"Ja tobie zdobytego T-72, lekko uszkodzony. Ty mi ciężarówkę i karabiny snajperskie." "NYT" pisze o handlu, który podtrzymuje front

- Nazwijmy to uproszczeniem biurokracji - tak o rozbudowanym czarnym rynku mówi "New York Times" jeden z ukraińskich żołnierzy. Chodzi głównie o wymienianie się zdobycznym rosyjskim sprzętem, którego jest bardzo dużo. Teoretycznie powinien być wysyłany na tyły, ale wówczas mała szansa zobaczyć go ponownie.

- Cześć. Słuchaj, jest taka sprawa. Mamy zbędny czołg. T-72, trochę uszkodzony. Chętnie wymienimy go na coś fajnego - tak wyglądał początek jednej z wymian, o której dowiedział się dziennikarz "NYT". Wiadomość takiej treści dostał sierżant Zmei (imiona fikcyjne w celu ochrony żołnierzy przed wizytą żandarmerii albo innych służb), który ma być głównym "załatwiaczem" w bardzo zasłużonej 93 Brygadzie Zmechanizowanej, walczącej od początku wojny w rejonie Donbasu. W cywilu przed wojną wydawał książki fantasy.

Autor wiadomości, jeden z oficerów działającego w pobliżu innego oddziału, chciał za ów zdobyczny rosyjski czołg sprawnej ciężarówki i kilku karabinów snajperskich z amunicją. - Odpisałem mu, że to chyba jednak za mało jak za generalnie sprawnego T-72, więc niech poprosi o coś jeszcze. No ale nie chciał. Odpowiedział, że czołgów u nich pod dostatkiem i potrzebuje tylko tego, o co poprosił - opisywał dziennikarzowi Zmei. Sierżant wypytał swojego rozmówcę o to, jakie dokładnie ma czołgi na stanie, skoro ma ich tak dużo. Kiedy otrzymał odpowiedź, dostrzegł szansę na większy handel. 93 Brygada na nadmiar czołgów nie narzekała, więc chętnie przygarnęłaby ich więcej. W zamian Zmei zaoferował sprzęt z zachodnich dostaw, między innymi rakiety przeciwlotnicze Stinger czy przeciwpancerne NLAW, a do tego jeszcze inny, niewymieniony, "poważny sprzęt". Z artykułu nie dowiemy się, czy wymiana doszła do skutku.

Zobacz wideo

Frontowy handel wymienny

Podobny handel ma być powszechny na zapleczu frontu. Ukraina przystępowała do tej wojny ze znacznymi brakami w wyposażeniu. Między innymi dlatego powszechnie wieszczono jej szybką porażkę. Po prostu Rosjanie mają ogromną przewagę w ilości i jakości uzbrojenia. Teraz wiemy, że są też bardzo źli w jego wykorzystaniu, więc na szczęście Ukraińcy mają jednak szanse i to duże. Nie zmienia to faktu, że to Rosjanie mają więcej broni. Zachód owszem dostarcza Ukrainie jej sporo, ale dla większości rozmówców "NYT" najważniejszym dostawcą jest rosyjskie wojsko.

- Tak naprawdę walczymy dzięki temu, co zdobyliśmy na przeciwniku - powiedział dziennikarzowi Bogdan, dowódca jednego z batalionów 93 Brygady. W jego ocenie około 80 procent wyposażenia jego oddziału to były sprzęt Rosjan. - Podobnie jest w innych batalionach - dodaje. Opisuje też, że jego oddział jest wykorzystywany jako "straż pożarna", czyli jest przerzucany na różne zapalne odcinki frontu, gdzie sytuacja jest trudna. - Tracimy dużo ludzi. Nie mamy jak sobie radzić z ich artylerią. Razem z lotnictwem, to są nasze największe problemy - opisuje oficer. Dodaje, że on i jego ludzie nie widzieli na oczy żadnego zaawansowanego zachodniego uzbrojenia. - Mamy dużo pytań na temat tego, gdzie ono tak naprawdę trafia - twierdzi. Z tekstu nie wynika jak się to ma do opowieści sierżanta Zmei, służącego w tej samej brygadzie, choć może innym batalionie, który miał mieć nadmiarowe zachodnie rakiety.

Jednym z podwładnych Bogdana jest dowódca czołgu imieniem Alex. Przed wojną programista. Teraz jedna z gwiazd 93 Brygady. Walczy na zdobycznym rosyjskim T-80, którego nazwał z kolegami "Króliczek". Miał on im posłużyć do zniszczenia szeregu rosyjskich pojazdów opancerzonych w rejonie miasta Sumy na samym początku wojny, a potem w rejonie Izium. Dziennikarz "NYT" miał go jednak spotkać daleko za linią frontu w zakamuflowanym warsztacie dla ciężkiego sprzętu. W jego T-80 miało dojść do jakiejś usterki wieży. Część niezbędna do naprawy została pozyskana z innego oddziału w zamian za moździerz kalibru 120 mm i ciężki karabin maszynowy.

Sam Alex miał odnieść ranę jeszcze w maju, podczas pieszego patrolu na ziemi niczyjej. Pocisk potrzaskał mu kość udową. - Tamta misja miała dwa cele: zlokalizować rosyjskie pozycje i zgarnąć jak najwięcej porzuconego sprzętu - opisuje Ukrainiec. - Ciągle tracimy czołgi, więc jeśli ta wojna będzie jeszcze długo trwała, to w końcu skończy nam się cały ten poradziecki sprzęt i trzeba będzie się przesiąść na coś innego - dodaje.

Wszyscy rozmówcy amerykańskiego dziennikarza przyznają, że to, co robią, formalnie jest nielegalne. Nie słyszeli jednak, aby ktoś miał z tego powodu jakieś problemy. Frontowy czarny rynek ma być powszechny i wynikać z chęci poprawienia swoich szans na przetrwanie. Oficjalnie cały zdobyty sprzęt powinni odsyłać na tyły celem poddania inspekcji i zewidencjonowania, po czym po ewentualnych naprawach do przydzielenia do jednostki, którą ktoś administracji wojskowej uzna za potrzebującą. - Oczywiście pokładamy nasze nadzieje w Kijowie, ale polegamy na sobie. Nie będziemy tutaj siedzieć i czekać jak idioci, aż coś nam przyślą - mówi Fedir, jeden z zaopatrzeniowców podlegających sierżantowi Zmei.

Zdjęcie najemników z grupy Wagnera w Popasnej, które pozwoliło Ukraińcom zlokalizować ich punkt dowodzenia. W lewym górnym rogu biała tabliczka z adresemGrupa Wagnera dotkliwie trafiona przez Ukraińców

Zbrojenie Ukrainy przez Rosjan

Ukraińscy żołnierze przyznają, że z czasem robi się coraz trudniej o zdobyczny rosyjski sprzęt. Najłatwiej było na początku wojny, kiedy nie było jasnej linii frontu, a Rosjanie próbowali przeprowadzać ryzykowne głębokie rajdy kolumnami zmechanizowanymi. Efektem było mnóstwo sprzętu porzuconego z powodu usterek, braku paliwa czy po prostu paniki po wpadnięciu w zasadzkę. Potem Rosjanie na dodatek wycofali się z północnej Ukrainy, zostawiając po sobie mnóstwo sprzętu, którego nie mieli czasu ewakuować. Od kwietnia realia zaczęły się jednak zmieniać. Do dzisiaj przebieg linii frontu jest już wyraźny, więc znacznie trudniej o zdobyczny sprzęt. Najczęściej trzeba go wydostawać z ziemi niczyjej, gdzie zostanie po jakimś nieudanym rosyjskim ataku.

Rosyjska "pomoc" sprzętowa dla Ukraińców jest pomimo tego ogromna. Widać to nawet po statystykach prowadzonych przez cywilnych obserwatorów konfliktu, korzystających z danych dostępnych publicznie. Według uznawanego za wiarygodny bloga Oryx (odnotowuje straty na podstawie zdjęć i nagrań, więc trzeba założyć, że realne straty są większe, bo nie każda została nagrana/sfotografowana), Rosjanie stracili od początku wojny 990 czołgów, z czego 289 zostało zdobytych w różnym stanie przez Ukraińców. Ci stracili natomiast tylko 244 czołgi. Po uwzględnieniu dostarczenia z NATO, głównie z Polski, około 300 dodatkowych czołgów, Ukraina może ich mieć dzisiaj więcej niż przed wojną. Choć jednostki na froncie mogą tego nie odczuwać, bo nadwyżka najpewniej powędrowała na potrzeby tworzonych od podstaw rezerwowych brygad zmechanizowanych.

Podobnie jak z czołgami ma się sprawa z różnej maści transporterami opancerzonymi i bojowymi wozami piechoty. Rosjanie stracili ich od początku wojny przynajmniej 1719, z czego 571 wpadło w ręce Ukraińców. Ci stracili ich natomiast 446. Jednocześnie z Zachodu dostarczono kilkaset innych transporterów, wobec czego w tej kategorii Ukraina też może być lepiej uzbrojona niż przed wojną.

Temu procesowi uzbrajania przez najeźdźcę najbardziej pomaga fakt, że to wojna na terenie byłego ZSRR. Obie strony korzystają z tego samego podstawowego uzbrojenia. Wiele zasad jego używania i obsługi jest podobnych, choć na przykład typów poradzieckich czołgów jest wiele, a ich modernizacji jeszcze więcej. Tożsama jest też amunicja używana przez obie strony, choć Ukraina w dziedzinie artylerii coraz bardziej przesiada się na standardy NATO. Pomimo tego nadal królują standardy ZSRR. Zmiana ich na zachodnie byłaby wielkim wyzwaniem, wymagającym znacznie większych dostaw broni niż te, które widzimy, nie wspominając o konieczności budowy od podstaw nowego zaplecza o bardziej wymagających standardach niż te radzieckie. To jeden z podstawowych czynników, które powodują, że przezbrojenie Ukraińców w sprzęt zachodni to nie jest tylko kwestia woli politycznej.

Więcej o: