Polak, którego satelity dają ogromną przewagę Ukrainie. "To jest rewolucyjna zmiana"

- Nie będę mówił o szczegółach, bo te tylko Ukraińcy mogą zdradzać. Mogę tylko zasugerować, że dane do wyznaczenia celów dla takich systemów jak HIMARS skądś muszą brać - mówi Gazeta.pl Rafał Modrzewski, szef firmy ICEYE, której satelity obserwują Ziemię przy pomocy radaru.

Od końca lutego, a nawet jeszcze wcześniej, te satelity intensywnie skupiały się na jednym konkretnym fragmencie naszej planety. - Znacząca część zadań dla całej naszej konstelacji, właściwie większość, jest związana z tym, co się dzieje w Ukrainie - przyznaje Modrzewski. Jego zdaniem, Ukraińcy są pierwszymi, którzy na wielką skalę korzystają z rewolucji, która dokonała się w kosmosie. Dzięki temu mają nieporównywalnie lepszy obraz pola walki niż Rosjanie.

Nowy ukraiński satelita

Jeden z satelitów firmy ICEYE został wręcz kupiony przez Ukraińców na wyłączność. Zrobiła to pod koniec sierpnia fundacja charytatywna Serhija Prytuli, która w konsultacji z ukraińskim wojskiem zbierała pieniądze na potrzebny sprzęt. Pierwszym wyborem były tureckie drony TB2 Bayraktar, ale po uzbieraniu odpowiedniej kwoty Turcy oznajmili, że trzy maszyny przekażą za darmo. Tak jak zrobili już w przypadku kilku innych zbiórek. Zgromadzone 17 milionów dolarów postanowiono wykorzystać więc na zakup satelity.

- Oni to organizowali we współpracy ze swoim wojskiem. Nie kupowali przypadkowych rzeczy. Pierwszym wyborem były bezzałogowce, drugim kosmos. I choć mogli wybrać każdą z firm działających w tej branży, to wybrali nas. To wymowne. Wiele też mówi o znaczeniu, jakie według ukraińskiego wojska ma rozpoznanie kosmiczne na polu walki - mówi Modrzewski.

Ukraińcy, kupując jednego z 20 satelitów ICEYE, zapewnili sobie wyłączność na korzystanie z niego. Do tej pory używali intensywnie całej konstelacji, ale na podobnych zasadach jak każdy inny klient. Wybierali obszar, który chcieliby zeskanować radarem, po czym czekali na wykonanie zlecenia. Czasem krótko, czasem długo, jeśli akurat odpowiednie satelity dostały wcześniej inne zadania od innych klientów. Teraz jeden satelita jest zawsze gotowy na ich komendy, co daje szybszy i pewniejszy dostęp do informacji na temat ruchów Rosjan.

Ukraińska ciężka armata samobieżna 2S7 PionRosja popełniła dwa kluczowe błędy. Przez nie wojna trwa

Wolny rynek pognębia Rosję

Zdaniem Modrzewskiego to, co się obecnie dzieje, to jest rewolucja, jeśli chodzi o zastosowanie technologii kosmicznych w wojnie. - Ukraina jest demonstratorem. Miejscem wielkiego testu nowego potencjału przemysłu kosmicznego. Komercyjne przedsiębiorstwa bezpośrednio wspierają stronę walczącą - mówi szef ICEYE. Wspierają w sposób, który daje Ukraińcom potężną przewagę informacyjną nad Rosjanami.

Kreml może liczyć tylko na swoją niewielką konstelację satelitów zwiadowczych. Prawdopodobnie jest ich 17, z czego tylko dwa zwiadu optycznego i jeden radarowego. To bardzo mało. Ukraina swoich własnych nie ma żadnych, no poza teraz jednym satelitą firmy ICEYE. - Tylko dla Ukraińców pracuje właściwie cała cywilna branża kosmiczna. Amerykański rząd część funduszy na pomoc militarną dla Ukrainy przeznacza na zakup usług od tychże firm - mówi Modrzewski. Efekt jest taki, że Ukraińcy mają dostęp do ogromnych możliwości szeregu cywilnych konstelacji, które razem oferują więcej niż państwowe konstelacje wszystkich mocarstw. Poza USA. - To są naprawdę duże kontrakty - mówi Modrzewski.

Dokładne zdjęcia rosyjskich baz zaopatrzeniowych i miejsc formowania nowych oddziałów w rejonie Moskwy? Proszę bardzo, satelity takich firm jak Maxar czy PlanetLabs bez problemu zrobią zdjęcia w rozdzielczości pozwalającej liczyć pojedyncze pojazdy i rozpoznawać ich typy. Jak nie przeszkodzi pogoda, to mogą je robić nawet codziennie. I najpewniej to się dzieje, co widać po wypowiedziach ukraińskich publicystów współpracujących z rządem, którzy z dużą dozą pewności mówią o liczebności i ruchach nowo formowanych rosyjskich oddziałów.

Trzeba obserwować, czy Rosjanie nie stawiają jakiegoś mostu pontonowego na Dnieprze, aby ratować sytuację zaopatrzeniową swoich oddziałów w rejonie Chersonia? Proszę bardzo, satelity ICEYE mogą przeskanować radarami kluczowy odcinek rzeki nawet kilka razy w ciągu doby, niezależnie od pogody i pory dnia. Potem tylko dochodzą nieoficjalne informacje, że rosyjskie punkty przeprawowe są atakowane rakietami z systemów HIMARS.

- Tak jak mówiłem, skądś dane do ich wycelowania muszą brać. Samolotami rozpoznawczymi tam nie wlecą. Zostają satelity i informatorzy - mówi Modrzewski, który jednak konsekwentnie odmawia opisania szczegółów współpracy z Ukraińcami. - Mogę tylko dodać, że podczas tej wojny widzimy znaczący wzrost użycia technologii kosmicznych. To ewidentna zmiana. Są używane nie tylko na poziomie strategicznym, ale też taktycznym - dodaje. Oznacza to tyle, że satelity pomagają nie tylko ocenić zamiary wroga i jego potencjał na poziomie ogólnym, ale obserwować jego szczegółowe ruchy na polu bitwy i na nie reagować.

- Widzimy też ogólnie zmianę myślenia, jeśli chodzi o postrzeganie możliwości przemysłu kosmicznego. Nie tylko w ramach wojny w Ukrainie - uważa Modrzewski. Tworzy się hybrydowa organizacja państwowo-komercyjna, która dysponuje istotnym potencjałem do wpływania na przebieg wojen. Taka, do której Rosjanie nie mają dostępu.

Zdobyczne rosyjskie czołgi T-80 różnych wersji w służbie w 93 Brygadzie Zmechanizowanej UkrainyBroń zdobyta na Rosjanach ratuje ukraińską armię

Potencjalna szansa dla Polski

Prym w tej kwestii wiodą Amerykanie, którzy nie dość, że mają największą i najlepszą konstelację własnych państwowych satelitów zwiadowczych, to już od lat pracują nad wykorzystaniem możliwości drzemiących w branży cywilnej. ICEYE chwali się wieloletnią współpracą z Pentagonem, choć informacje na ten temat udostępnia ogólnikowo. W rozmowie Modrzewski też nie chciał wnikać w ten temat. - Mogę powiedzieć tyle, że już przed wojną nasza współpraca z USA była dość głęboka - stwierdza. Przełożyło się to na zaangażowanie we wsparcie Ukrainy koordynowane przez Amerykanów.

Z polskim wojskiem takiej współpracy jeszcze nie ma. - Mamy dobre oficjalne kontakty. Są prowadzone rozmowy i nazwałbym sytuację rozwojową - zapewnia Modrzewski. Pisaliśmy już wcześniej, że ICEYE proponuje MON stworzenie własnej konstelacji 3-4 satelitów, wraz z centrum kontroli i interpretacji danych. Koszt nie powinien przekroczyć pół miliarda złotych, co jak na skalę obecnych zamówień MON jest kwotą bardzo umiarkowaną. Zwłaszcza biorąc pod uwagę ogromne znaczenie informacji na wojnie i fakt, że istotna część tych pieniędzy zostałaby w Polsce.

- Kupienie gotowego systemu to jedno. Moim zdaniem kluczowy jest tu jednak czynnik szerokiego dostępu do technologii. Jesteśmy firmą w znacznym stopniu polską. Powiem wręcz, że głęboko polską. Możemy i chcemy zaoferować znacznie więcej, niż firmy z innych państw - przekonuje Modrzewski. ICEYE to w praktyce firma fińsko-polska albo polsko-fińska. Modrzewski założył ją podczas studiów w Helsinkach, gdzie wyjechał na wymianę. Zrobił to razem z fińskim kolegą. Dzisiaj firma zatrudnia około 200 osób w Finlandii i 150 w Polsce. - Szczerze mówiąc to mam już trochę dość pytań, czy nasza firma jest bardziej fińska, czy bardziej polska. Podatki płacimy podobne tu i tu. Zresztą, to nie ma wielkiego znaczenia. Jesteśmy firmą międzynarodową z bardzo silną obecnością w Polsce - stwierdza i podkreśla, że bardzo chciałby rozwoju polskiej branży kosmicznej.

Zwraca przy tym uwagę, że wiele nowoczesnych technologii rozwinęło się dzięki współpracy firm prywatnych z wojskiem i szerzej państwem. - Tak samo mogłoby być w Polsce. Mamy do czynienia z naprawdę gwałtownym i przełomowym rozwojem w branży kosmicznej. Byłoby rozsądnie, gdyby nasze państwo się w to zaangażowało. Mamy nadzieję, że MON, wzorem innych państw zadziała jako koło zamachowe innowacji dla sektora kosmicznego - kwituje Modrzewski.

Pewna współpraca jest, ale bardzo skromna. Trwa projekt PIAST, w ramach którego konsorcjum polskich firm i instytucji tworzy konstelację miniaturowych satelitów zwiadu optycznego. Trzy urządzenia o masie 10 kilogramów każdy mają trafić na orbitę w 2024 roku i być pierwszymi polskimi satelitami wojskowymi. Koszt projektu to 70 milionów złotych. Niestety ze względu na skalę całego przedsięwzięcia możliwości satelitów będą bardzo ograniczone. MON planuje też kupić dwa większe satelity zwiadu optycznego, prawdopodobnie koncernu Airbus. Jednak oficjalne wypowiedzi z wiosny zapowiadające rychłe podpisanie umowy na razie nie przełożyły się na czyny.

Zobacz wideo
Więcej o: