej aktywne, ale za to gdy Rosjanie stamtąd uciekali, to zostawili po sobie składy amunicji i wiele sprzętu. Teraz będą one służyć Ukraińcom. Są to naprawdę znaczne ilości amunicji - bardzo potrzebnej wojskom Ukrainy, ale też Rosji. Rosjanie nie będą w stanie szybko uzupełnić tych strat.

Ale te straty to nie wszystko. Inną kwestią, już na poziomie operacyjno-strategicznym, jest to, że zostało wyeliminowane zagrożenie na kierunku Słowiańsk-Krematorsk. Z Izium oraz Siwerska Rosjanie od miesięcy próbowali się przebić przez ukraińskie pozycje. Bez rezultatów. Dzięki ukraińskiej ofensywie to zagrożenie zostało całkowicie wyeliminowane. Ukraińcy również przeprawili się przez rzekę Doniec na północ od Słowiańska i teraz zagrażają miastu Liman. Pozycje na linii Izium-Liman oznaczają, że wojska ukraińskie stoją przed wejściem do Obwodu Ługańskiego.

Szef MON Ukrainy Ołeksij Reznikow mówi, że kontrofensywa w Obwodzie Charkowskim poszła znacznie lepiej niż oczekiwano. Faktycznie?

Jest to bardzo prawdopodobne. Operacja była zapewne przeprowadzana z założeniem kilku wariantów jej przebiegu. Ostatecznie zrealizował się scenariusz, który był przez ukraińskich dowódców uznawany za mało prawdopodobny, bo bardzo optymistyczny.

Pierwszy wariant pewnie zakładał testowanie rosyjskich linii obronnych i małe poszerzenie kontrolowanych terytoriów. Kolejny odbicie znacznych części terytorium. Mało kto mógł w ogóle przewidywać, że cały Obwód Charkowski posypie się Rosjanom i to tak szybko. Musimy patrzeć na tempo tej trwającej od czwartku do niedzieli ofensywy: w ciągu zaledwie czterech dni Ukraińcy odbili terytorium, które jest bardzo duże nawet w skali całej wojny. Większe niż zdobycze Rosjan w całej drugiej fazie wojny, czyli od końca kwietnia. Jedyne, do czego można porównać ten sukces Ukraińców, to błyskawiczne natarcie Rosjan w pierwszych dniach wojny, kiedy to szybko - w ciągu jednego dnia - doszli aż do Chersonia.

Biorąc pod uwagę skalę i znaczeniu operacyjno-strategiczne ofensywy Ukraińców, to jest ona sukcesem wręcz porażającym wobec Rosjan. 

Nadspodziewanie łatwo poszło odbicie tych terytoriów, ale czy większym wyzwaniem nie będzie ich długoterminowe utrzymanie?

Zależy, co Rosjanie rzucą na ten odcinek frontu i na ile aktywnie będą starali się odbić te tereny. Na razie Rosjanie koncentrują się w północno-zachodniej części Obwodu Ługańskiego. Tak naprawdę jednak nie wiemy, jakimi siłami dysponują. Mówi się, że przerzucili tam elementy trzeciego korpusu armijnego, czyli wedle zapewnień Rosjan nawet parędziesiąt tysięcy żołnierzy, a tak naprawdę w granicach 8-10 tys. i inne jednostki z Obwodu Donieckiego. Na razie wydaje się, że Rosjanie tworzą tam jedynie linię obronną, a nie siły, które miałyby przeprowadzić kontratak. Dopiero z czasem będziemy jednak widzieć, jakie będą ich dalsze ruchy.

Na obrazkach można zobaczyć, jak radośnie ludzie witali ukraińskie wojska, ale czy nie są to zbyt optymistyczne obrazki w porównaniu do rzeczywistości na tych terenach?

Ukraińcy są z powrotem na swoim terytorium w Obwodzie Charkowskim i mają tam poparcie ludności cywilnej. Także dlatego sądzę, że będą w stanie utrzymać odbite teraz terytoria. Nawet jeśli Rosjanie przerzucą trzeci korpus armijny, to nie będą to siły zdolne zagrozić ukraińskiej obecności w Obwodzie Charkowskim.

Denis Puszylin, szef rosyjskich władz w Obwodzie Donieckim najprawdopodobniej uciekł. To ma znaczenie?

Każda osoba, która pełni jakąś rolę w republikach separatystycznych czy nawet w administracji wojskowo-politycznej na terenach okupowanych przez Rosję, może być zastąpiona kimś innym. Musimy wziąć jednak pod uwagę efekt psychologiczny: jeżeli żołnierze z republik separatystycznych widzą, że ich dowódcy uciekają do Rosji, to ich morale i chęć prowadzenia jakichkolwiek działań na pewno spada.

Sądzi pan, że morale nie tyle separatystów, co żołnierzy armii rosyjskiej jest również na dnie?

Problemy z rosyjskim morale są długoterminowe, a obecna sytuacja jeszcze bardziej je pogłębi. Wcale to jednak nie musi znaczyć, że oni nie pójdą na front i przestana się bić. Uważam, że sztab generalny sił zbrojnych Rosji, czy nawet rosyjscy dowódcy jednostek, nie przywiązują zbyt dużej wagi do poziomu morale. Jest rozkaz i trzeba go wykonać - tyle. Morale ma oczywiście wpływ na efektywność działań na froncie, ale morale to nie ma decydującego znaczenia dla tego, czy Rosjanie się wycofają, czy nie. Przynajmniej tak to wyglądało do tej pory.

Natomiast musimy również wziąć pod uwagę scenariusz, w którym zdobycze terytorialne Sił Zbrojnych Ukrainy będą tak duże i szybkie, że cała rosyjska obrona, wszystkie siły posypią się jak domino.

Czy w tym momencie Ukraińcy potrzebują czegoś konkretnego do kontynuowania ofensywy?

Jedną z najważniejszych rzeczy, które Ukraińcy chcieliby dostać, są czołgi i transportery opancerzone, bo jeżeli prowadzi się ofensywę, to komponent pancerno-zmechanizowany jest bardzo ważny. Samą piechotą ciężko jest odbić terytorium, choć doświadczenia ostatnich dni pokazują: jeśli wróg się zwija, to terytorium można zajmować nawet pick-upami, bo miejscami w Obwodzie Charkowskim tak to właśnie wyglądało.

Lista potrzeb Ukrainy jest w gruncie rzeczy niezmieniona. Jeszcze większa ilość HIMARS-ów i innych środków artyleryjskich pozwoliłaby na częstsze rażenie rosyjskich baz logistycznych, węzłów komunikacyjnych i magazynów z amunicją. Podobnie też tempo dostaw jest bardzo ważne.

Siły ukraińskie będą przechodzić przez granicę z Rosją, aby niszczyć zaplecze wojsk agresora?

Prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest bardzo małe, bo byłoby to zbyt ryzykowne. Rosyjska doktryna wojskowa zakłada bowiem uderzenia bronią nuklearną w sytuacji, gdy terytorium państwa jest zagrożone. A ponadto: wejście Ukraińców na terytoria Rosji dałoby Putinowi okazję do wprowadzenia mobilizacji, a Ukraina woli nie mieć na froncie nowej masy rosyjskich żołnierzy.

Nie jest jednak tak, że terytoria rosyjskie w ogóle nie są atakowane. Na północ od Charkowa często dochodzi do wymiany ognia artyleryjskiego pomiędzy obiema stronami granicy.

Więcej o: