Tym razem systemy zadziałały, ale prowadzenie wojny przy elektrowni jądrowej może źle się skończyć. Idzie ku pogorszeniu

Z taką sytuacją ludzkość jeszcze nie miała do czynienia. Elektrownia jądrowa w rejonie prowadzenia regularnych działań zbrojnych. I to nie byle jaka elektrownia, ale największa w Europie. Ryzyka powtórki z Czarnobyla raczej nie ma, ale potencjał do skażenia okolicy jak najbardziej. Zwłaszcza że starcia w rejonie elektrowni narastają.

Sytuacja w Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej w wyraźny sposób coraz bardziej się komplikuje od początku sierpnia. Rosjanie i Ukraińcy oskarżają się o ryzykowanie nuklearnej katastrofy. Funkcjonowanie służb dbających o bezpieczeństwo elektrowni uległo takiemu pogorszeniu, że z powodu banalnego pożaru została odcięta od normalnego zasilania i musiała przejść na awaryjne, aby podtrzymać chłodzenie reaktorów.

Kilkadziesiąt państw zaapelowało, aby uczynić Zaporoską Elektrownię Jądrową strefą zdemilitaryzowaną pod nadzorem ONZ, ale na razie nic z tego nie wynikło. Być może uda się niedługo wysłać do niej inspektorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. W międzyczasie sytuacja pozostanie niestabilna i z tendencją na pogorszenie.

Wojna w elektrowni jądrowej

Elektrownię zbudowano w latach 80. nad brzegiem Dniepru, a dokładniej dużego sztucznego zbiornika Kachowskiego. Zapewnia on właściwie dowolną ilość wody do chłodzenia. Początkowo miała liczyć cztery reaktory, ale finalnie zbudowano sześć, przy czym ostatni uruchomiono już po rozpadzie ZSRR. Wszystkie są typu wodnociśnieniowego WWER-1000, czyli innego niż w Czarnobylu. Znacznie bezpieczniejsze i tożsame ze światowym standardem. Do rosyjskiej inwazji pracowała bez większych incydentów. Jest największą elektrownią Ukrainy, która przed wojną zapewniała niemal 20 procent całej elektryczności w kraju. Obiekt o ogromnym znaczeniu strategicznym.

Elektrownia znajduje się pod kontrolą Rosjan od początku marca. Zajęli ją po dwóch dniach oporu głównie ludności cywilnej, która zabarykadowała wjazd do położonego obok miasta Energodar. Rosjanie w końcu otworzyli ogień do ludzi i rozproszyli tłum. W samej elektrowni krótko bronił się niewielki oddział ukraińskiej Obrony Terytorialnej, ale nie miał żadnych szans. Zginęło trzech Ukraińców, a większość oddziału uciekła przez Dniepr. Sama elektrownia odniosła powierzchowne uszkodzenia od rosyjskiego ostrzału.

Podstawową przyczyną problemów elektrowni jest oczywiście wojna i rosyjska agresja. Jednak na bieżąco problemem jest głównie jej położenie. Lewy brzeg Dniepru, w tym miejscu południowy, na którym stoi elektrownia, znajduje się pod kontrolą Rosjan. Jednak drugi, północny, jest pod kontrolą Ukraińców. Rozdziela ich w najwęższym miejscu pięć kilometrów wody. 15 kilometrów od reaktorów, po drugiej stronie zbiornika, jest położone duże miasto Nikopol, kontrolowane przez Ukraińców. Sprawia to, że elektrownia jest właściwie na linii frontu, który w tym miejscu przebiega akurat po Dnieprze. Wojska obu stron są na tyle blisko siebie, że mogą się bez problemu ostrzeliwać artylerią i obserwować. I to robią, oskarżając się nawzajem o stwarzanie zagrożenia. Tuż obok sześciu reaktorów.

Na rozległym terenie elektrowni stacjonuje kilkuset rosyjskich żołnierzy. Pojawiają się tam też systemy artyleryjskie, głównie wyrzutnie rakiet Grad i Uragan, nagrane przez ukraińskie drony. Mają służyć do ostrzału Nikopola i okolic. Budynki elektrowni są wykorzystywane do chowania pojazdów wojskowych.

Jeden z ukraińskich pracowników wykonał nagranie, na którym widać rosyjskie ciężarówki ciasno zaparkowane w jednej z hal turbin, przylegającej do reaktora. Według Ukraińców pojazdy stoją tuż obok choćby zbiornika z łatwopalnym olejem służącym do chłodzenia turbiny. Blokują też swobodny dostęp do wnętrza hali dla pojazdów zakładowej straży pożarnej.

Ukraińcy ze swojej strony nie ukrywają, że atakują rosyjskie wojsko na terenie elektrowni. Pokazali między innymi nagrania uderzeń niewielkimi polskimi dronami kamikadze Warmate. Rosjanie już co najmniej dwa razy pokazywali ich szczątki na terenie elektrowni.

 

Reaktory wytrzymają, ale elektrownia może nie

Samo ryzyko trafienia czymś w reaktor i spowodowania jego rozszczelnienia oraz wydostania się substancji radioaktywnych, jest właściwie zerowe. Osłony są wykonane z grubego wzmocnionego betonu. Powinny przetrwać uderzenie większości broni konwencjonalnych, poza specjalnymi bombami do atakowania bunkrów. Nawet płonący zestrzelony samolot pełen paliwa nie powinien zrobić wrażenia na reaktorach. Nie wspominając o czymś w rodzaju Warmate. Reszta elektrowni nie jest jednak tak zabezpieczona. Zwłaszcza systemy chłodzące, niezbędne do utrzymania rdzeni w odpowiedniej temperaturze. Bez chłodzenia może dojść do stopienia paliwa jądrowego i wypadku podobnego do tego w Fukushimie.

Źródłem ryzyka są też baseny, w których jest przechowywane zużyte paliwo wyjęte z reaktorów. One też wymagają ciągłego chłodzenia, aby nie dopuścić do stopienia. Na terenie elektrowni znajduje się też składowisko już schłodzonego paliwa, umieszczonego w dużych szczelnych kapsułach stojących na ogrodzonym placu.

Przedstawiciele Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej podkreślają, że to, co ich najbardziej niepokoi, to po prostu przerwanie normalnej i zgodnej z ustalonymi normami międzynarodowymi obsługi elektrowni. Ryzyko wypadków poważnie wzrosło, ponieważ ukraińska załoga elektrowni pracuje pod przymusem i w stałym konflikcie z Rosjanami. Pozbawiona normalnego kontaktu z centralą i dostępu do części zamiennych oraz innych materiałów niezbędnych do eksploatacji tak dużego i skomplikowanego obiektu. Na jego terenie znajdują się niemający żadnego przeszkolenia żołnierze wraz ze swoim sprzętem. Całość mają nadzorować wysłannicy z rosyjskiej firmy Rosatom, ale jest ich niewiele i są zdani na ukraińską załogę oraz wolę swojego wojska. Reagowanie na jakiekolwiek sytuacje awaryjne jest utrudnione.

Ukraińska ciężka armata samobieżna 2S7 PionRosja popełniła dwa kluczowe błędy. Przez nie wojna trwa

Tendencja na pogorszenie sytuacji

Do jakiego stopnia nastąpił rozkład normalnego funkcjonowania elektrowni oraz wspierających ją służb pokazują ostatnie wydarzenia. Dokładniej pożar traw i roślinności na południe od elektrowni, który pojawił się jeszcze około 19 sierpnia. Według Ukraińców jego źródłem była hałda popiołu z położonej obok dużej elektrociepłowni gazowo-węglowej (również największej w Ukrainie), która przestała jednak działać jeszcze w maju z powodu braku dostaw paliwa. Rosjanie mieli zignorować powagę sytuacji i ogień dotarł do dużej stacji elektroenergetycznej obok elektrowni jądrowej, powodując zwarcia i odcinając ją od sieci. Oznaczało to utratę normalnego zasilania systemów chłodzenia. Wobec tego uruchomiły się awaryjne generatory dieslowskie, które podtrzymały ich pracę przez kilka godzin, aż prowizorycznie przywrócono zasilanie z ukraińskiej sieci energetycznej. Rosjanie twierdzą, że pożar wywołał ukraiński ostrzał artyleryjski. Ukraińcy twierdzą, że przez Rosjan było blisko katastrofy jądrowej.

Obecnie mają trwać prace nad przywróceniem normalnego połączenia reaktorów z ukraińską siecią energetyczną. Dotychczas w normalnym trybie działały tylko dwa. Jeden był w remoncie jeszcze przed wybuchem wojny, trzy pozostałe zostały przestawione w tryb uśpienia i nie generowały energii elektrycznej. Pożar i awaria 25 sierpnia sprawiły, że po raz pierwszy w historii działalności elektrowni była ona całkowicie odcięcia od sieci. Dodatkowo 22 sierpnia w niejasnych okolicznościach zginął pracownik zakładu i wiozący go taksówkarz. Obok ich samochodu coś wybuchło, kiedy przejeżdżali niedaleko klasycznej elektrociepłowni. Rosjanie mówią, że ostrzał Ukraińców, ci wskazują na Rosjan. 

Na razie nie zanosi się, aby sytuacja w elektrowni miała ulec poprawie. Wręcz przeciwnie, intensywność wydarzeń i wzajemnych oskarżeń rośnie. Na szczęście obecnie działania zbrojne w tym rejonie na razie mają niewielką intensywność. Najbliższy lądowy odcinek frontu jest ponad 50 kilometrów na wschód w rejonie miasta Zaporoże i nie było tam poważniejszych walk od marca. Południowa Ukraina staje się jednak centrum uwagi obu stron, wobec wygasania rosyjskiej ofensywy w Donbasie. Rosjanie przerzucili istotną część swoich sił na Zaporoże i jest istotna szansa, że stanie się ono areną intensywniejszych walk w nadchodzących miesiącach. Na szczęście sama elektrownia atomowa jest trochę na uboczu. Najważniejszym miastem na okupowanych przez Rosjan terenach jest Melitopol, około stu kilometrów na południe. Bardzo ważny węzeł transportowy.

Jeśli dojdzie więc do wzmożenia walk na Zaporożu, to najpewniej najintensywniejsze starcia nie dosięgną elektrowni jądrowej. Jednak jeśli rosyjskie wojsko postanowi jej bronić, a ukraińskie zająć z uwagi na jej znaczenie strategiczne, to sytuacja stanie się groźna. To już nie będą symboliczne starcia jak w marcu. Obie strony dysponują w tym rejonie znacznie poważniejszymi siłami, a wojna ma już inny charakter. Znacznie bardziej intensywny. Pozostaje mieć nadzieję, że obie strony wykażą się rozsądkiem.

Zobacz wideo
Więcej o: